DeLisha Milton-Jones: Bez sentymentów na parkiecie

Dodano: 09.04.2010, 02:23


Redaktor naczelny portalu w objęciach "Czarnej Wdowy"
 
FOT. MARTA WOŁOSZYN
 
DeLisha Milton-Jones nazywana jest „Czarną Wdową”. Ta niesamowita zawodniczka dba o formę do tego stopnia, że mimo swoich 35.lat wielokrotnie pozostaje jednym z najjaśniejszych punktów zespołu. Koleżanki opisują ją jako przyjazną i serdeczną - takie też wrażenie sprawia już od pierwszego kontaktu.
 
Jaki cel stawiacie przed sobą na jutrzejszy mecz?
 
- Chcemy zagrać na sto procent możliwości, zwłaszcza w obronie - tak jak wiemy, że potrafimy grać.
 
Na turnieju panuje świetna atmosfera. Żartujecie razem ze swoimi rywalkami. Co decyduje o tej aurze serdeczności?
 
- Z niektórymi zawodniczkami spotykałyśmy się na parkiecie w roli koleżanek z drużyny lub grałyśmy przeciwko sobie. Wiele z nas się ze sobą przyjaźni. Występowałam z Martą Fernandez, od dawna jestem przyjaciółką Burse. Kiedy się widzimy, jesteśmy szczęśliwe. Ale jutro przyjaźń trzeba zawiesić na kołku aż do zakończenia spotkania.
 
Jeżeli chodzi o drużynę Wisły - które zawodniczki będziecie musiały przede wszystkim wyłączyć z gry.
 
- Wyjściową piątkę. To bardzo dobre koszykarki  i musimy naprawdę być skoncentrowane w defensywie. Mogą skutecznie rzucać do kosza i mają świetną rozgrywającą, jaką jest Cohen.
 
Będziesz dziś dobrze spała czy myślami będziesz już przy meczu?
 
- Na pewno będą myślała o grze, ale chcę także zapewnić sobie wystarczającą ilość snu.
 
A pojawiają się już myśli o tym, z kim ewentualnie zagracie w finale?
 
- Nie. Skupiamy się tylko na jutrzejszym spotkaniu i na tym, co możemy zrobić, żeby odnieść zwycięstwo.
 
Rozmawiał Damian Juszczyk (redaktor naczelny portalu KoszykowkaKobiet.pl)