"Ja jestem z tego pokolenia, że w kadrze nie grało się dla pieniędzy, ale dla prestiżu i własnego honoru" - Teodor Mollov dla KK.pl

Dodano: 24.05.2016, 21:30


Rok 2016 w Reprezentacji Polski ma przynieść zmiany. Zmiany, które inne kraje dokonały już dawno temu i dzięki temu liczą się w Europie… Co o tym wszystkim ma do powiedzenia główny trener Teodor Mollov? Zapraszamy do lektury obszernego, ale rzeczowego wywiadu.



KoszykowkaKobiet.pl: Kadra pod wodzą Teodora Mollova to kadra, młoda, przyszłościowa? Stąd też wybory takich a nie innych zawodniczek na zgrupowanie w Cetniewie oraz teraz w Wałbrzychu?

Teodor Mollov (trener Reprezentacji Polski): Dokładnie tak. Myślę, że w tym roku musimy dokończyć to „wiązanie” zespołu. To jest podstawowe zadanie jeśli chodzi o personalia. Jeśli chodzi o prace zawodową to, bardzo długa droga przed nami i naprawdę nie jestem w stanie powiedzieć co jest ważniejsze, gdyż są dużo bardziej ważniejsze sprawy. Zaczniemy od tworzenia kolektywu. Musi być zespół zdeterminowany oraz z hartem ducha. Zespół, który nauczy się walczyć i wygrywać. Nie ukrywam, że przez te parę dni, które byliśmy w Cetniewie oraz teraz jak jesteśmy tutaj w Wałbrzychu, dowiedzieliśmy się, że mamy grupę zawodniczek która jest różnie wyszkolona i ma różne poglądy na sprawy w obronie jak i w ataku. Taka sytuacja trochę mnie zaskoczyła. Druga strona tego jest taka, że najpierw musimy to wszystko ujednolicić. I dopiero wtedy na bazie tego wszystko budować. Jeśli chodzi o bardziej ścisłe rzeczy to skład mamy taki jaki mamy. Młodość to młodość. Strukturalnie nie wyglądamy dobrze jeśli chodzi o poszczególne pozycje i wzrost. Aby nie odstawać tak dużo jak w chwili obecnej od Europy to musimy najpierw wyrównać możliwości kondycyjne, szybkościowe jak i siłowe, a dopiero potem małymi krokami może próbować piąć się jeszcze bardziej w górę. Na tym możemy dopiero coś budować. To jest jedno i jedyne wyjście przy tym składzie. Dochodzi do tego agresywna obrona, na pograniczu faulu – mogę tak powiedzieć śmiało i się tego nie wstydzę. Non-stop atak na piłkę, na przeciwnika. Tylko to może dać nam jakiś sukces i powodzenie na boisku przy obecnej sytuacji kadrowej. Musimy grać szybko, nie możemy stać na boisku bo to bezwzględnie wykorzysta każdy rywal. Myślę też, że to co udało się menager kadry uzgodnić na to lato, to jest optymalny układ. Zarówno jak chodzi o zgrupowania i mecze towarzyskie. Zdaje sobie sprawę z tego, że niektóre mecze mogą mieć bardzo nieprzyjemny wynik. Musi mi się udać przekonać dziewczyny, że wszystko jest przed nami i muszą przyjąć moją maksymę – nigdy euforia i nigdy załamanie. Wszystko jest przed nami i niech się martwią ci, który nie zaczęli jeszcze zmiany pokoleń. My to zaczęliśmy w szybkim tempie i nie mamy co się tym martwić i patrzyć do tyłu a tylko do przodu. Martwi mnie jednak to, że będziemy bardzo krótki czas razem w trakcie trwania sezonu ligowego, mniej więcej na 3-4 miesiące będziemy razem tylko 10 dni. A to jest przy tworzeniu młodego, nowego zespołu bardzo mało. Nie ukrywam, że w tej sytuacji bardzo liczę na następne lato, które będzie decydujące o stworzeniu zespołu, kolektywu, obrazie gry, stylu w obronie jak i w ataku. Musimy również zacząć kolejne eliminacje tak aby się tego nie wstydzić i zbliżyć się do celu jaki sobie stawiamy czyli awansu do Mistrzostw Europy w 2019 roku.

Ile na chwilę obecną mamy zawodniczek, które choćby w połowie są w stanie zastąpić obecne „pewniaki” w kadrze i dobrze rokują jak nie na EuroBasket 2017 to na kolejne kwalifikacje?

Ogólnie są 32 osoby, które się szkolą. Z tych 32 osób, 18 jest w ścisłej reprezentacji.  Z tej 18-tki mamy 5 zawodniczek, które ja nazywam tak po cichu „wiekowe” jeśli możemy się tak wyrazić. Więc mamy 13 zawodniczek, które mają poniżej 24 lat, a nie ukrywam, że po zakończeniu Mistrzostw Europy U20 sięgniemy po jeszcze jedną albo dwie zawodniczki z tego składu. Pocieszające jest to, że dostaliśmy materiały i informację, iż są dwie zawodniczki w kadrze U18, które zasługują na uwagę. Nie oznacza to jednak, że drzwi do głównej kadry są zamknięte. Dołączenie w każdej chwili jest możliwe, szczególnie takich które pokażą, że jeśli da się im szansę to będą potrafiły ją wykorzystać. Wszystko jest przed nami. Będziemy otwarci na każdy talent, który się pojawi. Jednocześnie będziemy czekali na te „wiekowe” zawodniczki, aż się wyleczą po kontuzjach nabytych podczas trwania ligi. Bardzo duża ilość zawodniczek jest minimalnie obciążonych w trakcie sezonu, bardzo mało grają. A jest 7-8 takich, które są maksymalnie eksploatowane przez trenerów ligowych, i przez to doznały poważnych kontuzji. Nawet ostatni mecz finałowy pokazał, że nigdy nie można odpuszczać. Boli, nie boli trzeba dać z siebie wszystko. Jeżeli chcemy aspirować do grona najlepszych zespołów w Europie nie możemy sobie pozwolić na to, że jedna czy dwie kontuzje rozbiją całą drużynę. Musimy być gotowi na zmiany i reagowanie w sytuacjach kryzysowych.


Drużyny z Europy od wielu lat poszukują „jedynek”…, u Nas również tego brakuje jak temu zaradzić abyśmy mieli swoją zawodniczkę, która sterowała by grą?

Jest taka ogólnie przyjęta filozofia, że każda drużyna bierze zawodniczkę na „jedynkę” ze Stanów, daje jej obywatelstwo. Jednak niesie to za sobą wiele problemów i niespodzianek. Przede wszystkim musisz odnaleźć zawodniczkę, która pasuje do koncepcji i wkomponuje się w grę drużyny, która jest w kwiecie wieku i która potrafi dać coś reprezentacji. Z drugiej strony wiąże się to z blokowaniem miejsca dla „swojej” zawodniczki. Dlatego też ja zdecydowałem się na rewolucję i zmiany. Chciałbym, żeby młode zawodniczki zaczęły grać więcej i odpowiadały za wynik meczu. Muszą zacząć prowadzić zespół do zwycięstwa, a nie tylko dopingować swoje koleżanki z ławki. A w naszym wypadku jest to dla mnie ostatni gwizdek. Bo za rok może się okazać, że zmarnowaliśmy kolejne pokolenie. A nie stać nas na to. Jeżeli teraz jesteśmy 18-19 drużyną w Europie, to jeżeli nie wykorzystamy potencjału tych młodych zawodniczek i nie uda nam się to, co teraz planujemy, to ledwo będziemy w „trzydziestce”.

W rzeczy samej, pod koszem również nam trochę brakuje. Jest Szajtauer, Rembiszewska czy wracająca po kontuzji Miłoszewska…

Tak samo jest właśnie z wyższymi zawodniczkami, z centrami. Nie mogą być tylko dodatkiem, muszą grać odważnie i brać na siebie ciężar gry. Pod koszem mamy bardzo dużą dziurę. Po wymienionych, kolejna w kolejce jest Grymek.

Warto zobaczyć też te zawodniczki, które obecnie grają w Stanach Zjednoczonych – wspomnianą Grymek, Radomską czy też Zapart?

Z całą „amerykańską” trójką musimy ustalić pewne zasady, jak widzą one swoją przyszłość i w jakim zakresie mogę na nie liczyć. Dla mnie to jest bardzo ważne. Właśnie dlatego przyjechały wcześniej  i dołączyły na trzy dni do seniorskiej reprezentacji i dopiero od środy trenować będą z zespołem U20. Chcę zobaczyć na jakim są etapie koszykarskiego rozwoju, jak poszły do przodu i porównać z tymi, które dziś szykuję do gry w reprezentacji Polski. Nie ukrywam, że jestem zadowolony z tego co do tej pory widziałem. Z drugiej strony jestem umiarkowanym optymistą, bo nie znam ich planów i nie wiem, jak już powiedziałem, czy zawsze będę mógł na nie liczyć. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby wszystkie dziewczyny zintegrowały się i tworzyły kolektyw, jednocześnie realizując naszą filozofię gry. W klubach najczęściej polskie młode koszykarki są jedynie dodatkiem do zagranicznych zawodniczek i na kadrę przyjeżdżają zdołowane. Gdy uda im się odbudować, wracają i znów wpadają w apatię i znów chcemy ich wyciągnąć i tak tworzy się zamknięty krąg, z którego ciężko wyjść. Dlatego zawodniczki przede wszystkim muszą dojść do porozumienia same ze sobą. Nie z trenerami, prezesami czy rodzicami. Muszą poukładać sobie w głowach i wiedzieć czego chcą, gdzie chcą dalej grać, gdzie mają szansę wywalczyć miejsce na boisku. A nie na chwilowym dobrym kontrakcie.

Po kontuzji powoli wracać będzie do gry m.in. Aneta Kotnis i  Angelika Stankiewicz, które pokazała w zakończonym sezonie, iż warto na nią stawiać…

Oczywiście, Kotnis, Żurowska, Stankiewicz są brane pod uwagę przy budowaniu składu. Niestety ich kontuzje wymagają cierpliwości i czasu na rehabilitację. Na to nie ma rady. Musimy to przetrwać, bo niestety podejrzewam. W przypadku Kotnis jestem przekonany, że nie będzie one gotowa do gry w listopadzie. Ale damy sobie radę. Mamy plan i musimy realizować go od początku do końca.

Lecz na to wszystko potrzeba czasu…

Czasu potrzebujemy, jednak wiem, że za rok będziemy wyglądać dużo lepiej. Tylko tej pory musimy również wyjaśnić kilka rzeczy administracyjnych w lidze. Musimy pokazać, że jesteśmy w stanie osiągnąć porozumienie i uśrednić to wszystko tak, że i zespoły i reprezentacja i poszczególne zawodniczki nie będą cierpieć. Z drugiej strony nie możemy liczyć tylko na regulacje administracyjne. Musimy móc więcej liczyć na same zawodniczki, ich głowy, ich podejście i ich zaangażowanie w reprezentację. Bo nie ukrywam, że niektóre sytuacje zszokowały mnie. Wystarczy przytoczyć sytuację, gdy usłyszałem od jednej z koszykarek, że jest ona tak dogadana z klubem, że gdy są przerwy na grę reprezentacji, to ona ma czas na podreperowanie zdrowia. To znaczy, że niektóre zawodniczki w ogóle nie mają szacunku do występów w kadrze. Ja jestem ze starego pokolenia i nie jestem w stanie zrozumieć czegoś takiego. Ja jestem z tego pokolenia, że w kadrze nie grało się dla pieniędzy, ale dla prestiżu i własnego honoru. Wiem, że czasy się zmieniły i nie mogę wymagać czegoś takiego od wszystkich, tylko zbyt często zderzam się ze ścianą i słyszę, że klub jest ważniejszy, że klubowy kontrakt jest ważniejszy, że w wolnych chwilach trzeba się leczyć bo klubowa kariera jest najważniejsza. A chciałbym żeby było dokładnie odwrotnie. Żeby te młode zawodniczki uwierzyły, że ich przyszłość jest w reprezentacji. Żeby po pierwsze myślały, że dobra gra w reprezentacji przyciągnie sponsorów i podniesie prestiż gry w kadrze oraz po drugie, że dobra gra w  reprezentacji pozwoli na znalezienie dobrego klubu i podpisanie dobrego kontraktu.



Kolejny a zarazem ostatni mecz w kwalifikacjach do EuroBasketu rozegrany zostanie dopiero w listopadzie. Będzie to również mecz, który może dać nam awans mimo dwóch ostatnich porażek…

Sprawa jest taka, że nie wykorzystaliśmy szansy, jaką mieliśmy w meczu z Białorusią. Stało się tak z różnych powodów. Po drugie, Belgia jest wyjątkowo dobrym zespołem. W ostatnich 5 latach wprowadzili tam politykę, którą miała Hiszpania czy Francja. My również chcemy ją drobnymi krokami wprowadzać. Tylko tutaj podkreślę, że drobne interesy klubów oraz ich upór jest taki, że czasami nie da się tego przełamać. Tutaj nie tylko nasz wynik w tym spotkaniu jest istotny. Ważne jest to co zrobi Białoruś w spotkaniu z Belgią, które rozegrane zostanie przed naszym meczem z Belgią. Są tutaj dwie opcje do wyboru – albo zagrają tym składem jaki gra w kwalifikacjach do Igrzysk Olimpijskich i ewentualnie na samej olimpiadzie albo nastąpi gwałtowne odmłodzenie składu. Jest tutaj bardzo dużo niewiadomych. Jedno jest jednak pewne, że my, niezależnie jak się dla nas skończy ten mecz musimy pokazać coś nowego i charakter. Że stworzymy coś co się nie podda, nie opuści rąk i nie dopuści do tego, do czego dopuścił poprzedni zespół w Belgii. Ja uważam, że moją osobistą porażką jest to, że najpierw nie udało mi się zaszczepić takiej pewności i odwagi w dziewczynach, która pozwoliłaby odmienić wynik meczu i z drugiej strony, że w szatni nie zdołałem pozbyć się bezradności i niepewności. I jak dodamy do tego wyjątkową dyspozycję belgijskiej drużyny tego dnia, to mamy rezultat jaki osiągnęliśmy w ostatnim meczu. Dla mnie to katastrofa.

W czerwcu oraz lipcu rozegranych zostanie  13 spotkań sparingowych. To dobry pomysł na tym etapie?

Budujemy nowy zespół i musimy mieć szansę na sprawdzenie wszystkich elementów gry. Nie możemy tylko trenować, ale musimy też grać. I myślę, że to jest najlepszy moment by wykorzystać te mecze. Z drugiej strony nic nie jest doszlifowane i doprowadzone do końca, wiele rzeczy jest dopiero wprowadzanych. Nie możemy obawiać się teraz wyników i tego co powiedzą inni. Musimy zamknąć się w pewien sposób we własnym gronie i pracować, pracować, i jeszcze raz pracować. I realnie oceniać etapy, na których będziemy. Nie możemy stawiać sobie zbyt wysoko poprzeczki, gdyż może to tylko dobić młode zawodniczki. Poprzeczkę stawiamy sobie bardzo wysoko na treningach i dopiero później, będzie można stawiać je jeszcze wyżej w meczach.

Jest to też dobry pomysł na to aby młode koszykarki trochę pograły. Większość z nich w sezonie więcej siedzi w dresie na ławce niż biega po parkiecie…

Podążamy drogą innych krajów, u których widać efekty. To jest jedyna droga aby osiągnąć sukces polskiej damskiej koszykówki. Same treningi z lepszymi i siedzenie na ławce na meczach to strata czasu i jedynie zapełnianie miejsca. Reprezentacja różni się tym, że nie mamy kupionych, drogich zawodniczek zza granicy, które muszą grać pierwsze skrzypce. My mamy młode koszykarki i musimy wykorzystać ich umiejętności najlepiej jak się da. Polska nie wykorzystała sukcesu jakim było zdobycie Mistrzostwa Europy i gra w Sydney. Nie wykorzystaliśmy tamtego pokolenia, choć eksploatowaliśmy je na maksa. Chciałabym dodać, że doceniam każdą starszą zawodniczkę, która występowała w kadrze, jednak musiałem podjąć decyzję i zdecydowałem, że teraz przyszedł czas dać szansę młodym, perspektywicznym koszykarkom. Doceniam poprzednie występy, jednak uważam, że to jest ostatni moment, by zacząć tworzyć coś nowego. Ale w każdym momencie będę dziękować za mecz z Białorusią, który był najlepszym w ciągu ostatnich 15 lat.

Kuba Skowron