"Tutaj w Polsce jak się gra, to jest się zamkniętym w takim małym świecie" - Zuzanna Kulińska

Dodano: 24.07.2023, 12:29


Zuzanna Kulińska po pięciu latach gry w USA, wróciła do Polski i zagra na parkietach Basket Ligi Kobiet. 22 – latka opowiada o American Dream, różnicach w szkoleniu, nagrodzie Gracza Przyszłości otrzymanej w Gdyni czy też wyjeździe na Uniwersjadę.




Wracasz do polskiej ligi po pięciu sezonach spędzonych w USA. Jaki to był czas?

- Śmiało można powiedzieć, że spełniłam się przez te pięć lat. Był to też czas pełen wzlotów i upadków, jednak tak jest wszędzie. Raz jest dobrze, a raz źle i najważniejsze to umieć sobie z tym wszystkim poradzić i po prostu walczyć o to lepsze życie. To także był dla mnie czas pełen wyzwań, a ja to bardzo lubię. Tak już mam, że jak gdzieś idę czy coś robię, to muszę mieć trochę pod górkę żeby nie było nudno. Na samym początku nie byłam jednak usatysfakcjonowana minutami jakie dostawałam na parkiecie, a trzeba zaznaczyć dość duży poziom jaki tam był i jest. Stąd też przeniosłam się do innego zespołu, gdzie kontynuowałam swoje występy. Jednak z perspektywy czasu, myślę że  fajnie jest grać na tym wyższym poziomie mimo mniejszej liczby minut. A należy przy tym pamiętać, że jeżeli poziom koszykówki jest wyższy to również poziom życia jest wyższy. Dużo lepsze jest życie koszykarki kiedy gra się na wyższych szczeblach, walczy o tytuły i kolejnej wyróżnienia.

Koszykarskie życie w Stanach Zjednoczonych, a to w Polsce czy na Starym Kontynencie to trochę inna bajka?

- Takie jedno z ważniejszych moich spostrzeżeń jeśli chodzi o wyjazd do USA, to nie jest ono aż tak bardzo koszykarskie lecz życiowe. Tutaj w Polsce jak się gra, to jest się zamkniętym w takim "małym świecie". Nie mówię tu o wszystkich ale zwykle nie za bardzo się myśli o tym co się robi,  jak robi i jak żyje. Przy takim wyjeździe jaki ja miałam, gdzie wyruszyłam sama na całkowicie inny kontynent i dość daleki od domu – trzeba naprawdę przemyśleć kim się jest i kim się chce być. Ograniczenia jakie mogą wtedy być, wytwarza się samemu. Taki wyjazd uczy, że koszykówka to jednak nie wszystko. Trzeba sobie ułożyć życie poza koszykówką, mieć jakieś znajomości i też czerpać frajdę z życia tego poza koszykarskiego. Przylatując do Polski i będąć po kilku dniach na zgrupowaniu, nie jest łatwo się przestawić. Lecz z każdą sytuacją trzeba sobie jakoś radzić, wiec szukałam czegoś do robienia w wolnym czasie. Wszystko po to aby znaleźć właśnie taką odskocznie od monotonii, a także wypełnić życie czymś więcej niż tylko tym co się dzieje na boisku. W moim odczuciu póki co, ten balans między pracą, a życiem jest trochę trudniejszy do zrobienia tutaj w Polsce niż za oceanem, ale może to tylko kwestia przyzwyczajenia.

Młode zawodniczki coraz częściej wyjeżdżają do USA. To dobra droga do dalszego szkolenia i stawiania się jeszcze lepszą zawodniczką?

- Ja jestem bardzo zadowolona z mojego wyjazdu i myślę, że moje życie pod względem jakości nie byłoby takie samo gdybym nie wyjechała do USA. Mówię tutaj także o życiu, tym bardziej koszykarskim. W Ameryce koszykówka jest zupełnie inna, jest tam też dużo większy nacisk na umiejętności indywidualne, bardziej się też koncentruje na treningu zawodniczek na daną pozycję i nie wykracza za bardzo z ról jakie są dane przez trenerów. W Europie gra sie bardziej drużynowo czy też stawia się na ruch bez piłki i szybkość samej gry. Teraz, jak wróciłam to jest to wszystko dla mnie takie inne i dziwne. W dalszym ciągu się przyzwyczajam do wszystkiego, tak jak i samej gry. Myślę jednak, że fajnie jest mieć umiejętności z obu rodzajów koszykówki – zarówno tej amerykańskiej, jak i europejskiej.

Jestem bardzo podekscytowana odnośnie nadchodzącego sezonu, jak to połączenie mi wyjdzie. Widzę to też przed treningiem, jak się rozgrzewam ze wszystkimi dziewczynami. Mam trochę inne podejście do tego, jak sobie „rzeźbie” swoje umiejętności indywidualne poza tymi wszystkimi rzeczami nad jakimi pracujemy jako drużyna. Jeszcze mam takie jedno spostrzeżenie, że dziewczyny jak już wyjeżdżają z Polski to w bardzo małej ilości decydują się na powrót. W tej grupie dziewczyn jakie wróciły to jestem ja, Zuzanna Puc, Aleksandra i Anna Makurat. A reszta? Albo została poza Polską, albo wróciła i nie gra już w koszykówkę. A dlaczego tak się dzieje? Być może mają na to wpływ „dołki” jakie zdarzają się będąc np. w USA, gdy nie ma się otoczki społecznej i wtedy jest bardzo ciężko z tego wyjść.


Nowy sezon spędzisz w zespole wicemistrza Polski z Polkowic i zagrasz w Eurolidze. Jak do tego doszło?

- Jestem bardzo podekscytowana i wiąże się to z tym, że bardzo lubię wyzwania. Wiem, że będzie ciężko i zajmie mi to być może dłuższą chwilę aby się przestawić ale wiem jaki to jest duży krok w rozwoju dla mnie. Walka na takich szczeblach jak Euroliga czy gra o medale jest dla mnie marzeniem, które trzeba spełniać nawet jak może być ciężko.

Jak już było wiadomo, że będę wracała w 2023 roku do Polski czy do Europy wiedziałam o swojej gotowości na profesjonalną koszykówkę. Nie chciałam też eksperymentować w kolejnym roku, gdyż w Dywizji 1 jest 320 zespołów i nigdy nie wiadomo czy się trafi do dobrego trenera i czy uczelnia też będzie dobra. To jest zawsze loteria i już szczerze mówiąc, miałam dość wchodzenia w nieznane. Stąd też padło na drużynę z Polkowic, gdyż bardzo ważne jest dla mnie jak już wspominałam granie na wysokich szczeblach, jak i zdobycie tytułu mistrza Polski. Jest to też dobre pod względem przyszłościowym, jeżeli chce walczyć o jakieś wyższe cele to muszę się na tym poziomie w jaki wchodzę przebić. Zobaczymy czy tak będzie, a także co stanie się dalej.  Jest to moim zdaniem najbardziej stabilny zespół w Polsce, a to buduje we mniej jeszcze większą ekscytację i już nie mogę się doczekać początku sezonu.

Cofnijmy się kilka lat wstecz. W 2015 roku razem z GTK Gdynia w mistrzostwach Polski U14 zdobyłaś brązowy medal i otrzymałaś nagrodę „Gracza Przyszłości”. Pamiętasz ten turniej?

- Oj, to było bardzo dawno temu i pamiętam to dobrze! Dostałam wówczas taki bardzo duży puchar, który był prawie większy ode mnie. Pamiętam, że miałam wtedy ogromną pasję do koszykówki i nie widziałam nic innego niż koszykówka. Jak wchodziłam na boisko to liczyło się wówczas tylko to, żeby zdobywać punkty,  wygrywać i nic mnie poza tym nie obchodziło. Przez wyjazd do Stanów Zjednoczonych zauważyłam, że dorastając  zaczyna się myśleć o różnych rzeczach związanych z grą i to takich jakie niekoniecznie są ważne. Szczerze mówiąc to na ten moment koszykarsko próbuję wrócić do podobnego nastawienia jakie miałam w wieku 14 lat, gdzie umiejętności się zmieniły ale nastawienie powinno być takie samo jakie miała ta nastolatka odbierająca nagrodę. Może to głupio brzmi, że chcę być jak taka mała dziewczynka… chcę wchodzić na parkiet i robić swoje, czerpać z tego radość, zdobywać punkty i wygrywać.

Kolejne lata po tym turnieju to gra w I lidze w drużynie z Gdyni, a potem wyjazd do USA i powrót do Polski. Ta „przyszłość” rozpoczyna się w nadchodzącym sezonie?

- Myślę, że nie można tak dokładnie określić kiedy się „przyszłość” zaczyna. Ja bardziej żyję chwilą, gdyż jak myślę o przyszłości to trochę to przeraża. Odpowiem tak  – przylot do USA i granie w koszykówkę jest ogromnym osiągnięciem i tak staram się właśnie to odbierać. Dla mnie jednak jest to też takie – hej, wracam do domu do Polski i będę grała w polskiej lidze. Trochę już o niej wiem, starałam się obserwować, jak tylko miałam czas co się w niej dzieje i uważam, że jest na dobrym poziomie. Ekscytacja we mnie jest bardzo duża! Przyjechałam tutaj robić swoje, grać, zrobić postęp i zdobywać medale.

Kiedyś mówiło się dużo więcej o „American Dream”, teraz już w dobie rozwoju wszystkiego w Polsce to trochę mniej ciągnie ludzi za ocean. Co o tym myślisz?

- Jak się myśli o takim faktycznym „American Dream” i pojedzie się do USA, to jest to trochę szok. Jadąc samemu wskakuje się w zupełnie inną kulturę i inny język i okazuje się, że nie jest to jednak wszystko takie kolorowe. Jednak z perspektywy pięciu lat jakie tam byłam, to obecnie poprzez przyzwyczajenie jest to dla mnie takim codziennym życiem. Chcę tam wrócić i to nie tylko dlatego, że ułożyłam już sobie tam trochę życie, a z racji lepszych zarobków i standardów życiowych.

Przed Tobą wyjazd w biało-czerwonych barwach na Uniwersjadę. Są emocje? Jak do tego podchodzisz?

- Ogromnie się cieszę, że dostałam szansę, jestem w Reprezentacji Polski i mogę pojechać na Uniwersjadę. Drugą sprawą jest to, że jest to taki „wstęp” do tego, że kolejne tego typu wydarzenie to może być dla mnie gra na Igrzyskach Olimpijskich. Ważne jest tutaj także to, że podczas tego turnieju będę miała szansę trochę się ograć przed nadchodzącym sezonem.