Wisła zawsze będzie w moim sercu - rozmowa z Dorotą Gburczyk-Sikorą, koszykarką Wisły Can-Pack Kraków

Dodano: 11.01.2011, 12:03


- Chyba przeżyłam wszystko w tej Wiśle. Na pewno cały czas będę z zespołem. Nie będę mogła brać udziału w meczach, ale moje serce na zawsze pozostanie z Wisłą i zawsze będzie przy drużynie - mówiła tuż po swoim pożegnaniu z Wisłą Can-Pack Kraków oczekująca dziecka wieloletnia pani kapitan i koszykarka „Białej Gwiazdy”, Dorota Gburczyk-Sikora.
 
Damian Juszczyk: Jedenaście lat - kawał czasu w Wiśle. Trudne i łatwe mecze. Co zapamięta pani z tego całego okresu?
 
Dorota Gburczyk-Sikora: - Tak jak w życiu - czasami jest się na górze, czasami na dole. Czasem są piękne chwile, a czasem chwile smutku. Raz wygrane i lepsze sezony, a raz te gorsze. Ja chyba przeżyłam wszystko w tej Wiśle Na początku okres trudny, kiedy nie było sponsora i walczyłyśmy o utrzymanie w lidze. Później przeżyłam walkę w Eurolidze, na końcu dojście do Final Four. Przeżyłam mistrzostwa Polski, wicemistrzostwa, brązowe medale, a także inne miejsca z Wisłą. Najpiękniejsze chwile to chyba te, kiedy jest się uśmiechniętym i zwycięzcą, czyli mistrzostwa Polski. Dlatego to było wszystko takie piękne, bo „piękni ludzie” byli wokół - super zawodniczki i naprawdę wspaniała atmosfera.
 
Jak Wisła poradzi sobie bez swojego wieloletniego kapitana?
 
- Bardzo dobrze sobie będzie radzić, ponieważ kapitan cały czas z nimi będzie. Nie będę mogła uczestniczyć w treningach, choć na pewno będę przychodzić jak tylko będę miała taką możliwość. Z pewnością nie będę mogła brać udziału w meczach, ale moje serce na zawsze pozostanie z Wisłą i zawsze będzie przy drużynie. W tym sezonie nawiązałam z zespołem bardzo dużą więź.
 
Są już jakieś dalsze plany w perspektywie, także te sportowe, czy na razie jednak myśl krąży wokół tego Najważniejszego?
 
- Na razie jest to Najważniejsze. To wymarzone i wyczekane przez tyle lat, czyli macierzyństwo. Mam nadzieję, że się spełnię, ale sport na pewno zostanie we mnie, bo to szło z pokolenia na pokolenia. Od małego „smarkacza”, sześcioletniego dziecka, zawsze ten sport był ze mną, więc trudno, żeby przez ponad dwie trzecie życia coś robić i o tym zapomnieć.
 
Czy córeczka / synek też pójdzie w ślady mamy?
 
- Jeszcze nie wiadomo Co... (uśmiech) Nie wiem, nie wiem - może jakaś drużyna z tego będzie. (śmiech)
 
Rozmawiał Damian Juszczyk
/redaktor naczelny portalu KoszykowkaKobiet.pl/
 
 
 
fot. ADAM LACHOWICZ (arizona77@o2.pl)

Komentarze

Dodaj komentarz

This is a captcha-picture. It is used to prevent mass-access by robots. (see: www.captcha.net)
Przepisz kod z obrazka:
Tytuł:
Twoje imię(*):
Adres email:
Komentarz(*):