W pewnym momencie grałyśmy w rotacji zaledwie sześciu zawodniczek – mówi Anna Jakubiuk z VBW Gdynia

Dodano: 16.01.2026, 10:59


Gdy w kwietniu 2025 roku VBW Gdynia zdobywała swój 14. tytuł mistrzowski, nikt nie przypuszczał aż takich zawirowań w kolejnym sezonie. Z zespołu odchodziły kolejne zawodniczki, a były też problemy aby skompletować skład mogący rywalizować z najlepszymi w lidze. To już było i (chyba) nie wróci.



W kwietniu 2025 roku VBW Gdynia w Arenie Gorzów świętowała zdobycie tytuł mistrzowskiego, a do sukcesu drużynę poprowadziła Ruth Hebard. Nowy sezon wystartował w październiku, a zespół z Pomorza przystąpił do niego w roli obrońcy tytułu i na starcie odniósł dwa zwycięstwa. Kolejne dwa mecze zakończyły się porażkami, co pokazało jak trudna może być walka o kolejny tytuł. Jakby tego było mało na początku listopada z zespołu odeszła Ruht Hebard, a w następnych dniach kadra jeszcze bardziej się uszczupliła. Gdy odeszła Stephanie Jones to sytuacja stała się bardzo poważna. Kłopoty organizacyjne i seria pięciu porażek w grudniu, postawiły cały zespół przed bardzo trudną sytuacją. Wszystko wówczas „napędzały” dwie zawodniczki – Anna Jakubiuk i Barbora Wrzesiński. - W pewnym momencie grałyśmy w rotacji zaledwie sześciu zawodniczek, z czego cztery były z kategorii U23. To nie były łatwe spotkania. Razem z Barcią (Barbora Wrzesiński – przyp.red.), jako najbardziej doświadczone zawodniczki w zespole, starałyśmy się brać na siebie odpowiedzialność i wspierać młodsze dziewczyny – mówi Anna Jakubiuk.

Doświadczenie Anny Jakubiuk w takich momentach było szczególnie potrzebne, nawet jeśli ciężko było osiągnąć pozytywny wynik. - Ze względu na sytuację w klubie, spędzałam na parkiecie bardzo dużo minut. Starałam się, jak najlepiej pomóc drużynie w tych trudnych momentach. Trzeba było wziąć odpowiedzialność na siebie i myślę, że wywiązałam się z tej roli.

Mając na uwadze, to co w ubiegłym roku stało się w Polkowicach można było mieć w głowie czarny scenariusz odnośnie kolejnego klubu w Orlen Basket Liga Kobiet. Taka sytuacja wcale nie była wykluczona, tak więc tym bardziej nie było łatwo rywalizować na parkiecie.  - Trudno było o tym nie myśleć, zwłaszcza że podobna sytuacja miała miejsce w ubiegłym roku w Polkowicach. Mimo wszystko starałyśmy się skupić na pracy i walce w każdym kolejnym meczu – dodaje.

Pod koniec roku sytuacja zaczęła się trochę poprawiać, nawet mimo odejścia z drużyny sprowadzonej wcześniej Morgan Jones. Amerykanka zagrała w zespole z Pomorza zaledwie cztery mecze i odeszła do ligi chińskiej. Po kilku dniach nadeszły dobre wiadomości, które zapowiadał prezes Bogusław Witkowski. Do drużyny dołączyły Constance Hobby i Leah Scott, a VBW Gdynia serię porażek przerwała w najlepszym dla siebie czasie i miejscu czyli w Lublinie. Zespół prowadzony przez trenera Martinsa Zibartsa, grał odważnie i przede wszystkim skutecznie i zasłużenie pokonał jednego z faworytów do tytułu. - Po serii porażek bardzo potrzebowałyśmy tego zwycięstwa. Wygrana z zespołem z czołówki tabeli, mocno podniosła morale i poprawiła atmosferę w drużynie. To był sygnał, że możemy rywalizować na równym poziomie z najlepszymi zespołami w lidze. Bardzo cieszę się, że klub zdecydował się na wzmocnienia — szczególnie pod koszem bardzo ich potrzebowałyśmy, by realnie walczyć o play-offy.


Mordercze tempo w ligowym kalendarzu, zatrzymało się na Pucharze Polski. W turnieju udział wziął zespół z Gdyni, jednak presji na wynik nie było. Półfinał przeciwko Ślęzie Wrocław został przegrany, lecz gra całego zespołu nie wyglądała źle. - Na pewno nie byłyśmy faworytem tego spotkania. Ślęza Wrocław była w bardzo dobrej dyspozycji przez cały turniej, co było widać również w tym meczu. Mimo to uważam, że był to dobry występ w naszym wykonaniu. Niewiele zabrakło — spotkanie było bardzo wyrównane i trzymało w napięciu praktycznie do ostatniej minuty. Pokazałyśmy charakter i to, że potrafimy rywalizować na wysokim poziomie nawet z tak mocnym zespołem.

Obecny sezon nie rozpieszcza zespołu z Gdyni, jednak da się go jeszcze uratować. W kolejnych dniach rozegrane zostaną mecze m.in. z Enea AZS Politechnika Poznań oraz zespołami z Warszawy i Bochni. Aby myśleć o wysokim miejscu przed fazą play-off, wygrać trzeba przede wszystkim te dwa ostatnie spotkania.  Ważnym miesiącem dla końcowego wyniku będzie luty, gdzie przyjdą decydujące mecze. - Przed nami bardzo ważne spotkania, które zdecydują o awansie do pierwszej ósemki. Wierzę, że najgorsze jest już za nami, a play-offy rządzą się swoimi prawami — wszystko może się jeszcze wydarzyć – kończy Anna Jakubiuk.

---

fot. vbw gdynia