Wrócić z Włoch z uśmiechem na twarzy - rozmowa z Magdaleną Leciejewską, koszykarką Wisły Can-Pack Kraków
Dodano: 09.11.2010, 16:23
- Problemy zdrowotne są już za mną. Z treningu na trening czuję się lepiej. Wszystko idzie w dobrym kierunku - mówi koszykarka Wisły Can-Pack Kraków, Magdalena Leciejewska. Zawodniczka zapowiada, że w czwartek wiślaczki nie poddadzą się na trudnym włoskim terenie i jak zawsze będą walczyć o zwycięstwo.
Damian Juszczyk: Miałaś kilka meczów przerwy spowodowanych kontuzją, a ostatnio stopniowo wracasz na parkiet. O problemach zdrowotnych można już zapomnieć?
Magdalena Leciejewska: - Tak, są już za mną. Trenuję normalnie z drużyną. Wiadomo, że troszkę brakuje tych treningów, bo jednak miałam kilka tygodni przerwy. Ostatnio w Poznaniu dostałam od trenera więcej minut, żeby „złapać trochę tlenu”. Nie było łatwo, ale z treningu na trening czuję się lepiej. Zostaję też na indywidualnych zajęciach z trenerem, więc myślę, że wszystko idzie w dobrym kierunku.
Kłopoty zaczęły się po spotkaniu z UTEX-em ROW Rybnik, w którym byłaś jedną z najlepszych koszykarek. Żal meczów, które uciekły? Nie udało się zagrać przeciwko byłej drużynie…
- Kłopoty pojawiły się znikąd. Niestety, diagnoza była taka, że musiałam zrezygnować z tych spotkań. Na pewno kiedy obserwowałam koleżanki - także z Lotosem - była wielka chęć gry i pomocy drużynie, ale zdrowie jest najważniejsze, więc musiałam poddać się tej przerwie. Mam nadzieję, że w kolejnej rundzie będę mogła zagrać i zrewanżować się Lotosowi.
Wróciłaś do składu na starcie z Peczem 2010, a w Poznaniu przeciwko INEI AZS miałaś już okazję spędzić trochę czasu na parkiecie. Jesteś zadowolona? Czy wraca także wysoka forma?
- Z Peczem zagrałam pięć minut, ale zdawałam sobie sprawę z tego, że może w ogóle nie wyjdę na parkiet lub pojawię się tylko na chwilę. Byłam po jednym treningu z drużyną po trzytygodniowej przerwie, więc nie liczyłam na wiele. Cieszę się, że udało się wywalczyć cenne zwycięstwo. Poznań jest trochę słabszym przeciwnikiem niż Pecz, więc trener powiedział, że mam się przygotować psychicznie i dostanę więcej minut, by poczuć grę. Cieszę się, że zagrałam.
W rozgrywkach Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet nikt nie potrafi przerwać serii wiślackich zwycięstw. Pokonałyście już Energę Toruń i Lotos Gdynia. AZS Gorzów w niedzielę wyżej zawiesi poprzeczkę?
- Na razie jesteśmy niezwyciężone, ale wiemy, że liga w tym roku jest bardzo wyrównana i że zdarzają się różne niespodzianki. Mam nadzieję, że nie będzie niespodzianki z Gorzowem. Trzeba jednak pamiętać, że to naprawdę mocna drużyna. Na pewno będzie to bardzo dobre spotkanie dla kibica i liczę na to, że nadal pozostaniemy niepokonane.
W ostatnim wygranym meczu Euroligi Kobiet z Peczem walczyłyście do ostatnich sekund. Czy w europejskich pucharach wszystkie spotkania będziecie kończyć w tak dramatycznych okolicznościach?
- Trudno powiedzieć. Mam nadzieję, że takich emocji jak z Peczem nie będzie. Chyba, że to my zawsze będziemy wykonywać takie rzuty jak „trójka” Ivanyi w końcówce - wprowadziła sporo zamieszania. Nie ukrywam, że nasz najbliższy rywal z Włoch to silny zespół. Ich dużym atutem jest to, że będą grać na własnym parkiecie. My się jednak nie poddajemy. Jedziemy po zwycięstwo i mam nadzieję, że wrócimy do Krakowa z kolejnymi punktami.
Czego mogą spodziewać się Wasi kibice przed meczem z drużyną Cras Basket Taranto?
- Zrobimy wszystko, by wracać z uśmiechem na twarzy, a później kolejne spotkania czekają nas już we własnej hali. Bardzo liczę na to, że w tych meczach nasi wspaniali kibice pomogą nam w walce o następne wygrane.
Rozmawiał Damian Juszczyk
/redaktor naczelny portalu KoszykowkaKobiet.pl/
fot. ADAM LACHOWICZ (arizona77@o2.pl)
<< Wracaj





Dodaj komentarz