Marcin Mochal: Chleba i playoffów!

Dodano: 19.03.2010, 12:10


 
W trakcie trwania zasadniczej części sezonu emocjonujemy się meczami poszczególnych drużyn, cieszymy się z sukcesów naszych ulubienic, martwią nas ich porażki. Te czy inne pojedynki nazywamy ”bardzo ważnymi” czy wręcz ”prestiżowymi”. Każdy kibic jednak wie, że prawdziwe granie zaczyna się w fazie play-off.
 
Sezon regularny to zaledwie przygrywka. Rozgrywa się go właśnie po to, by awansować do play-off. Pod większą presją, ścierając się kilkakrotnie pod rząd z tym samym przeciwnikiem, zespoły pokazują swoją prawdziwą wartość. Wyniki spotkań z sezonu regularnego idą w zapomnienie. Dopiero w serii bezpośrednich starć okazuje się kto jest lepszy. Przekonali się o tym ostatnio hokeiści Comarch Cracovii, którzy w tegorocznym finale PLH dostali łupnia od Wojasa Podhale mimo, że wcześniej w sezonie ogrywali nowotarżan jak chcieli.
 
Poziom Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet się wyrównuje, dzięki czemu już pierwsza runda play-off zapowiada się ciekawie. Gra toczy się do dwóch zwycięstw, więc o awans niżej notowanej ekipy jest łatwiej niż np. w NBA gdzie ten „słabszy” musi pokonać tego „silniejszego” czterokrotnie. Niespodziewane rozstrzygnięcia są solą sportu, zaś wyeliminowaniu z dalszych gier faworyta przyklaskują wszyscy. No prawie wszyscy. Z wyjątkiem kibiców tego zespołu.
 
Głównym faworytem do mistrzowskiej korony wydaje się być KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski, który jak dotąd w rozgrywkach ligowych przegrał tylko raz i to zaledwie jednym punktem. Gorzowianki potknęły się również w turnieju finałowym Pucharu Polski, lecz być może to lepiej dla nich, gdyż jak dotąd nigdy zdobywca pucharu Polski nie cieszył się później z mistrzowskiego tytułu. Liga dla akademiczek okazała się spacerkiem, już kilka kolejek przed jej finiszem zagwarantowały sobie pierwsze miejsce. Na przeciwko nich stanie ekipa, która o wejście do ósemki walczyła do ostatniego meczu - UTEX ROW Rybnik. Rybniczanki skazywane są na pożarcie, ale chyba nie po to wyszarpały awans, by przegrać z Gorzowem w szatni. Zwłaszcza, że nie mają nic do stracenia. To Gorzów musi się martwić. Niezwykle rzadko zdarza się, by ósma po sezonie zasadniczym drużyna eliminowała pierwszą, lecz gdy już się zdarzy, papierowym faworytom wypomina się to przez długie lata.
 
Z numerem dwa do walki przystępuje Lotos Gdynia. Trener Winnicki na skutek również nieplanowanych zmian kadrowych, do których doszło w trakcie sezonu, nie miał w Gdyni łatwego życia. Mimo to, na papierze gdynianki powinny bez problemów w dwóch meczach rozprawić się z Super-Pol Tęczą Leszno. Właśnie, na papierze. Wygląda na to, że zespół gdyński wpadł ostatnio w dołek. Jeśli nie zdoła się przed meczami z Lesznem z niego wygrzebać, może zafundować sobie dwa lub trzy dłuuugie wieczory. Niewykluczone bowiem, że leszczynianki zmierzą się ze słabszym Lotosem niż wynika to z jego personalnego składu. Jeśli same zdołają się wspiąć na wyżyny swoich umiejętności, to kto wie…
 
Trzecią parę stanowią  Energa Toruń oraz Odra Brzeg. Z jednej strony torunianki mogły nieco odetchnąć, że po bliskim finiszu zajęły w lidze ostatecznie trzecie, a nie czwarte miejsce, unikając tym samym w pierwszej rundzie legitymującej się znacznie lepszym bilansem Wisły Can-Pack Kraków. Jest jednak pewien haczyk. Biorąc pod uwagę skład i oczekiwania, brzeżanki pozostawiły po sobie lepsze wrażenie niż krakowianki - mówię wyłącznie o rozgrywkach krajowych. We własnej hali zawodniczki z Brzegu grały skutecznie, jedynie słabsza postawa wyjazdowa spowodowała, że ostatecznie zajęły szóste miejsce. Na odniesienie zwycięstwa w Brzegu Odrę na pewno stać, choć łatwo nie będzie. Czy są w stanie wyeliminować faworyzowaną w tej parze Energę, czas pokaże. Jeśli doszłoby do trzeciego meczu, to drużyna z Torunia będzie grać pod presją wyniku.
 
Na koniec „wisienka na torcie”, czyli rewanż za ubiegłoroczną batalię o trzecie miejsce. CCC Polkowice kontra Wisła Can-Pack Kraków. Wisło, Wisło, co my z Tobą zrobimy? W Eurolidze krakowska ekipa jest rewelacją sezonu, zaś na krajowych parkietach szło jej wyraźnie gorzej. Próżno teraz roztrząsać, jaki udział w jej porażkach miał słuszny skądinąd przepis o konieczności nieustannego grania co najmniej dwiema Polkami, a jaki nastawienie zespołu na Euroligę. Faktem jest, że to zawodniczki z Polkowic cieszą się przewagą własnego parkietu i jeśli zajdzie potrzeba, nie zawahają się jej użyć. Automatycznie stawia je to w korzystniejszej sytuacji. To, jak i fakt, że Wisła nie potrafiła grać z rywalami z krajowej czołówki, notując porażkę za porażką. Jednak kiedy już wielu postawiło na krakowiankach przysłowiowy krzyżyk, jako jedyne i to na wyjeździe pokonały rządzący na polskich parkietach Gorzów. I bądź tu człowieku mądry. To zdecydowanie najciekawsza para, w której ostateczne zwycięstwo może pójść w obie strony i tak naprawdę awansu żadnej z drużyn nie będzie można nazwać niespodzianką.
 
Marcin Mochal
 

Komentarze

Dodaj komentarz

This is a captcha-picture. It is used to prevent mass-access by robots. (see: www.captcha.net)
Przepisz kod z obrazka:
Tytuł:
Twoje imię(*):
Adres email:
Komentarz(*):