Agnieszka Majewska: Musimy się jeszcze pouczyć

Dodano: 10.04.2010, 01:13


 
FOT. MARCIN KUMOREK
 
Agnieszka Majewska w meczu z Ros Casares nie spędziła na parkiecie wiele czasu, ale zapewnia, że tak jak pozostałe wiślaczki, zostawiła serce na parkiecie. Dziś to było za mało na Hiszpanki. - Drużyna z Walencji jest w tym momencie poza naszym zasięgiem, ale szkoda, że przegrałyśmy tak dużo - powiedziała po spotkaniu zawodniczka.
 
Co zadecydowało o dzisiejszym obrazie gry?
 
- Przede wszystkim stres, niestety bez tego się nie obyło na początku spotkania. ”Ewka” było naszą czołową zawodniczką, która punktowała, szczególnie w pierwszej kwarcie i żadna z nas nie przyczyniła się do tego, żeby chociaż troszeczkę ją wesprzeć. Sama impreza pierwszy raz, Final Four, coś niesamowitego, natomiast musimy się jeszcze pouczyć. Może jeszcze kiedyś tu wrócimy, wtedy pokażemy, na co nas stać.
 
Ros Casares szybko na początku załatwiło sprawę trójkami. W obronie chyba nie wszystko wyglądało tak jak powinno…
 
- Na pewno nie wywiązałyśmy się z tego, co mówił trener, natomiast Hiszpanki wyprowadzały świetne kontry, a my nie wracałyśmy się do obrony, nie grałyśmy tak agresywnie jak one i to zadecydowało.
 
Czy bardziej przeszkadzała agresywna obrona czy drżące ręce pod koszem rywalek?
 
- Jedno i drugie, chociaż mamy przecież doświadczone zawodniczki, grające na wysokim poziomie. Stres, dobra defensywa, mieliśmy też troszeczkę pecha.
 
Ros Casares to w tym momencie drużyna poza zasięgiem czy tak ułożyło się to spotkanie?
 
- Myślę, że jest poza zasięgiem, ale szkoda, że tak dużo przegrałyśmy, bo mogłyśmy troszeczkę mniej.
 
Jest szansa w niedzielę nawiązać walkę z Jekaterinburgiem?
 
- Na pewno będziemy walczyć. Nie można nam zarzucić, że nie zostawiłyśmy serca na parkiecie. Bardzo chciałyśmy i w niedzielę też musimy się pokazać, powalczyć, a jak będzie z wynikiem - zobaczymy.
 
W Walencji rozmawiał Damian Juszczyk
(redaktor naczelny portalu KoszykowkaKobiet.pl)