Co roku cztery zespoły, które odpadły w pierwszej rundzie rozgrywają między sobą spotkania o miejsca 5-8. Aktualnie ten niemiły obowiązek spada na Utex Row Rybnik, Tęczę Leszno, Odrę Brzeg i Wisłę Can-Pack Kraków. Zawodniczki wyjdą na parkiet i zagrają, bo zagrać muszą. Tylko o co?
Stawka tych gier jest praktycznie żadna. Te zespoły już zostały wyeliminowane z gier o medal i zajęcie nawet piątego miejsca raczej humorów w ich obozach nie poprawi. Mecze służą jedynie ostatecznemu sklasyfikowaniu danego zespołu na konkretnej pozycji. Tyle, że można by to rozwiązać bez konieczności ich rozgrywania - przydzielić poszczególne miejsca na podstawie końcowej tabeli sezonu zasadniczego. Drużynie, która z interesującej nas czwórki byłaby w tej tabeli na najwyższej pozycji dać miejsce piąte, kolejnej szóste, i tak dalej.
Nie widzę żadnych pozytywów gier o miejsca 5-8, zaś negatywów kilka. Pierwszy powód jest finansowy. Kluby idą w koszta, gdyż muszą wyłożyć pieniądze na organizację meczów i wyjazdy, a wpływ z biletów, jeśli w ogóle zarządy poszczególnych ekip zdecydują się te gry biletować, będzie niewielki. Pieniądze, którymi kluby dysponują mogłyby zostać wydane mądrzej.
Po drugie, jak w każdym meczu, można nabawić się kontuzji. To po prostu niepotrzebne narażanie zawodniczek na uraz pod koniec sezonu w zawodach o czapkę gruszek. Nie daj Boże na tyle poważny, by zakłócił przygotowania do kolejnego sezonu. Trenerzy chcąc zminimalizować ryzyko kontuzji podstawowych koszykarek mogą wypuścić w bój rezerwowe. Niestety ogrywanie zawodniczek rezerwowych de facto po zakończeniu sezonu ma niewielką wartość sportową.
Zmienniczki, które otrzymują szansę gry w trakcie sezonu mogą pokazać swoje umiejętności w meczu o stawkę, zdobyć tym samym dla siebie więcej minut, a nawet miejsce w podstawowym składzie. Nie ma to zastosowania w meczach o miejsca 5-8. Tutaj nawet jeśli zawodniczka XY zdobędzie triple double, poza osobistą satysfakcją nic jej to nie da, ponieważ o miejscu w składzie zadecyduje jej forma z okresu przygotowawczego do kolejnego sezonu. Kto wie, być może będzie wówczas już grać dla innego zespołu.
Powinniśmy iść śladem koszykówki amerykańskiej. Za wielką wodą nikomu do głowy by nie przyszło organizowanie meczów drużyn, które odpadły z playoffów.
Marcin Mochal
Dodaj komentarz