Rozegrany w Walencji turniej Final Four Euroligi Kobiet przykuł uwagę koszykarskiego świata. W Polsce zainteresowanie było tym większe, że wystąpiła w nim Wisła Can-Pack Kraków. Nikt nie mógł przypuszczać, że wydarzy się tragedia, wobec której sportowe wyniki zejdą na daleki plan.
Wisła nie jechała tam w roli faworyta, jej rozgrywająca - Liron Cohen - sama przyznała, że ekipa z Krakowa teoretycznie jest najsłabsza z czwórki. Mimo to zawodniczki były optymistycznie nastawione do meczów. Już sam awans do Final Four był poważnym sukcesem ”Białej Gwiazdy”. W półfinale wiślaczki zmierzyły się z zespołem gospodarzy - Ros Casares Walencja. I co tu dużo pisać, nie dały rady. Przegrały niemal trzydziestoma punktami, rywalki udzieliły im srogiej lekcji koszykówki. Oglądając ten mecz nie miałem jednak żadnych pretensji do krakowskich koszykarek.
Zagrały ambitnie, zostawiły serce na parkiecie. Gra się im jednak nie ułożyła. Wysoko przegrana pierwsza kwarta ustawiła mecz. W wywiadzie udzielonym naszemu portalowi silna skrzydłowa Walencji DeLisha Milton-Jones powiedziała, że kluczem będzie uporanie się z pierwszą piątką Wisły. Faktycznie tak się stało. Cztery z pięciu zawodniczek wiślackiego wyjściowego składu -wyjątkiem była Ewelina Kobryn - zostały całkowicie zneutralizowane. Gra zespołowa się nie kleiła, Wisła notowała sporo strat. Poszczególne zawodniczki starały się zdziałać coś indywidualnie, ale bez powodzenia. Wysoka porażka stała się faktem.
Dodatkowo, brzydko wyglądającej kontuzji kolana nabawiła się Anna Wielebnowska.
W drugim półfinale, meczu rosyjskich potęg, zmierzyły się UMMC Jekaterynburg (z Agnieszką Bibrzycką) oraz Spartak Moskwa. Górą był Spartak. Dlaczego? Bo ma w składzie Dianę Taurasi. Ta zawodniczka jest obecnie najlepszą koszykarką na świecie i jednym z najwybitniejszych graczy w historii kobiecego basketu. Pokonała zespołowo grający Jekaterynburg niemal w pojedynkę, notując niewiarygodne 37 punktów (w tym osiem trójek), 12 zbiórek i 6 asyst.
Kolejna faza turnieju odbyła się w niedzielę, lecz tak naprawdę w sobotę wyniki sportowe przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Katastrofa prezydenckiego samolotu w Smoleńsku, w której życie straciło niemal sto osób, w tym Prezydent RP Lech Kaczyński z Małżonką jest dramatem na niespotykaną w powojennej Polsce skalę. W niedzielę przed meczem z UMMC Jekaterynburg z inicjatywy wiślackiej ekipy została w Walencji odprawiona msza święta w intencji Ofiar, a same zawody o trzecie miejsce poprzedzono minutą ciszy.
Krakowski zespół bardzo wyraźnie przegrał, choć tym razem przynajmniej fragmentami nawiązał wyrównaną walkę. Na słowa uznania zasługuje wyczyn środkowej Janell Burse, która zanotowała aż 20 zbiórek. W wielkim finale Spartak ponownie prowadzony przez znakomitą Taurasi po zaciętym meczu pokonał gospodynie turnieju. Mistrzostwo Euroligi zdobył po raz czwarty z rzędu, a w tej edycji nie zaznał goryczy porażki.
Final Four 2010 przejdzie do historii koszykówki jako turniej, w którym wprawdzie zabrakło niespodzianek, lecz nie zabrakło emocji i bardzo dobrej gry. Jednak w pamięci zarówno Polaków, jak i obywateli innych narodowości, dni w których był rozgrywany zapiszą się jako tragiczny okres żałoby po bezprecedensowej tragedii, jaka dotknęła nasz kraj.
Marcin Mochal
Dodaj komentarz