Marcin Mochal: Cienie i Blaski sezonu 2010/2011 - część I

Dodano: 21.04.2011, 11:54


Jaki był sezon 2010/2011 Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet? Postanowiłem absolutnie subiektywnie przedstawić jego jasne i ciemne strony. Aby zakończyć na optymistczną nutę, zacznę od tego, co było w nim... złego.
 
KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski na zakręcie
 
Drużyna KSSSE AZS-u PWSZ Gorzów Wielkopolski była przed rozgrywkami jednym z głównych faworytów do mistrzowskiej korony za sezon 2010/2011 i pierwsze mecze to potwierdziły. Jednak mniej więcej w połowie listopada z obozu "akademiczek" zaczęły docierać głosy o braku przelania na konto klubu obiecanych przez miasto kilkuset tysięcy złotych, przeznaczonych na przygotowanie zespołu do Euroligi Kobiet. Efekt był taki, że na przykład po prestiżowym zwycięstwie pod Wawelem z Wisłą Can-Pack Kraków, gorzowianki - zamiast się cieszyć z wygranej - musiały się zastanawiać, jak długo będzie im dane grać ze sobą w takim składzie. Okazało się, że niezbyt długo. Z drużyny odeszły Kalana Greene (do CCC Polkowice) oraz Jelena Leuczanka (do Wisły Can-Pack Kraków) i marzenia o mistrzostwie można było odłożyć ad acta. Ciekawostką jest fakt, że obie wymienione koszykarki awansowały ze swoimi nowymi ekipami do wielkiego finału Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet, zaś Leuczanka została uznana najbardziej wartościową zawodniczką finałowej serii.
 
Niespokojne derby
 
Sezon rozpoczął się "z wysokiego C", czyli od łódzkich derbów. 26 września ŁKS Siemens AGD Łódź podejmował drużynę Widzewa Łódź. Niestety, mecz był kilkakrotnie przerywany z powodu wulgarnego zachowania części publiczności. Wyzwiska poleciały zwłaszcza w stronę byłych koszykarek ŁKS-u: Katarzyny Kenig oraz Olgi Żytomirskiej. Problemy z zachowaniem na trybunach pojawiły się również w rozegranym 12 grudnia na obiekcie Widzewa rewanżu. Reakcją na ekscesy była kara finansowa, jaką zarząd Poskiej Ligi Koszykówki Kobiet nałożył na widzewianki.

Klęska mistrza i wicemistrza Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet w rozgrywkach Euroligi Kobiet 
 
Zmagania Euroligi Kobiet zarówno mistrzynie, jak i wicemistrzynie Polski zakończyły już na fazie grupowej. Występujący w grupie A Euroligi Kobiet mistrz Polski Lotos Gdynia zdołał wygrać zaledwie jeden mecz. Pozostałe dziewięć przegrał i zakończył rywalizację na ostatnim miejscu w grupie. Tylko niewiele lepiej poszło wicemistrzyniom - drużynie z Gorzowa Wielkopolskiego. Gorzowianki w grupie D wygrały dwa spotkania i zajęły piąte - przedostatnie - miejsce w grupie. Obie drużyny miały swoje problemy, ale jak się zwykło mówić - "wynik poszedł w świat".

Toruński "zegar"

W Toruniu doszło do sytuacji niecodziennej. W trakcie meczu pierwszej rundy fazy play-off pomiędzy Energą Toruń a KSSSE AZS-em PWSZ Gorzów Wielkopolski niedającej się usunąć awarii uległa tablica świetlna oraz zegary odmierzające czas. Spiker odliczający po polsku i angielsku czas 24 sekund... Kuriozum, którego chyba nigdy wcześniej na parkietach Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet nie oglądano. Bezpośrednim skutkiem awarii było tymczasowe zamknięcie hali "Katarzynek".

Poznańska frekwencja

Poznaniankom musiało być przykro, że na ich mecze przychodziła garstka widzów. Za przykład niech posłuży starcie z mistrzyniami Polski z Lotosu Gdynia, które w poznańskiej hali obejrzało 60 (słownie: sześćdziesiąt) osób. Prezes klubu Paweł Leszek Klepka ironizował w przerwie tego spotkania, że w Poznaniu koszykówkę robi się dla dziennikarzy... Na pewno jedną z przyczyn tego stanu rzeczy był fakt, że koszykarki rozgrywały swoje mecze w oddalonej od centrum miasta hali w Krzesinach, lecz - tak czy inaczej - wsparcia kibiców w ubiegłym sezonie nie poczuły.
 
Koszykarki nieatrakcyjne dla mediów
 
Gra Wisły Can-Pack Kraków w 1/8, a następnie w ćwierćfinale Euroligi Kobiet była według polskich stacji telewizyjnych niewarta pokazania. Zresztą to nic nowego - w sezonie 2009/2010 w ramówce nie znalazły się potyczki tego zespołu w samej Final Four. Mniejsza nawet z koszykówką klubową. Zbliżają się Mistrzostwa Europy w koszykówce kobiet Eurobasket Women 2011 i Polska będzie ich gospodarzem. A w eterze cisza jak makiem zasiał, na co zwracał już uwagę choćby Mariusz Kolekta, dziennikarz zajmujący się żeńskim koszem. Przypomina mi się w tym miejscu jak popisowo zmarnowano jeden z największych sukcesów polskiej koszykówki kobiet - Mistrzostwo Europy zdobyte w Katowicach w 1999 roku. Mechanizm "błędnego koła" - koszykówki kobiet mało jest w mediach, bo jest sportem "niszowym" i "nieatrakcyjnym" dla polskiego kibica... Tylko, że jest sportem "niszowym" i "nieatrakcyjnym" dla polskiego kibica, ponieważ jest lekceważona w mediach...

Drugie - po Cheryl Ford - "pudło" Polkowic
 
W Polkowicach mają złe doświadczenia ze sprowadzaniem graczy mających stanowić największą siłę zespołu. Po fiasku z Cheryl Ford CCC zaliczyło kolejną wpadkę dużego kalibru. Zakontraktowana na play-off Tangela Smith, mająca z miejsca stać się wiodącą środkową Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet stawiła się w bardzo słabej formie. W mojej ocenie był to najbardziej nieudany transfer sezonu. Smith nie wywalczyła nawet miejsca w pierwszej w piątce. Wystąpiła łącznie w piętnastu spotkaniach, spędzając na parkiecie średnio piętnaście minut. W tym czasie zdobywała przeciętnie niespełna pięć punktów i notowała nieco ponad trzy zbiórki. Wymownym jest fakt, że w meczach finałowych trener CCC Polkowice Krzysztof Koziorowicz bardzo mocno ograniczył czas jej gry - do około ośmiu minut w spotkaniu. Łącznie w czterech meczach finału zdobyła ... cztery punkty.
 
Rybnickie długi względem Mirosława Orczyka
 
„Bomba wybuchła” 5 lutego, na konferencji prasowej po zwycięskim dla rybniczanek meczu UTEX ROW Rybnik – Widzew Łódź. Trener gospodyń - Mirosław Orczyk - ogłosił wówczas, że nie jest w stanie w dalszym ciągu być trenerem w tym klubie z powodu piętrzących się wobec niego zaległości finansowych. W zasadzie zaistniała sytuacja nie wymaga komentarza.

Play out - zacięta walka o nic?
 
Skomentować natomiast wypada planowaną rewolucję w organizacji systemu rozgrywek. Jeszcze to nic pewnego, ale jeśli dojdzie do poszerzenia ligi i podziału jej na dwie konferencje (chodzi o odciążenie grafika drużyn reprezentujących Polskę w rozgrywkach europejskich), wówczas gra w fazie play-out toczyła się o przysłowiową „czapkę gruszek”. Nie spadnie bowiem nikt, jeśli zainteresowani wykupią "dziką kartę". A mawia się, że nie wolno zmieniać zasad gry w trakcie jej trwania... Reorganizacja rozgrywek jest koniecznością, ale inna kwestia, czy plany idą w dobrym kierunku. Czy naprawdę jesteśmy taką potęgą, że znajdziemy szesnaście zespołów koszykówki kobiet prezentujących ekstraklasowy - nie tylko z nazwy - poziom?
 
Marcin Mochal
KoszykowkaKobiet.pl

Komentarze

Dodaj komentarz

This is a captcha-picture. It is used to prevent mass-access by robots. (see: www.captcha.net)
Przepisz kod z obrazka:
Tytuł:
Twoje imię(*):
Adres email:
Komentarz(*):