Cenny jest każdy punkt - rozmowa z Jagodą Oses, koszykarką Odry Brzeg
Dodano: 14.02.2011, 13:22
Dla Jagody Oses bieżące rozgrywki to debiutancki sezon na parkietach Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet. Koszykarka opowiada o tym, nad czym głównie pracuje na treningach, o porażce z INEĄ AZS Poznań oraz o pozostałych do rozegrania meczach Odry Brzeg w sezonie zasadniczym oraz fazie play-out.
Marcin Mochal: To twój pierwszy sezon w ekstraklasie. Czy teraz inaczej postrzegasz ekstraklasę koszykówki kobiet niż przed rokiem, kiedy śledziłaś jej rozgrywki z perspektywy kibica?
Jagoda Oses: - Owszem, kiedy ogląda się mecze z perspektywy kibica, wygląda to całkowicie inaczej. Zawsze zastanawiałam się, co czują zawodnicy i jak to jest grać na parkiecie najwyższej ligi, w hali pełnej kibiców i fotoreporterów. Myślałam, że pewnie jest to dla nich stresujące. Na szczęście się myliłam, bo tak naprawdę wychodząc na boisko nie myśli się o tym, tylko skupia na grze.
Decydując się na zawodowe uprawianie sportu, co cię skłoniło do postawienia na koszykówkę?
- Od dziecka pasjonuję się sportem, jednak miłość do koszykówki zrodziła się u mnie w wieku 13-14 lat. Spodobało mi się w tej dziedzinie sportu to, że jest to gra silna i kontaktowa oraz że trzeba być sprawnym fizycznie. Zawsze lubiłam rywalizację indywidualną, jednak w grach zespołowych świetne jest to, że wszyscy się razem integrują, zgrywają, pomagają sobie w trudnych momentach i uzupełniają się nawzajem.
Zaskakuje pozycja, na której grasz. Przy 177 centymetrach wzrostu jesteś silną skrzydłową. Skąd ta decyzja?
- Wydaje mi się, że mój pierwszy trener [Jarosław Zyskowski - przyp. M.M] postawił mnie na tę pozycję, ponieważ podczas sezonu przygotowawczego nie było u nas w zespole aż tylu zmienniczek na pozycje podkoszowe. Jestem silna, więc szkolono mnie na „czwórkę”. Mój wzrost nie jest zbyt okazały na tę pozycję, dlatego od niedawna nasz obecny trener [Wadim Czeczuro - przyp. M.M.] powoli przestawia mnie na niską skrzydłową. Jednak muszę przyznać, iż nie żałuję gry jako silna skrzydłowa i nie mam tego nikomu za złe, ponieważ była to dla mnie bardzo cenna i przydatna lekcja. Walcząc z o wiele wyższymi ode mnie zawodniczkami dużo się nauczyłam i cieszę się, że potrafię zagrać na różnych pozycjach.
Co chciałabyś poprawić w swoich koszykarskich umiejętnościach, by w kolejnych sezonach Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet spędzać na boisku więcej minut niż w debiutanckim?
- Przede wszystkim wraz z trenerem pracuję teraz nad techniką rzutu i wiem, że jest ona o wiele lepsza niż na początku. Myślę, że muszę też mocno popracować nad swoim krokiem obronnym, bo uważam, że jest to najważniejsza umiejętność każdego zawodnika, a przyznaję szczerze, iż mam z tym małe kłopoty. Podczas treningów staram się skupić na najmniejszych szczegółach oraz błędach, żeby móc je eliminować. Jednak wiadomo, że nie wszystkie swoje błędy da się zauważyć, dlatego oprócz trenera pomagają mi również starsze koleżanki z drużyny, które grają dłużej i są bardziej doświadczone ode mnie.
Jak Odra Brzeg spędza przerwę w rozgrywkach Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet?
- Trener wykorzystał tę przerwę na poprawę naszej sprawności fizycznej. Przez niemal cały tydzień główną częścią zajęć był trening lekkoatletyczny - ćwiczenia poprawiające kondycję i szybkość.
Z perspektywy walki o utrzymanie bolesna musiała być dla was porażka z INEĄ AZS-em Poznań. Dlaczego twoim zdaniem nie udało się wywieźć z Poznania dwóch punktów?
- Ta porażka - jak każda inna zresztą - rzeczywiście była bolesna, zwłaszcza, że na początku meczu prowadziłyśmy 12:2. Po wziętym przez trenera INEI AZS Poznań Krzysztofa Szewczyka czasie, nasza gra totalnie się zmieniła. Poznanianki nadrobiły straty i - co gorsza - wyszły na prowadzenie. Szczerze mówiąc, nie potrafię powiedzieć, co się nagle stało. Może było to chwilowe wyluzowanie się, które doprowadziło do przewagi INEI. Próbując dogonić rywalki grałyśmy zbyt nerwowo. Zamiast spokojnie rozgrywać długie akcje, bez potrzeby próbowałyśmy szybko nadrobić stracone punkty.
Do końca fazy zasadniczej pozostały Odrze cztery mecze, w tym tylko jeden z drużyną spoza „ósemki” - z Widzewem Łódź. Czy jakoś szczególnie przygotowujecie się "pod Widzew"?
- Oczywiście, że chcemy wygrać ten mecz. Musimy pojechać do Łodzi w pełnym skupieniu. Jednak jestem osobą, która wierzy, że każdy zespół można pokonać, więc będziemy walczyć do samego końca - tak z pozostałą trójką, jak również w fazie play-out.
Jak widzisz tę zbliżającą się bezpośrednią rywalizację z innymi drużynami walczącymi o utrzymanie w ekstraklasie koszykówki kobiet?
- Na pewno walka będzie wyrównana. Wszystkim tym zespołom zależy na utrzymaniu się w ekstraklasie, więc z pewnością nie będzie łatwo. Teraz dla nas - jak również dla pozostałej czwórki - cenny jest każdy punkt. Mam nadzieję, że uda nam się wygrać jak najwięcej meczów i pozostać w lidze.
Rozmawiał Marcin Mochal
/KoszykowkaKobiet.pl/
fot. KONRAD KORZENIOWSKI
<< Wracaj





Dodaj komentarz