Elena Delle Donne Wielka… maszyna marketingowa

Dodano: 24.11.2014, 14:18


Kiedy koleżanki z ligi dorabiają sobie grając w ligach zagranicznych (ostatnio modne są Chiny i Korea, choć Rosja i Turcja nie pozostają w tyle) to zeszłoroczna debiutantka - Elena Delle Donne, mimo pozostania w USA wcale nie próżnuje. Poza doskonaleniem swoich koszykarskich zdolności, koszykarka poświęca się (dosłownie i w przenośni) marketingowi.


Numer 2 zeszłorocznego draftu, i jak się okazało najlepsza wśród debiutantek, ze względów rodzinnych nie zdecydowała się na wyjazd zagranicę. Mimo to nie można powiedzieć, że Elena Delle Donne ma wakacje. Wydaje się nawet, że młoda zawodniczka ma więcej obowiązków niż jej koleżanki grające obecnie w ligach europejskich i azjatyckich. Elena jest świadoma zasad, według których funkcjonuje amerykańska koszykówka, co udowadnia pojawiając się co chwila na spotkaniach biznesowych.

Elena Delle Donne zaliczyła jeden z najlepszych debiutów w dziejach WNBA, o jej wielkiej popularności może świadczyć fakt, że jest pierwszą w historii ligi debiutantką, która wygrała w głosowaniu kibiców przed Meczem Gwiazd, w którym pokonała m.in. Dianę Taurasi czy Candace Parker. Nic też dziwnego, że młoda koszykarka została uznana za debiutantkę roku (Rookie of the Year), jej średnie z sezonu 2013 to 18,1 punktu, 5,8 zbiórki i 1,8 asysty na mecz (w sezonie 2014 jej średnie były nieznacznie gorsze ze względu na kontuzję).

WNBA to nie NBA

WNBA to nie NBA, gdzie zawodnicy zarabiają grube miliony dolarów. Według ostatnich danych żaden klub WNBA nie wydaje więcej niż 1 milion dolarów rocznie na pensje dla koszykarek. I tak dla porównania - Elena podczas swojego debiutanckiego sezonu zarabiała 50 tys. dolarów rocznie, a wynagrodzenie ubiegłorocznego nr 2 draftu NBA to 4 miliony dolarów. Nie ma co się zatem dziwić, że w WNBA każdy „orze jak może” i dlatego większość zawodniczek czas między sezonami spędza w Chinach, Korei, Rosji czy w Turcji.

W trakcie sezonu Elena pozyskała kilku osobistych sponsorów, wśród firm sponsorujących zawodniczkę jest Nike, oraz dwie firmy produkujące m.in. suplementy diety DuPont i Genesis Today. Wartość jej kontraktów sponsorskich została oszacowana na 250 tys. dolarów.



Jeszcze podczas swojego pierwszego sezonu koszykarka założyła spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością Elena, która ma jej pomagać w budowaniu swojej marki. A tuż po zakończeniu sezonu WNBA Elena wróciła do rodzinnego Delaware, gdzie zorganizowała kilka campów dla dzieci. De11e Donne Skills Academy, bo tak oficjalnie nazywały się te dwudniowe obozy treningowe skierowane do dziewczynek.  A uczestnicy campów oraz fani koszykarki mogą zaopatrzyć się w koszulki, spodnie, bluzy i inne produkty opatrzone logiem koszykarki EDD11.

Kto ma Elenę, ten „rządzi”

Zdaje się, że Chicago Sky wygrało los na loterii, bo wybierając w przedostatnim drafcie Elenę Delle Donne klub zyskał nie tylko świetną zawodniczką, ale także dobrą maszynę marketingową.

O tym, że Elena Delle Donne cieszy się wielką popularnością nie tylko w Wietrznym Mieście, ale i w całych Stanach Zjednoczonych nie trzeba nikogo przekonywać. Głównie dzięki niej zespół Chicago Sky spośród wszystkich zespołów WNBA zanotował największy wzrost sprzedaży biletów w sezonie 2013. W sezonie 2013 na każdym z meczów granych u siebie obecnych było średnio 7000 kibiców, przy czym w sezonie 2012 średnia ta wynosiła 5600 osób (w 2014 roku było to 6729 kibiców a przyczyn spadku można dopatrywać się w kontuzjach wśród największych gwiazd Chicago Sky). W porównaniu z wcześniejszym sezonem, w sezonie 2013 oglądalność meczów transmitowanych przez ESPN2 dla całej ligi wzrosła o 28%. I również w tej kwestii Chicago Sky zanotowało największy wzrost z spośród wszystkich zespołów - 17% (dla porównania: Phoenix Mercury 9%, Indiana Fever 8%, pozostałe kluby nie przekroczyły 1%). W sezonie 2014 ponownie zanotowano wzrost zainteresowania wśród widzów, czego najlepszym przykładem były tegoroczne starcia finałowe pomiędzy Chicago Sky a Phoenix Mercury (czyli starcie ubiegłorocznych debiutantek Delle Done - Griner), które obejrzało średnio 659 tysięcy kibiców co stanowi wzrost o 91% w porównaniu z ubiegłorocznymi finałami pomiędzy Minnesotą Lynx a Atlantą Dream - średnio 345 tysięcy widzów.

Być twarzą klubu i ligi

Obecnie Elena Delle Donne czas spędza albo w rodzinnym Delawar albo w Chicago, gdzie zajmuje się promowaniem ligi i swojego zespołu. Koszykarka lubi być w świetle reflektorów i nie stroni od spotkań z dziennikarzami, jej terminarz wypełniony jest wywiadami, sesjami zdjęciowymi oraz spotkaniami z fanami i potencjonalnymi sponsorami. Elena chętnie pojawia się na imprezach organizowanych przez sponsorów oraz odwiedza koszykarskie szkółki i campy.



- To wielka szansa nie tylko do budowania mojej marki, marki Chicago Sky, ale także do bycia twarzą ligi. Większość dziewczyn gra teraz zagranicą i kibice w pewnym sensie zapominają o WNBA, chciałabym to zmieni. W końcu to najlepsza żeńska liga na świecie, więc najwyższy czas, żeby świat w końcu zwrócił na nią uwagę. - podkreśla Delle Donne.

To, że Delle Donne nie gra zagranicą ma także wiele zalet dla niej samej, poza tym, że jest bliżej rodziny, to może podleczyć wszystkie urazy, z którymi zmaga się od jakiegoś czasu. To własnie przez kontuzje Elena musiała opuścić zgrupowanie kadry USA przygotowującej się do Mistrzostw Świata.

Trzeba przyznać, że Elena Delle Done wysoko postawiła poprzeczkę dla wszystkich następnych debiutantek, ale i reszty koszykarek. Jak na razie wydaje się, że nikt nawet nie próbuje jej dorównać, zwłaszcza, że tegoroczne najlepsze debiutantki właśnie rozpoczynają swoje sezony w ligach europejskich i azjatyckich.

Aleksandra Grzybczak