"Po dwóch latach odzyskałam zdrowie i radość z gry" - Anna Makurat

Dodano: 02.05.2023, 08:50


Anna Makurat z długo wyczekiwanym uśmiechem na ustach, zakończyła sezon w rosnącej w siłę sportową lidze włoskiej. Śmiało można stwierdzić, że wyjazd na Sardynię był strzałem w „10”… gdyż skorzystały z tego obie strony.





Tegoroczny sezon razem z drużyną z Sassari na Sardynii zakończyłaś w ligowym „czubie”, gdzie wyżej były tylko Virtus Bolonia, Famila Schio oraz Reyer Wenecja – jest to wynik na miarę możliwości?

- Myślę, że był to bardzo udany sezon dla naszej drużyny. Z grupy bez większych aspiracji na którą nikt nie stawia przekształciliśmy się w zespół, który walczył jak równy z równym z potęgami takimi jak zespoły z Bolonii czy Schio. Awansowałyśmy do półfinału Pucharu Włoch, ale również do fazy play-off EuroCup. Natomiast w lidze, też były powody do zadowolenia. Nasz zespół sprawił wiele niespodzianek, a 4. miejsce na koniec sezonu regularnego pokazuję, że nie były to wypadki przy pracy. Krok po kroku budowaliśmy historię Sardyńskiego klubu. Jestem dumna, że mogłam być tego częścią!

Ok. Jednak mimo zaciętych spotkań, nie udało się przejść fazy ćwierćfinałowej. Czego Twoim zdaniem zabrakło?

- Ostatnia seria przeciwko drużynie z Mediolanu, pozostawiła na pewno spory niedosyt. Wszystkie nasze mecze przeciwko sobie były wyrównane, a o zwycięstwach decydowały detale. Nic nie zmieniło się również w fazie play-off. Myślę, że kluczowy do wygrania tej serii okazał się pierwszy mecz na naszym parkiecie wygrany przez przeciwnika po dwóch dogrywkach (90:85 – przyp. red.). Jak zawsze w takich spotkaniach decyduję ilość popełnionych błędów. Nasz przeciwnik zrobił ich mniej, wychodząc zwycięsko z tego starcia.

Ania, a jaki to był sezon dla Ciebie? Widząc Cię na parkiecie, można było odnieść wrażenie jeszcze większej „radości” z koszykówki niż w choćby w poprzednim sezonie?

- Oceniam swój sezon pozytywnie. Były mecze bardzo dobre, poprawne i kilka słabych. Jednak przez większą cześć sezonu prezentowałam równy poziom, a zespół mógł na mnie liczyć. Utrzymanie stałej formy to coś na czym najbardziej mi zależy i będę pracować, aby moje „przeciętne” mecze były na coraz wyższym poziomie. Cieszy mnie również spora ilość minut spędzonych na parkiecie i rola, którą obdarzył mnie trener. Wierzył we mnie od samego początku sezonu i do jego końca, a także pozwolił mi być sobą na parkiecie. Przede wszystkim był to rok, w którym po dwóch latach odzyskałam zdrowie i radość z gry w koszykówkę z czego cieszę się najbardziej.


Liga włoska rośnie w siłę, Famila zagrała w Final Four Euroligi, Virtus chce być najlepszy w lidze i silny w Europie, a Wenecja jak co roku jest mocnym zespołem?


- Liga włoska jest bardzo wyrównana. Zespoły ze Schio, Boloni i Wenecji wiodą prym, ale sezon pokazał, że nie są nie do pokonania. Campobasso, Ragusa, Geas, czy nasz zespół z Sassari - wszystkie te drużyny miały swoje bardzo dobre momenty. Walka o miejsca w tabeli trwała przez cały sezon, a także była bardzo zacięta. Myślę, że we Włoszech jest duża chęć rozwoju kobiecej koszykówki. Od marketingu i dużej promocji w mediach do zmian strukturalnych, które zostały wprowadzone. W zeszłym roku wszedł nowy przepis pozwalający klubom na zakontraktowanie większej ilości zawodniczek zagranicznych, co według mnie wpłynęło pozytywnie na postęp ligi. Do tego dodajmy wiele bardzo dobrych, doświadczonych zawodniczek miejscowych, które od lat odgrywają duże role w swoich klubach i daje to nam bardzo wysoki poziom całych rozgrywek. Miło też było obserwować,  zwiększające się na przestrzeni sezonu zainteresowanie kibiców. Jest to dowód na to, że dobrze opakowany produkt jest atrakcyjny dla odbiorców.

Na koniec pytanie dotyczące przyszłości – można już zdradzić, gdzie zagrasz w kolejnym sezonie?

- Jeszcze nie złożyłam ostatecznego podpisu na kontrakcie, więc na ten moment nie odpowiem na to pytanie (uśmiech).