Paradoks
To jakiś paradoks… Totalny absurd! Wręcz czyste szaleństwo, żeby wciąż chcieć wracać na parkiet i fizycznie wycieńczać własny organizm. Ile to razy potrafisz zakląć, wyciskając z siebie siódme poty i ledwo łapiąc oddech zadać pytanie: 'I po co to wszystko? Po co ja to robię?' Prawdziwa niedorzeczność jednak dopiero daje o sobie znać, kiedy doświadczasz poważnych kontuzji lub innych urazów. Bo to właśnie wtedy najmocniej pragniesz powrócić do czegoś, co w rzeczy samej, sprawiło, że nie możesz tego robić. Czy to ma sens?
Nie jak, lecz kiedy
Im dłużej grasz w koszykówkę, tym bardziej się przekonujesz, że wbrew pozorom nie chodzi w niej o osiągnięcia, zaszczyty czy popularność. Wbrew pozorom nie musisz być wybitną koszykarką, żeby cieszyć się grą i z pasją do niej powracać. Wbrew pozorom, to żadna sztuka nauczyć się dwutaktu, rzucania do kosza, podawania i innych mechanicznych ruchów. To jest akurat najprostsze. Przy odrobinie chęci i treningu każdy mógłby opanować te umiejętności - lepiej lub gorzej, ale mógłby. Dobrze wiesz, że prawdziwe wyzwanie zaczyna się w momencie, gdy grając musisz zdecydować się na właściwy ruch w odpowiednim czasie. Dokładnie tak, jak naucza trener Geno Auriemma: 'It's not the matter of how to but when to.'
Podejmowanie dobrych decyzji to coś, dzięki czemu odróżniamy przeciętnych graczy od tych wybitnych. Ale i ci najlepsi nie ustrzegą się od popełniania błędów. Dlatego uważam, że w dużej mierze to dążenie do perfekcji kurczowo trzyma nas przy tym sporcie. A że perfekcja jest w zasadzie nieosiągalna, to i doskonalenie się może trwać w nieskończoność.
Co w takim razie jest prawdziwą zdobyczą w tej naszej pogoni za byciem idealnym?
Koszykówka wciąż uczy
W mojej sportowej karierze gama sukcesów jest różnorodna. Największym z nich jest bez wątpienia poczucie nieustannego rozwoju, gdyż koszykówka dostarcza mi coraz to nowych wyzwań, którym bardzo chcę sprostać. Dzięki niej rodzą się we mnie marzenia i pragnienia, które z kolei działają niczym motor napędowy mojego serca. Koszykówka wciąż mnie czegoś uczy. Uświadamia mi kim jestem. A dogłębne poznanie samej siebie zawsze uznawałam za priorytet w moim życiu.
Czy przyznacie mi rację, kiedy powiem, że gra w koszykówkę niesamowicie uwydatnia nasze charaktery? Kilka godzin spędzonych na intensywnym treningu jest w stanie powiedzieć mi więcej o naturze człowieka niż najdłuższa werbalna interakcja z drugą osobą. Takie treningi potrafią wyłonić lidera i prawdziwego zwycięzcę; pokazać kto ma w sobie zapał i wiarę; na kogo można liczyć; kogo trzeba wesprzeć, a kogo można lub wypadałoby zwyczajnie zignorować. Wszystko to, co robimy na boisku i - przede wszystkim - JAK to robimy jest odzwierciedleniem tego kim jesteśmy. Czyż nie mam racji? I czyż najcenniejsze w tym sporcie nie jest to, że jest się częścią zespołowej dynamiki?
Piłka z wyblakłym napisem
Dla kogoś, kto nigdy nie był silnie związany z rodziną, stanowienie części kolektywu jest wprost bezcenne.
Odkąd pamiętam, to właśnie drużyna odgrywała rolę mojej 'prawdziwej rodziny.' Bo w niej były zasady, było wsparcie i zrozumienie. Coś, czego w domu nigdy nie znalazłam. Uciekałam więc do tego, co było bliskie mojemu sercu. Para starych Converse'ów, piłka z wyblakłym napisem SPALDING, zakurzony parkiet, kosze z szarymi siatkami i ja - wolna od wszystkich problemów. Wiecie jak się wtedy czułam? Jak swobodny motyl, któremu dopiero co wyrosły skrzydła. Po dziś dzień czuję, że koszykarskie środowisko to moje najlepsze schronienie, mój dom, moje sanktuarium. Dlaczego? Bo wiem, że tam zawsze znajdę nie tylko ludzi, z którymi będę mogła dzielić radości i smutki, ale także samotność, którą uwielbiam.
Nie skłamię ani troszeczkę, kiedy powiem, że mam poczucie jakbym była wychowana przez koszykówkę. To ona nauczyła mnie zaufania, tolerancji i odpowiedzialności. Pozwoliła poczuć szczerość przyjaźni, która stanowi znaczącą rolę w moim życiu.
Jednak paradoksalnie, najsilniejszy udział w kształtowaniu mojej osobowości odegrali ludzie i to ci, którzy głęboko 'zaleźli' mi za skórę. Tak... myślę tu o trenerach. Jestem przekonana, że nikt inny (oprócz oczywiście gry samej w sobie) nie jest w stanie 'wyciągnąć' na światło dzienne moich słabych stron, tak jak potrafią zrobić to szkoleniowcy. I choć niekoniecznie noszę ich wszystkich w sercu, to na pewno jestem wdzięczna, że odkryli we mnie coś, co mogłam zmienić na lepsze.
Swoosh!
Zastanawiacie się, co jeszcze widzę w koszykówce, czego mogą nie dostrzegać inni, zwłaszcza patrząc na statystyki? Są to rzeczy stosunkowo zwykłe, aczkolwiek, na swój sposób, magiczne. Bowiem magiczna jest dla mnie przedmeczowa adrenalina, krążąca w moim ciele jak wolny elektron. Naturalnie adrenalina, sama w sobie, nie jest niczym nadzwyczajnym. Nadzwyczajny jest sam fakt, że po tylu latach grania, niezliczonej liczby meczów, ona wciąż się pojawia. Nie sądzicie, że to zdecydowanie o czymś świadczy?
Oprócz adrenaliny, równie magiczna jest dla mnie przedmeczowa cisza… Z niej wszystko się może zrodzić. Na przykład zaskakujące zwycięstwo po rzucie z polowy boiska w ostatniej sekundzie meczu. Magiczny jest boiskowy instynkt - och, uwielbiam kiedy bierze on nade mną górę! Albo gdy piłka przelatując przez siatkę robi takie...'Swoosh'. Uwielbiam grać w defensywie i zbierać piłki, tuż sprzed nosa innych. Uwielbiam radość ze zwycięstw, jak i kojące kontemplacje po porażkach. Uwielbiam też tajemnicze milczenie trenerów, dumę w ich spojrzeniu, a nawet grymas niezadowolenia na ich twarzach. Z mojej perspektywy, we wszystkim tym jest magia i wszystko to napełnia moje serce życiem. Ale wiecie co kocham w koszykówce chyba najbardziej? Kocham to zadowalające uczucie spełnienia. Bo, jak by nie patrzeć, żyję moim marzeniem, które spełnia się tu i teraz.
Elżbieta Mukosiej
/Super-Pol Tęcza Leszno/
rys. ELŻBIETA MUKOSIEJ
Eryk - 24.02.2011, 16:55
Naprawdę niesamowite osobiste wyznanie, które powinien przeczytać każdy adept koszykówki. Jest w nim wszystko, co pozwala na zrozumienie wiele aspektów wokół sportu. A to niestety wielu pomija, często uchodzących za ekspertów. Gratuluję również lekkiego pióra, gdyż czyta się ten tekst z największą przyjemnością.
Helllad - 24.02.2011, 16:58
Mieć radość z tego, co się robi. To jest właśnie to!
KoKoKo - 14.03.2011, 15:32
Zgadzam się ze wszystkim co tu napisano i czekam na następny felieton Elżbiety Mukosiej
Dodaj komentarz