Przed sezonem 2010/2011 Wisła Can-Pack Kraków przez wielu - jeśli nie przez wszystkich – stawiana była w roli głównego faworyta do zdobycia złotego medalu Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet. Czy słusznie?
Dwie Wisły
W zeszłym sezonie obserwowaliśmy dwie Wisły. Tę ”euroligową” grającą znakomity basket z zagraniczną krótką ławką uzupełnioną Eweliną Kobryn oraz tę „ligową”- grającą słabo i dostającą łupnia od każdej silniejszej drużyny. Efektem była porażka w Pucharze Polski i katastrofa w fazie play-off. Trener Jose Hernandez świetnie dający sobie radę w rozgrywkach Euroligi Kobiet nie potrafił ustawić skutecznej rotacji, gdy „wisiał nad nim” przepis o konieczności obecności dwóch Polek na parkiecie. Jedna była „etatowa” - Ewelina Kobryn, z drugą był problem. Z miejsca pojawiła się teoria o „słabych” Polkach jako przyczynie wszelkiego zła. Dojście Pauliny Pawlak ewidentnie nic nie pomogło w tym względzie i zespół w lidze jak przegrywał przed jej transferem, tak przegrywał i po nim.
„Słabe” Polki
Przed transferem Pawlak ”słabe” Polki "składały się" z Doroty Gburczyk, Anety Kotnis, Agnieszki Kułagi, Agnieszki Majewskiej, Magdaleny Skorek i Anny Wielebnowskiej - koszykarek może nie wybitnych, ale na pewno w najgorszym wypadku będących w stanie efektywnie uzupełnić na boisku zagraniczne zawodniczki i wraz z nimi stworzyć mistrzowski kolektyw. Niejako „wyłączona” z tego grona była wspomniana Kobryn należąca do „euroligowego” składu. Chciałbym zaznaczyć, że osobiście nie znam żadnej z wiślackich zawodniczek, nie mam też żadnych „wtyków” ani innych „tajnych informatorów”, ale sądzę, że tak ostry podział, który pojawił się w zeszłym sezonie mógł wpłynąć destrukcyjnie na tzw. „team spirit”.
Niewykorzystane atuty
Inną kwestia jest taka, że trener Hernandez nie potrafił w pełni wykorzystać umiejętności koszykarek. Za przykład niech posłuży Agnieszka Kułaga, która obecnie rozgrywa w Lesznie udany sezon notując średnio 9 punktów i 4 asysty na mecz. Mówiąc najkrócej - to dobra koszykarka. Tylko w Wiśle była „słaba”... Jednak nie tylko Polki były „słabe”. Kolejną „słabą” była Czeszka Katerina Zohnova - jej przenosiny do Krakowa okazały się nieudanym transferem zarówno dla Wisły jak i dla niej samej; a to wszystko przez to, że w Krakowie przygaszono jej największy atut - rzut.
Są zawodniczki lepiej od Katki dryblujące, lepiej broniące, lepiej walczące na deskach, ale w kwestii celności rzutów - zarówno za dwa, jak i za trzy - Zohnova mogłaby pokonać każdą przeciwniczkę i właśnie jako niezwykle skuteczna broń ofensywna może być bardzo wartościowym graczem, jakim była choćby w Gorzowie Wielkopolskim. W barwach „akademiczek” notowała 14,2 punktu na mecz, oddając średnio 9 rzutów w spotkaniu, z czego ponad 4 trzypunktowe. W Krakowie rzucała 5, 6 razy (łącznie: za dwa i za trzy) w meczu. To dziwi, gdyż miała bardzo dobry odsetek z gry - 51%. Dlaczego tego nie wykorzystano?
Kolos na glinianych nogach
W wakacje doszło w składzie ekipy spod Wawelu do „hokejowej" zmiany. Pożegnano się z wieloma koszykarkami, powitano na ich miejsce nowe. Kolejny raz Wisła Can-Pack Kraków została okrzyknięta głównym faworytem do mistrzostwa Polski i po raz kolejny może obejść się smakiem. Patrząc na samą tabelę, wydawać by się mogło, że jest lepiej niż w zeszłym sezonie. W praktyce „Biała Gwiazda” to ponownie kolos na glinianych nogach.
Pucharowa klęska
Po raz kolejny występ w Pucharze Polski zakończył się niepowodzeniem - żeby nie powiedzieć kompromitacją. Po słabym meczu półfinałowym z Energą Toruń wiślaczkom udało się osiągnąć w końcówce przewagę, którą klasowy zespół powinien być w stanie utrzymać. One nie dały rady.
W Eurolidze było znacznie lepiej - ćwierćfinał to realizacja założeń, nie udało się jednak osiągnąć nic ponadto. A taki awans osłodziłby kolejną klęskę na krajowym podwórku. Teraz absolutnym priorytetem jest dla zespołu spod Wawelu wywalczenie mistrzostwa Polski. A to trofeum aktualnie wydaje się od Wisły tak odległe jak nigdy w tym sezonie.
”Osłabiony” skład
Widziałem wiele meczów wiślaczek w tym sezonie i niekiedy miałem wrażenie, że drużyna ta wielokrotnie wygrywała indywidualnymi umiejętnościami swych doskonałych koszykarek. Zespołowo jednak w ich grę wkradał się chaos, źle rozegrane akcje gdy kończył się czas 24 sekund, błędy w defensywie. Indywidualnościami daleko się nie zajedzie. Gdy problemy zdrowotne dotknęły niektórych wiodących koszykarek, zaczęły się kłopoty. A być ich nie powinno. Zespół z tak głęboką i utalentowaną ławką powinien być w stanie zrekompensować stratę każdej z zawodniczek. Zwłaszcza, że kontuzje są wpisane w sport i trzeba być ta taką ewentualność przygotowanym.
Tłumaczenia, tłumaczenia …
Pojawiające się tłumaczenia „gramy w osłabieniu” wprawiają mnie w zakłopotanie. To wręcz nie przystoi ekipie o takim potencjale. Wszyscy wiemy, ile znaczy Ewelina Kobryn i jak znakomity to gracz i rozumiem frustrację zawodniczki z powodu przymusowej pauzy, ale przecież w dużej mierze to kontuzje podstawowych graczy wymuszające inną taktykę meczową pokazują klasę zespołu i umożliwiają „błyśnięcie” rezerwowym.
Już w zeszłym roku skrzywiłem się mocno kiedy usłyszałem po którejś z porażek narzekania, że jeszcze nie dojechała Janell Burse, później - że nie ma jeszcze Iziane Castro-Marquez. Jaka to była wiadomość dla pozostałych - podkreślę - bardzo dobrych koszykarek? Ano taka: "nie jesteście w stanie wygrać, i my w was nie wierzymy." Myślę, że paradoksalnie o wiele bardziej budujące dla nich byłoby stwierdzenie - ”jako zespół w następujących elementach zagrałyście źle, koleżanko Iksińska - staraj się unikać takich a takich błędów, a ty koleżanko Igrekowska innych. Zapominamy o tym meczu, w następnym postarajcie się poprawić - wtedy wygramy.”
Co się dzieje z wiślaczkami?
Innym problemem, z którym boryka się Wisła Can-Pack Kraków jest prawidłowość, że wiele ze sprowadzonych pod Wawel zawodniczek prezentuje się gorzej niż w poprzednim klubie. Nie chcę zgadywać z czego to wynika, ale tak jest. Paulina Pawlak i Magdalena Leciejewska spisują się gorzej niż w gdyńskich barwach praktycznie w każdym elemencie gry, dysponująca pokaźnym arsenałem ofensywnym Jelena Leuczanka przystopowała rzutowo (także pod nieobecność Kobryn!) w porównaniu z tym co grała w Gorzowie, Andja Jelavić - w Eurolidze zdobywająca dla Gospića Croatia ponad 16 punktów na mecz - w Wiśle dobrze rozgrywa, lecz „boi się” rzucać.
W końcu najbardziej irytująca mnie kwestia - marginalizacja Katarzyny Krężel. To jedna z najbardziej obiecujących polskich koszykarek, choć w sezonie grała „w kratkę”. I nie dziwi mnie to, skoro w rozgrywkach Euroligi Kobiet grała niewiele, a w Polskiej Lidze sporo, lecz cóż - muszą być dwie Polki na parkiecie... Zawodniczka - nie wiem czy tak myśli - ale ma prawo pomyśleć, że trener w nią nie wierzy. A nic tak bardzo nie „podcina skrzydeł”.
Lotos Gdynia na drodze do finału
Playoffowa „drabinka” tak się ułożyła, że nie jest wykluczone, iż w półfinale Wisła Can-Pack Kraków zmierzy się Lotosem Gdynia. Biorąc pod uwagę zarówno obecną formę obydwu zespołów, jak i najnowszą historię, to nie wiślaczki będą faworytkami tej konfrontacji. Gdynianki grają obecnie o wiele lepszą koszykówkę, a ponadto od lat Lotos pokazywał, że w jeśli chodzi o Polską Ligę Koszykówki Kobiet jest znakomitą ekipą „turniejową”. Przez cały sezon mogą mieć różne wzloty i upadki, ale kiedy trzeba - wspinają się na wyżyny swoich umiejętności. Istnieje więc całkiem spore prawdopodobieństwo, że kibicom w Krakowie może przyjść się zastanawiać nie nad tym, czy „Biąłą Gwiazdę” stać na złoto, lecz czy stać ją na brąz.
Marcin Mochal
/KoszykowkaKobiet.pl/
Man, w sporcie nie wszystko jest takie łatwe, jak ci się wydaje. popatrz sobie na nba. jak dallas straciło na około miesiąc nowitzkiego, to odnotowało w tym czasie połowę wszystkich swoich przegranych, co nastąpiło po miesięcznej serii zwycięstw... kontuzje zrobiły swoje. plan meczów też.
Dodaj komentarz