Robię to, co kocham - rozmowa z Elżbietą Mukosiej, koszykarką Super-Pol Tęczy Leszno
Dodano: 05.12.2010, 16:53
W rozmowie z portalem Koszykówka Kobiet Elżbieta Mukosiej podsumowuje pierwszą rundę w wykonaniu swojej drużyny. Uchyla również rąbek własnej życiowej filozofii.
Marcin Mochal: Po przeprowadzce z Gdyni do Leszna spoczywa na tobie znacznie większa odpowiedzialność za wynik spotkania. Jak się z tym czujesz?
Elżbieta Mukosiej: - W rzeczywistości taka sama odpowiedzialność za wynik końcowy spoczywa na każdym, od trenerów po zawodniczki rezerwowe. Wynik spotkania jest po prostu rezultatem wszystkich 'kombinacji', którymi rządzi się koszykówka. Jedyne, za co czuję się odpowiedzialna to osobiste zaangażowanie i entuzjazm w sercu oraz egzekwowanie wskazówek szkoleniowców - nad resztą nie mam kontroli. Będąc w Gdyni, czy teraz w Lesznie, moja odpowiedzialność rządzi się tym samym prawem, jedynie w tym sezonie mam więcej okazji, żeby to prawo wcielać w ten sport. I z tego się bardzo cieszę!
Jak na półmetku rozgrywek oceniasz miejsce Super-Pol Tęczy Leszno w tabeli Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet?
- Biorąc pod uwagę spore kłopoty kadrowe, uważam, że spełniliśmy to minimum potrzebne do realizacji końcowego celu, którym jest „ósemka”. Pierwsza runda niewątpliwie była dla nas trudną przeprawą, ale dzięki tym wszystkim niepowodzeniom i błędom, które wkradły się do naszej gry jesteśmy mentalnie silniejsze i mądrzejsze. Dlatego patrzę optymistycznie w przyszłość i nie mogę się doczekać kolejnych meczów, w których zasilą nas Aga Kułaga (już powracającą na parkiet) oraz Ola Drzewińska (na której powrót wszyscy niecierpliwie czekamy). Myślę, że druga runda będzie ciekawa i - mam nadzieję - pełna niespodzianek!
Przychodzą czasem myśli, co zespół mógłby osiągnąć gdyby nie plaga kontuzji?
- Hm... Czasem dopada nas wspólna chwila refleksji z dziewczynami, "co by było gdyby"... Aczkolwiek osobiście staram się nie "otwierać tej bramki", tylko skupić na pozytywach czy lekcjach, które płyną z obecnej sytuacji. Wszystko bowiem ma ukryty sens i cel. Ania Kuncewicz rehabilitując kolano doskonale wie, czego uczy ją teraz życie. To samo tyczy się Oli i Agi. Jestem pewna, ze one same nie tracą czasu na "gdybanie", ale trzymają się swoich marzeń, dzięki którym szybciej i z większym entuzjazmem oraz mądrością powrócą do gry.
Z powodów kadrowych Tęcza ma „krótką ławkę”. Kilka koszykarek - w tym ty - ma za sobą mecze bez zmiany. Czy wysoką porażkę z pierwszoligową druzyną z Pabianic w Pucharze Polski można tłumaczyć przemęczeniem?
- Co do meczu o Puchar Polski, to... owszem, zmęczenie jest głównym powodem tej porażki. To był dla nas bardzo wyczerpujący tydzień: mecz na wyjeździe z Rybnikiem, za chwilę przeprawa z CCC w Lesznie i na drugi dzień prosto z mini busa pojedynek z Pabianicami. Pojechałyśmy bez Shawn Goff, Mercedes Griffin-Fox oraz Joy Cheek. To było raczej spotkanie, w którym nasza młodzież miała szansę wykazania się. Warto wspomnieć, iż drużyna gospodyń pokazała się z bardzo dobrej strony - wyszła na parkiet z zaangażowaniem i determinacją. Zawodniczki z Pabianic grały skutecznie i agresywnie, co przesądziło o wyniku końcowym. Gratulacje i powodzenia w kolejnych meczach!
Czy masz jakiś sposób na szybkie otrząśnięcie się po tak nieoczekiwanych porażkach?
- Owszem, mam. Po prostu skupiam się na czymś przyjemniejszym (uśmiech). Kiedyś miałam z tym wielki problem - nienawidziłam przegrywać! Poczucie porażki potrafiło snuć za mną dość długo. Jednak im stawałam się coraz bardziej doświadczoną zawodniczką, tym bardziej rozumiałam, że to tylko MECZ, a wynik końcowy tak naprawdę nie ma wielkiego znaczenia - zwłaszcza wpływu na to, kim jestem. Istotne jest to, że gram - robię to, co kocham i że powinnam się tym cieszyć. Mój trener z college’u zawsze mi powtarzał, żebym była zwycięzcą w życiu, żebym wkładała całe serce w to, co robię (czy to w sporcie, nauce, sprzątaniu, czy relacjach z ludźmi) a właściwy rezultat przyjdzie sam. Te słowa zakorzeniły się we mnie na dobre. Nieustannie uczę się na błędach i wciąż rozwijam jako zawodniczka - zwłaszcza porażki dają mi obraz tego, nad czym muszę pracować indywidualnie i co musimy poprawić jako drużyna. Tak naprawdę porażka czy jakiekolwiek inne niepowodzenie to świetny przykład do rozwoju. Uwydatnienie tego, czego nie chcę, pozwala mi skupić myśli na tym, czego pragnę. Dlatego teraz jestem wdzięczna za porażki i po skończonym meczu czy treningu nie rozmyślam zbyt wiele nad tym co się stało, ale uśmiecham w duchu, bo wiem czego chcę. To automatycznie pozwala mi "przejść" do innych spraw życiowych i czerpać z nich równie wielką radość, co z koszykówki.
W następnym meczu zagracie z Odrą Brzeg, która w ostatnim meczu z ŁKS-em pokazała zwyżkę formy. Jak podchodzisz do tego spotkania?
- Do meczu z Brzegiem podchodzę jak do każdego innego. Oczywiście chcemy wygrać to spotkanie. To już nie będzie do końca ten sam zespól, z którym grałyśmy w pierwszej rundzie, gdyż jest pod wodzą innego szkoleniowca. Jestem pewna, że trenerzy Krysiewicz i Walich odpowiednio przygotują nas pod względem brzeskiej taktyki. Tak czy inaczej, skupimy się na własnej grze - zarówno w ataku, jak i w obronie. Na pewno w przygotowaniach do tego spotkania będziemy kłaść duży nacisk na defensywę, gdyż ona będzie kluczem do zwycięstwa.
Którą z drużyn uważasz za najgroźniejszego rywala w rywalizacji o „ósemkę”?
- Dobre pytanie. Moim zdaniem każdy z zespołów w tej lidze jest "zagrożeniem". Niejednokrotnie w tym sezonie zespoły faworytów zostały pokonane przez drużyny, które teoretycznie nie powinny były wygrać. Najlepszym tego przykładem jest tegoroczny beniaminek, który pokonał drużynę euroligową będącą wielokrotnym mistrzem Polski... W drugiej rundzie na pewno będziemy świadkami paru zaskakujących wyników. Dla nas każde spotkanie jest ważne i musimy szukać punktów w każdym z meczów - nie lekceważąc żadnego z przeciwników i żadnego z nich się nie bojąc. A robiąc tak - grając jak najlepiej w danym momencie możemy, wkładając serce w walkę i z meczu na mecz podnosząc swój poziom sportowy - na pewno wszyscy w Lesznie: trenerzy, działacze, kibice i my-zawodniczki będziemy w kwietniu zadowoleni z zajętej pozycji w tabeli.
Rozmawiał Marcin Mochal
/KoszykowkaKobiet.pl/
fot. GRZEGORZ RUTKOWSKI (www.fotorutkowski.waw.pl)
<< Wracaj





Dodaj komentarz