Janell Burse: Bóg jest po naszej stronie

Dodano: 08.04.2010, 01:06


 
FOT. MARCIN KUMOREK
 
Amerykańska środkowa Janell Burse odegrała jedną z kluczowych ról w historycznym awansie Wisły Can Pack-Kraków do Final Four. Swoją grą udowodniła, że zasługuje na występ w gdyńskim Meczu Gwiazd Euroligi. Tuż przed spotkaniem z Ros Casares Walencja zawodniczka jest optymistką.
 
Czy trudno było skupić się na meczu z Rybnikiem mając w perspektywie Final Four?
 
- Tak, ponieważ wraz z meczami w Hiszpanii zbliża się dla nas wielki weekend. Pechowo zgodnie z naszym terminarzem musiałyśmy grać dzisiaj i wylatujemy do Walencji jutro, podczas gdy pozostałe drużyny już tam są. Ale w polskiej lidze tak już jest.
 
Czy po tak krótkim odpoczynku będziecie w stanie zagrać na sto procent?
 
- Tak, szybkie regenerowanie sił to część bycia zawodowym sportowcem. Po to trenujemy, by radzić sobie z takimi sytuacjami. Mam nadzieję, że będziemy w dobrej formie.
 
Będziecie musiały zmierzyć się również z hiszpańskimi kibicami. Zespół Ros Casares będzie miał przewagę własnego parkietu. Jak sobie z tym poradzicie?
 
- Myślę, że atmosfera będzie równie szalona jak wtedy, kiedy drużyny przyjeżdżały do Krakowa i my miałyśmy przewagę własnego parkietu. Bez wątpienia to wyzwanie. Będziemy w niekorzystnej sytuacji, ponieważ kibice na pewno będą mocno wspierać hiszpańską ekipę. Jednak mam nadzieję, że mimo wszystko zrobimy to, co do nas należy. Jak dotąd mamy magiczny rok, Bóg jest po naszej stronie i miejmy nadzieję, że podczas piątkowego meczu też będzie.
 
Co chciałybyście osiągnąć?
 
- Wygrać pierwszy mecz. To tylko jedno spotkanie. Nie wiadomo kto zagra dobrze, a kto nie. Myślę, że jeden mecz może wygrać każdy z każdym. To po prostu zależy od dyspozycji dnia, nie można tego porównać z rozgrywaniem serii meczów z tym samym rywalem. Musimy zagrać twardo i nie dać się onieśmielić kibicom. Jeśli nie pozwolimy Hiszpankom się za bardzo rozkręcić i wyjść na prowadzenie - a jeśli tak by się stało, nie pozwolimy by urosło do zbyt dużych rozmiarów - mam nadzieję, że wygramy.
                                                          
Rozmawiał Marcin Mochal