Agnieszka Bibrzycka: Trener się zdenerwował…

Dodano: 13.04.2010, 14:14


 
 
Agnieszka Bibrzycka to polski akcent na podium Final Four. Nasza najbardziej znana eksportowa koszykarka przeciwko Wiśle zdobyła 9 punktów (trzykrotnie rzucając ”trójki”), a do tego może pochwalić się 3.zbiórkami, 2.asystami i 2.przechwytami. ”Biba” swoją przyszłość planuje związać z Krakowem, nie wykluczyła także, że w kolejnych sezonach kibice zobaczą ją na parkiecie w barwach Wisły.
 
- Wisła się dziś postawiła, nie zagrała źle, ale zadecydowały większe indywidualności w naszym zespole i nieco bardziej dokładne zagrania. Sam awans krakowianek do Final Four jest niesamowitą promocją polskiej koszykówki. Mam nadzieję, że wkrótce znowu zobaczymy Wisłę na tym turnieju.
 
Na czym polegała ta zmiana obrazu gry po przerwie? Wyszłyście bardziej zmobilizowane czy Wisła nie wytrzymała?
 
- Zdecydowanie mamy szerszą ławkę i ten skład jest trochę lepszy, dlatego później Wisła nieco opadła z sił. Po drugie, nie ukrywam, że w przerwie trener trochę się zdenerwował i powiedział kilka gorzkich słów, że takiemu zespołowi, z takimi graczami, nie wypada po prostu męczyć się przez czterdzieści minut, tylko trzeba grać najlepiej jak się potrafi.
 
Czego brakuje Wiśle do nawiązania walki ze ścisłą czołówką - doświadczenia, większego budżetu?
 
- Trudno powiedzieć. Sukces na pewno był w tym sezonie, także nie można powiedzieć, że wielu rzeczy brakuje. Ja jestem za tym, żeby utrzymać ten skład jak najdłużej, nie robić jakichś strasznych zmian, niech się dziewczyny zgrywają i na pewno będą grały coraz lepiej.
 
A jak Agnieszka Bibrzycka ocenia swoją dyspozycję? Dziś udało się wbić parę szpil krakowiankom.
 
- Zawsze może być lepiej. To jest sport zespołowy i cieszę się, że dzisiaj wygrałyśmy, także nie będę ubolewać, czy grałam lepiej czy gorzej, natomiast uważam, że ze Spartakiem można było zagrać zdecydowanie lepiej.
 
Do pełni szczęścia potrzebna Wam jeszcze właśnie wygrana ze Spartakiem. Wiemy już, czego brakuje Wiśle. A czego Wam brakuje do wygranej z ekipą z Moskwy?
 
- W połowie meczu myślałam sobie, że jeżeli w czwartej kwarcie będziemy prowadzić przynajmniej dziesięcioma punktami to to spotkanie wygramy, a tak nie było. Mecz był na styku i jak to zwykle bywa Diana Taurasi wzięła wszystko w swoje ręce i to ona z nami wygrała. Brakuje nam lidera w ataku takiego jak Diana, który pociągnąłby zespół.
 
Rozmawiał Damian Juszczyk
(redaktor naczelny portalu KoszykowkaKobiet.pl)