Kto przeciwstawi się USA?

Dodano: 26.09.2014, 11:55


Mistrzostwa Świata za pasem i zapewne każdy z kibiców żeńskiej koszykówki zastanawia się czy znajdzie się w tym roku ktoś, kto będzie w stanie przeciwstawić się Amerykankom?



Amerykanek chyba specjalnie przedstawiać nie trzeba, wystarczy wspomnieć, że to aktualne Mistrzynie Świata i Mistrzynie Olimpijskie. Jest to zespół złożony z koszykarek, które śmiało można określić mianem wielkiego formatu, na co dzień grających w najlepszej lidze koszykarskiej - WNBA a poza sezonem brylujących na europejskich i azjatyckich parkietach. Śmiem twierdzić, że głównym problemem trenera reprezentacji Stanów Zjednoczonych to wybranie zawodniczek najlepszych z grona… najlepszych, wszak Ameryka spokojnie mogłaby wystawić dwa, ba! trzy (a może nawet i cztery) pełne składy grające na światowym poziomie. Problem kontuzji, który w przypadku większości zespołów narodowych spędza sen z powiek trenerów, w przypadku USA tak naprawdę nie jest żadnym problemem, bo brak którejś zawodniczki wcale nie odbije się na jakości gry zespołu. W końcu Amerykanki nie bez powodu określane są mianem hegemonek żeńskiego basketu.

Amerykanki przygotowując się do Mistrzostw Świata rozegrały kilka meczów sparingowych (co ciekawe: amerykański związek nazywa je mianem meczów pokazowych) z Kanadą (76:51), Chinami (99:75), Australią (72:66), Czechami (76:41) i Francją. Podopieczne Geno Auriemma przegrały tylko z Francuzkami 72:76, mimo że miały na swoim koncie nawet 18-punktową przewagę. Co prawda, Francuzki zaliczyły wpadkę w pierwszej kwarcie, którą przegrały 6:20 jednak w kolejnych kwartach sukcesywnie odrabiały straty, by ostatnią część meczu wygrać aż 11 punktami (30:19). Świetnie w tym meczu spisała się Sandrine Gruda, która zdobyła 26 punktów i zanotowała 15 zbiórek, niezwykle pomocna okazała się także Celine Dumerc zakończyła spotkanie z 9 punktami i 9 asystami na swoim koncie. W zespole USA najlepiej wypadła Tina Charles, która zdobyła 12 punktów.

Raz, dwa, trzy - bazyliszek patrzy

Oczywiście, trzeba wziąć na poprawkę, że mecz z Francuzkami był to „tylko” sparing, jednak pokazuje to pewność siebie francuskiego zespołu, który nie chowa głowy w piasek niczym struś w kreskówkach, gdy Amerykanki trochę bardziej przycisną w obronie. A właśnie takie wrażenie miałam podczas meczu z Czechami, kiedy większość czeskiego zespołu paraliżowało już samo spojrzenie Amerykanek w ich kierunku.



Fakt, Czeszkom w porównaniu z Francuzkami brakuje ogrania na tym „wyższym” poziomie, ale z drugiej strony nie jest to też zespół złożony z samych niedoświadczonych juniorek. Komizmu całej tej sytuacji dodawał fakt, że Czesi mecz z USA hucznie reklamowali we wszystkich mediach jako rewanż za finał minionych Mistrzostw Świata. Rewanż! No cóż…

Przegrana to nauczka na przyszłość

Trener amerykańskiego zespołu po przegranej z Francją przyznał, że jego podopieczne czasem podchodzą do meczu z myślą, że będzie łatwo. Tym samym trener otwarcie przyznaje, że Amerykanki mają „niezłe” mniemanie o sobie i swoich umiejętnościach, jednak czy jest się tak naprawdę czemu dziwić? Niemniej Francuzki udowodniły, że lekceważenie przeciwnika ze strony Amerykanek może mieć swoje konsekwencje, bo gdy w końcówce spotkania zabrakło skuteczności w zespole USA, Francuzki doskonale wiedziały co zrobić, żeby nie zmarnować nadarzającej się okazji.

Więcej pokory i spokoju okazała Sue Bird, dla której tureckie mistrzostwa będą już czwartymi Mistrzostwami Świata w karierze. Sue twierdzi, że taka przegrana może być otrzeźwiająca, bo pokazuje elementy, nad którymi należy jeszcze popracować, przyznaje, że dobrze się stało, że przegrana przyszła jeszcze w fazie sparingowej. Cóż, nawet jeśli Amerykanki miały jakieś braki w swojej grze to albo szybko je wyeliminowały, albo na tle Czeszek nie było to zupełnie widoczne mimo gry na pół gwizdka…


Ale wracając do MŚ…

Czy w gronie 16 najlepszych zespołów, które zagrają w Turcji znajdzie się ktoś kto będzie w stanie postraszyć Amerykanki i nawiązać wyrównaną grę? Bez wątpienia głównymi rywalkami Amerykanek w walce o kolejne złoto będą Mistrzynie Europy - Hiszpanki i byłe Mistrzynie Starego Kontynentu - Francuzki, które już pokazały, że potrafią przeciwstawić się amerykańskiej obronie. Do gry zapewne włączą się także gospodynie, bo przewaga parkietu i wsparcie kibiców nie pozostaną tutaj bez znaczenia. Być może do walki włączą się także Australijki, Japonki, Brazylijki czy Chinki. Jednak czy wspomniane zespoły będą miały szanse w bezpośrednim starciu ze zdeterminowanymi Amerykankami, które dopiero na turnieju rozwiną swoje skrzydła i pokażą na co je stać?

Nie chcę tutaj ferować wyroków, bo w sporcie, a zwłaszcza w koszykówce, wiele może się zmienić w trakcie kilku sekund i nie zawsze musi wygrać ten, kto uważany był za faworyta. Wiadomo, Mistrzostwa Świata to impreza, która wymaga od zawodniczek nie tylko umiejętności na parkiecie, ale także wytrzymałości, bo jednak terminarz turnieju jest dość napięty. Przyda się także odrobina szczęścia, bo może być tak, że o losie meczu będzie decydować dyspozycja dnia.

Mimo mojego wielkiego podziwu dla Amerykanek i tego, co za każdym razem prezentują na boisku, ciągle mam nadzieję, że jednak znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie chociaż zagrozić amerykańskiej hegemonii.


Aleksandra Grzybczak