Koszykówka to nie jest „coś” co robiłam, to „coś” co mnie przenika nawet teraz - Milica Jovanović

Dodano: 30.08.2026, 18:25


Są koszykarki, które na zawsze zostają w pamięci nawet mimo zawieszenia butów na kołek i tak też jest z Milicą Jovanović. Pochodząca z drugiego co do wielkości miasta Czarnogóry - Niksić, Milica swój talent rozwinęła w topowej wówczas lidze tureckiej. Obecnie staje przed dużym wyzwaniem, mając w ręku certyfikat ukończenia  programu  FIBA Time Out.



Milica, w ciągu 16 lat koszykarskiej kariery stałaś się filarem czarnogórskiej koszykówki. Grałaś w wielu ligach, klubach, czujesz się spełniona jako koszykarka?

- Koszykówka to nie jest „coś” co robiłam, to „coś” co mnie przenika nawet teraz. Przed te wszystkie lata dawałam tej grze wszystko, co mogłam dać i miałam. Swoje ciało, lata z dala od domu i od rodziny. Przez te wszystkie lata goniąc za czymś, czego nie potrafiłam nawet w pełni wytłumaczyć ludziom, którzy nie żyją w salach sportowych tak jak my. Gra odwdzięczyła się dziesięciokrotnie. Wzięła dziewczynę z Niksić, pozwalając jej nosić opaskę kapitana swojego kraju! Serce, pasja, miłość, radość, ogromna ilość emocji, które czułam w tych chwilach. Gdy zakładałam koszulkę, to coś w mojej piersi po prostu ściskało i to tak mocno. Nadaj to czuję, tylko inaczej. A więc tak, jestem spełniona i to tak głęboko i z wdzięcznością. Ale też wciąż głodna, wciąż zakochana w tej grze tak, jak kocha się coś co ukształtowało to kim jesteś.

Twoja kariera rozpoczęła się w zespole Buducnost Podgorica, skąd dość szybko otworzyła się przed Tobą szansa na pokazanie swojego talentu. Dla mnie sezon 2012/13 był dla Ciebie przełomowy, zgodzisz się z tym?

- Budocnost to miejsce w którym dorastałam i to dosłownie dorastałam jako zawodniczka i jako osoba. Było to od tego czasu, kiedy to opuściłam Rolling w Niksic w moim rodzinnym mieście. Nie mogę powiedzieć, że byłam w pełni obecna w tym przełomowym sezonie, jak to nazywasz. Po prostu grałam w grę którą kocham do teraz, nawet nie myśląc ani nie planując zbyt wiele do przodu. To specyficzne uczucie, gdy jesteś w obcym mieście i z dala od wszystkiego co znane i nagle gra się po prostu przed Tobą otwiera i wszystko pasuje. To było właśnie tak w tamtym sezonie we mnie. Chcę wierzyć, że ciężka praca, którą wykonałam przez wcześniejsze lata wyszła na jaw i pamiętam, że wtedy w końcu poczułam – tutaj jest moje miejsce.

Następnie była liga turecka, gdzie zostałaś na kolejne lata i dobrze to wykorzystałaś?

- W tamtym czasie liga turecka była najbardziej konkurencyjną ligą w Europie, jestem tego całkowicie pewna. Tak wiele świetnych zawodniczek grało w całej lidze, tak wiele drużyn rywalizowało w Eurolidze i w EuroCup Women i było tak wiele zaciętych meczów. Tam tez jeszcze bardziej pokochałam piłkę nożną, ponieważ pokazała mi nowe poziomy mojej gry. To jednak nie wszystko, gdyż pokazała mi również nowe poziomy tego, kim mogę stać się jako człowiek. Kiedy w końcu stanęłam na boisku dla Czarnogóry na największych turniejach w mojej karierze, to nie bałam się nikogo kto był naprzeciwko mnie. Turcja rozwijała moją grę w najlepszy możliwy sposób, a trenerzy chcieli mnie rozwijać i wydobyć ze mnie jak najwięcej. To właśnie tak, robią każde profesjonalne drużyny.

A ważne miejsce w sercu zajmuje gra w Miszkolcu? Tam dałaś drużynie Puchar Węgier, zdobywając również nagrodę MVP.

- Miszkolc to nie tylko wyjątkowe miejsce w moim sercu, Miszkolc to mój dom. Mówiłam to własnymi ustami, na głos, przez śmiech i łzy, tak wiele razy i to zwłaszcza gdy wyjeżdżałam. Pięć sezonów w czerwono-białych barwach, to coś wyjątkowego dla mnie. To właśnie tam publiczność nazywała mnie „Mimą”, dokładnie tak samo, jak moja rodzina tutaj w Czarnogórze. To coś wyjątkowego dla mnie, to tak jakbym do nich też należała. Dwukrotnie zdobyliśmy Puchar Węgier, mistrzostwo ligi i tym tytułem zapisaliśmy się w historii. Brakuje mi słów, by opisać bardziej to co czuję gdy o tym pomyślę. Ten klub, a zwłaszcza ludzie, którzy byli w drużynie i wokół niej dali mi najczystszą i najszczęśliwszą koszykówkę w całym moim życiu. Wiem, że oddałam im wszystko co we mnie zostało, a oni w zamian dali mi mój drugi dom. To jest coś, czego się nie zapomina. Nigdy!

Osiem razy grałaś na Mistrzostwach Europy, gdzie w 2023 roku Czarnogóra zajęła bardzo dobre 8.  miejsce. Drużynę prowadziła Jelena Skerovic i Arkadiusz Rusin, jak wspominasz czas przygotowań i samego turnieju?

- Tak, osiem razy na Mistrzostwach Europy brzmi teraz surrealistycznie ale to był czas mojego życia. W 2023 roku mieliśmy świetną passę, pokonując Włochy i awansując do ćwierćfinału. Ten mecz był wszystkim i nikt, absolutnie nikt nie wierzył, że możemy ten mecz wygrać. Jeśli cała „dwunastka” jest po tej samej stronie, to mogą się zdarzyć cuda. Kiedy doznałam kontuzji łydki w meczu z Francją, oglądanie meczu z ławki zamiast walki na parkiecie było jednym z najtrudniejszych momentów w mojej karierze. Jednak ta drużyna i tak walczyła, to jest to, co najbardziej we mnie utkwiło. Nie kontuzja. Walka. I jak widać – mnóstwo wzlotów i upadków. Jelena Skerović i Arkadiusz Rusin ciężko pracowali, przygotowując się do wszystkich aspektów tego turnieju. Mogę powiedzieć, że były to bardzo trudne chwile, ale ostatecznie było warto.



Teraz przed Tobą nowy rozdział w koszykówce. Ukończyłaś  FIBA Time Out dla biznesu i zarządzania w sporcie i będziesz pełnić ważną funkcję w drużynie narodowej. Jednym z Twoich zadań będzie monitorowanie rozwoju młodych zawodniczek, a to odpowiedzialne zadanie?

- Odpowiedzialność to mało powiedziane, to dla mnie świętość. Szczerzę. Skończyłam FIBA Time-Out, ponieważ nie pozwoliłam aby wszystko co przeżyłam na parkiecie zniknęło, gdy przestałam grać. Teraz mogę przelać wszystko, czego się nauczyłam i moje doświadczenie na te młode zawodniczki. Widzę w nich siebie i cieszę się, że mogę pokazać im drogę i upewnić się, że system faktycznie poprowadzi ich do założenia narodowej koszulki. Dla mnie to nie tylko praca, to powołanie. Traktuję to bardzo poważnie.

W listopadzie rozpocznie się decydująca faza kwalifikacji na EuroBasket Women 2027, gdzie faworytem grupy na papierze jest Turcja. A co z Czarnogórą? Jak oceniasz szansę na awans?

- Turcja jest faworytem, mając głęboki skład i będą drużyną doświadczoną i niebezpieczną. Ale powiem Ci co czuję, gdy patrzę na grupę – głód. Jestem pewna, że Polska i Izrael czekają na awans i udział na EuroBaskecie. Jednak Czarnogóra to zespół, który nie odpuści. Jest to ta drużyna, gdzie kiedyś ja walczyłam w niej w takich meczach i nigdy nie było łatwo dla rywali. Cały zespół jest mi bardzo bliski, jest Marija Leković, Zorana Radonjić, Ksenia Scepanović, Nikolina Ilić czyli zawodniczki, które wiedzą ile kosztuje zwycięstwo na tym poziomie. Jest również Jelena Skerović, która robiła to już tyle razy jako zawodniczka i trenerka. Listopad to czas, kiedy wszystko staje się realne i jestem tym bardzo podekscytowana. Wierzę w ten zespół bardzo mocno, nie ślepo. Wiem jednak, że będzie to trudna misja.

Najgłośniejszym nazwiskiem obecnie w drużynie narodowej jest wspomniana przez Ciebie Marija Leković, która ma szansę być liderką zespołu na kolejne lata?

- Marija może być wszystkim, na co czekaliśmy. Przyglądam się jej uważnie, bliżej niż inny zdają sobie z tego prawdopodobnie sprawę. Odkąd miała 15 lat bardzo uważnie ją obserwuję i nie chodzi mi tutaj tylko o talent, choć Bój jeden wie, że go ma. Już teraz gra w Eurolidze, mając w swoim dorobku również jej wygranie (2024 rok z Fenerbahce Stambuł - przyp. red.). Marija ma w sobie ogień, gdyż kocha koszykówkę i marzy o wielkich rzeczach i zawsze chce mieć piłkę w swoich rękach gdy jest ten najtrudniejszy moment meczu. Pamiętam, jak oglądałam ją jako nastolatkę na mistrzostwach Europy 2023 roku. W dalszym ciągu jest to „dziecko na papierze”, jednak gra tak jakby robiła to już wiele lat. Przywództwo nie jest dane nikomu, zdobywa się je w ciszy, na siłowni i gdy nikogo nie ma w pobliżu. Wszystko co w niej widziałam, mówi mi, że już zachowuje się jak ktoś, na kim Czarnogóra będzie się opierała przez długi czas. Jestem podekscytowana, naprawdę bardzo podekscytowana.