Jechałyśmy po zwycięstwo - rozmowa z Martyną Koc, koszykarką Lidera Pruszków

Dodano: 29.09.2010, 09:51


Pierwszy dreszczowiec sezonu 2010/2011 Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet stał się udziałem Lidera Pruszków oraz Energi Toruń. O zwycięskim dla swojej drużyny meczu, celach na najbliższe rozgrywki  i trenerze Arkadiuszu Konieckim opowiada podstawowa koszykarka pruszkowskiej drużyny koszykówki - Martyna Koc.
 
Marcin Mochal: Dlaczego zdecydowała się Pani przyjąć ofertę Lidera Pruszków?
 
Martyna Koc: - Chciałam wreszcie móc przebywać bliżej domu i wrócić na tzw. „stare śmieci”, a drużyna Lidera pokazała się z jak najlepszej strony jako beniaminek w zeszłym sezonie. Przysłowiowe dwa plus dwa daje cztery i teraz gram w barwach właśnie tego klubu.
 
W ubiegłym sezonie w drużynie Utexu ROW Rybnik dość dużo meczów rozpoczynała Pani na ławce rezerwowych. Jak ocenia Pani swoje szanse na pewne miejsce w wyjściowym składzie pruszkowskiej ekipy?
 
- W zespole z tak dużymi możliwościami każda z nas ma szanse wychodzić w pierwszym składzie, a jak będzie się on przedstawiał to już zależy od trenera i jego koncepcji na konkretne mecze.
 
Jak układa się współpraca z doświadczonym trenerem koszykówki, Arkadiuszem Konieckim?
 
- Trener Koniecki wiele sezonów pracował z mężczyznami i czasami wkradają mu się lekkie porównania do nich na treningach, natomiast ostatnie miesiące spędził z kadrą narodową, a to spowodowało, że sporo od nas wymaga i oczekuje rzeczy, do których w pewien sposób został przyzwyczajony. Ale to chyba dobrze, bo im wyżej stawia się poprzeczkę, tym dalej można zajść, a o to w tej zabawie chodzi. (uśmiech)
 
Które miejsce zespołu z Pruszkowa w końcowej tabeli sezonu 2010/2011 by Panią satysfakcjonowało?
 
- Jak najwyższe oczywiście! Cel jest prosty i myślę, że jak najbardziej w naszym zasięgu: wejść do play-offów i tam zająć jak najwyższą lokatę.
 
Na razie za nami pierwsza kolejka i Wasze pierwsze zwycięstwo. Razem z zespołem Energi Toruń zafundowałyście kibicom klasowy thriller.
 
- Jechałyśmy do Torunia po zwycięstwo - choć podejrzewam, że mało osób w nie wierzyło - i zrealizowałyśmy nasz cel. Początek ligi jest zawsze trudny, nie znamy dokładnie zespołów, bo nie ma skautingu czy ścisłych statystyk. Możemy tylko przypuszczać, co przeciwna drużyna sobą reprezentuje. Nas mocno zmotywował fakt, że na tzw. „dzień dobry” rzucono nas na głęboką wodę i musiałyśmy się zmierzyć z trzecim zespołem poprzedniego sezonu, na dodatek na wyjeździe. Myślę, że pokazałyśmy, iż w tym sezonie trzeba będzie się z nami liczyć. I choć popełniłyśmy sporo błędów - które przy naszej 17-punktowej przewadze pozwoliły Enerdze na wyrównanie wyniku w końcówce - to my wygrałyśmy i oprócz dwóch punktów wywiozłyśmy z Torunia kilka konkretnych uwag i lekcji na nadchodzący sezon.
 
Jak dotąd, jedyną koszykarką zagraniczną Lidera Pruszków jest Rashanda McCants. Czy grę w zespole, którego siła oparta jest przede wszystkim na polskich zawodniczkach odbieracie jako większą szansę na pokazanie się selekcjonerowi Dariuszowi Maciejewskiemu?
 
- „Ra” powoli wdraża się w nasz styl gry i poznaje realia polskiego basketu. Mam nadzieję, że się tu odnajdzie i będzie dużym wzmocnieniem naszej drużyny. Jeśli jednak chodzi o pokazanie się przed trenerem kadry, to chyba nie do końca tak jest. Klub zebrał zawodniczki o dużej woli walki i ambicji, które chcą dostać szansę na spędzanie jak największej ilości minut na parkiecie, a tym samym na udowodnienie władzom klubowym, że decyzje o podpisaniu kontraktów z nami były słuszne. W końcu to jest polska liga… (uśmiech)
 
Rozmawiał Marcin Mochal
 
 
 
fot. www.liderpruszkow.pl

Komentarze

Dodaj komentarz

This is a captcha-picture. It is used to prevent mass-access by robots. (see: www.captcha.net)
Przepisz kod z obrazka:
Tytuł:
Twoje imię(*):
Adres email:
Komentarz(*):