Po burzy zawsze wychodzi słońce - rozmowa z Aleksandrą Drzewińską, koszykarką Super-Pol Tęczy Leszno

Dodano: 22.02.2011, 14:01


Dla Aleksandry Drzewińskiej z Super-Pol Tęczy Leszno sezon rozpoczął się fatalnie. Jeszcze przed startem rozgrywek nabawiła się ciężkiego urazu kolana. Po operacji i miesiącach rehabilitacji, w ostatniej kolejce Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet po raz pierwszy w bieżących rozgrywkach wybiegła na parkiet.
 
Marcin Mochal: Przed sezonem zerwałaś więzadło krzyżowe w kolanie. Co było trudniejsze - operacja i rehabilitacja poważnie kontuzjowanego kolana czy poradzenie sobie z urazem "pod względem emocjonalnym"?
 
Aleksandra Drzewińska: - Mówiąc szczerze, najtrudniej jest zaakceptować świadomość, że zdrowie jest tak kruche. Wystarczy jeden zły krok lub podskok, a cały sezon spędza się na rehabilitacji kolana. Operacja i rehabilitacja dają nadzieję na szybszy lub wolniejszy powrót, ale to już jest fizyczny krok w przód. To, że z dnia na dzień jest coraz lepiej napawa optymizmem.
 
Czy nie mogąc bezpośrednio wpłynąć na postawę drużyny na parkiecie odczuwałaś większy stres w trakcie meczów?

- Niestety nie. Jest to deprymujące patrzeć jak dziewczyny zmagają się raz ze słabszym, raz z silniejszym przeciwnikiem, nie mogąc im pomoc na boisku. Starałam się nadrobić to poza parkietem.
 
Istniało ryzyko, że w tym sezonie Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet w ogóle nie zagrasz. W meczu na z Widzewem Łódź pojawiłaś się jednak na parkiecie. Czy to oznacza, że kolano jest już w pełni zdrowe?
 
- Już od dłuższego czasu, to znaczy od 27 grudnia ubiegłego roku ćwiczę z drużyną, jednak po takiej kontuzji nie należy się spieszyć. Trzeba obudować kolano tak, aby było stabilne i wytrzymało obciążenie meczowe. To, że weszłam z Widzewem na pewno oznacza, iż kolano jest wyleczone w stu procentach.
 
Co czułaś wchodząc na parkiet - radość, tremę, obawy o kolano?
 
- Czułam wielką radość, ochotę do gry, chęć walki- same pozytywne emocje. Niczego się nie bałam. Żałuję tylko, że trener tak szybko posadził mnie na ławkę.
 
W tym sezonie Super-Pol Tęcza Leszno jest najbardziej dotkniętą przez kontuzje drużyną koszykówki Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet. Mimo to, jesteście bardzo blisko awansu do „ósemki”.

- Niestety - w naszej nazwie powinien być też „pech” - Super-Pol „Pech” Tęcza Leszno… Ja jeszcze nie spotkałam się z takim przypadkiem, żeby w jednej drużynie, w jednym sezonie nastąpiło tyle kontuzji, no ale można to skwitować stwierdzeniem: „Co nas nie zabije to wzmocni”. Mam nadzieję, że mimo kontuzji uda nam się awansować do fazy play-off.
 
"Kropkę nad i” mogłyście postawić właśnie w meczu z Widzewem, lecz to rywal okazał się lepszy, dzięki czemu wciąż zachowuje teoretyczne szanse na odebranie wam ósmego miejsca.

- Był to bardzo slaby mecz w naszym wykonaniu, ale po burzy zawsze wychodzi słońce. Myślę, że Widzew zagrał super zawody, ponieważ kiedy ma się takich kibiców, piłka sama wpada do kosza.
 
W czwartej minucie drugiej kwarty przeciwniczki miały na koncie trzydzieści punktów, a Super-Pol Tęcza Leszno zaledwie… trzy… Czym tłumaczyć tę „sportową katastrofę”?
 
- Hmm, ciężko to wytłumaczyć. Brak koncentracji, dobra obrona łodzianek, a piłka odbijała się od obręczy i wypadała.
 
Pokazałyście jednak charakter - w drugiej połowie odrobiłyście część strat i obroniłyście przewagę wypracowaną w wygranym meczu z Widzewem w pierwszej rundzie. W przerwie meczu w szatni było nerwowo?
 
- Bardziej mobilizowałyśmy się, aby odrobić straty i wyjść z agresją na trzecią i czwartą kwartę.
 
Mimo porażki, macie lepszy bilans bezpośrednich starć z łodziankami i wasza sytuacja jest komfortowa. Chcąc awansować do „ósemki”, Widzew musi wygrać pozostałe dwa mecze - w tym z Wisłą Can-Pack Kraków - i liczyć na wasze dwie porażki w meczach z Artego Bydgoszcz i UTEX-em ROW Rybnik. Jak podchodzicie do tych spotkań?
 
- To są dwa mecze, które bezwzględnie musimy wygrać. Doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, a co najlepsze - gramy je u siebie. Naszym szóstym zawodnikiem będą kibice. (uśmiech)
 
Trener Artego Bydgoszcz, Adam Ziemiński, żartem porównał trafienie w fazie play-off na CCC Polkowice lub Wisłę Can-Pack Kraków do wyboru między dżumą a cholerą. W przypadku awansu Super-Pol Tęczy Leszno do playoffów wolałabyś, by waszym rywalem w pierwszej rundzie były polkowiczanki czy krakowianki?
 
- Myślę, że lepiej byłoby trafić na „dżumę”, czyli na Polkowice. (uśmiech)
 
Skąd wziął się twój pseudonim - „Boska”?
 
- Może po prostu pokażę zdjęcie... (śmiech) Żartuję, lubię używać słowa: „bosko”.
  
Rozmawiał Marcin Mochal
 /KoszykowkaKobiet.pl/
 
 
 
fot. GRZEGORZ RUTKOWSKI (www.fotorutkowski.waw.pl)

Komentarze

Dodaj komentarz

This is a captcha-picture. It is used to prevent mass-access by robots. (see: www.captcha.net)
Przepisz kod z obrazka:
Tytuł:
Twoje imię(*):
Adres email:
Komentarz(*):