Marcin Mochal: Serce kontra rozsądek, czyli Final Four Euroligi

Do Final Four pozostał niespełna miesiąc. W dniach 9-11 kwietnia w Walencji odbędzie się turniej, który wyłoni najlepszą drużynę Europy sezonu 2009/2010. Do dwóch drużyn z Rosji - Spartaka Moskwa i UMMC Jekaterynburg - oraz hiszpańskiego Ros Casares Walencja, po zwycięskim trójmeczu z czeską ekipą Frisco Sika Brno dołączyła Wisła Can-Pack Kraków. Prowadzone przez duet hiszpańskich szkoleniowców wiślaczki stały się sensacją rozgrywek. Pokuśmy się o pierwsze prognozy i analizę sił poszczególnych zespołów. W półfinale zmierzą się - Spartak z Jekaterynburgiem oraz Ros Casares z Wisłą Can-Pack.
Przede wszystkim to właśnie w Spartaku na pozycji rzucającego obrońcy gra Diana Taurasi. Były trener tego zespołu, Laszlo Ratgeber, stwierdził kiedyś, że gdyby Diana urodziła się mężczyzną, odebrałaby Michaelowi Jordanowi miano najlepszego koszykarza w historii. Trochę przesadził, niemniej jednak Taurasi jest ikoną kobiecego basketu. Gdy wynik jest na styku, często szalę przechylają indywidualności. A powiedzmy sobie otwarcie, żaden zespół nie ma swoim składzie zawodniczki, która mogłaby się z nią mierzyć. W ataku Taurasi jest praktycznie nie do zatrzymania. Na 14 rozegranych w Eurolidze meczów w 11.przy bardzo dobrej skuteczności, także w rzutach trzypunktowych, zdobyła 20 lub więcej oczek. Jej gra to jednak nie tylko strzeleckie popisy. Co mecz dokłada w przybliżeniu pięć zbiórek i cztery asysty. Zawodniczka kompletna.
Siła Spartaka nie opiera się jednak wyłącznie na Taurasi. Ekipa z Moskwy posiada skład naszpikowany świetnymi graczami. Warto w tym miejscu wspomnieć o środkowej Sylvii Fowles. W drugiej potyczce z Fenerbahce przy 80% skuteczności z gry rzuciła Turczynkom 26 punktów, dokładając do tego aż 19 zbiórek. Tym samym została zawodniczką tygodnia. Co ważne, trenerce ‘Pokey’ Chatman udało się stworzyć ekipę grającą zespołowo i bardzo ofensywnie. Spartak zdobywał w Eurolidze średnio ponad 87 punktów na mecz. Żaden inny klub nawet się do tego wyniku nie zbliżył. Jeśli gra choćby przyzwoitą obronę, a z reguły gra o wiele lepszą niż przyzwoitą, moskiewski team jest bardzo trudny do pokonania.
Defensywa, defensywa i jeszcze raz defensywa. O ile Spartak lideruje w punktach zdobytych, drużyna z Jekaterynburga nie ma sobie równych w defensywie. Niecałe 58 straconych punktów na mecz to wynik godny podziwu. Jednocześnie zespół prezentuje skuteczny, zbilansowany atak, z czterema zawodniczkami rzucającymi po 10 lub więcej punktów na mecz i piątą dokładającą średnio dziewięć i pół. Liderką punktową jest doskonale pamiętana z występów na polskich parkietach Agnieszka Bibrzycka, bezsprzecznie jedna z najlepszych polskich koszykarek. Problemem Jekaterynburga może okazać jednak brak zawodniczki specjalizującej się w zbiórkach. Do tej pory wspólnymi siłami nadrabiano tę słabość z nawiązką, lecz taka ekipa jak Spartak, dysponująca lepszymi podkoszowymi jest w stanie to wykorzystać. W razie potrzeby UMMC może liczyć na mierzącą aż 203 cm. Marię Stepanovą jednocześnie mając nadzieję, że Spartak nie wykorzysta braków technicznych tej koszykarki.
Sercem jestem za „Bibą” i Jekaterynburgiem, jednak rozsądek podpowiada inaczej. Do Finału wejdzie Spartak.
Przeciwnik wiślaczek w walce o finał. Jednocześnie ekipa, która w fazie grupowej zmierzyła się z Jekaterynburgiem, zadając mu jedyną porażkę w rozgrywkach. Żeby tylko porażkę. We własnej hali zawodniczki Ros Casares dopingowane przez 2 800 fanów zmiotły rosyjski team z parkietu. Bo też w trakcie rozgrywek zespół Ros Casares zajmował się nie wygrywaniem, a miażdżeniem przeciwników. Zwłaszcza we własnej hali. Boleśnie odczuł to w ćwierćfinale ubiegłoroczny finalista rozgrywek - Halcon Avenida Salamanca. Przegrana różnicą 24.punktów, nawet na wyjeździe, chluby nie przynosi. Mecz z Salamancą oglądało w Walencji niemal 5000 widzów. Liderką zespołu jest 36-letnia, lecz wciąż będąca w świetnej formie, Delisha Milton Jones, notująca średnio niemal 16 punktów i 6 zbiórek na mecz. Na środku wspiera ją bardzo solidna środkowa Erika De Sousa, zaś z dystansu z ponad 55-procentową skutecznością bombarduje przeciwniczki Amaya Valdemoro. Do tego dochodzi atut własnej hali. Rok temu w półfinale wykorzystał go Halcon Avenida Salamanca, zdobywając wicemistrzostwo.
Wisły w rozgrywkach Euroligi miało w ogóle nie być. Drzwi do występów zostały otwarte „za pięć dwunasta” wraz z zapaścią finansową rosyjskiego CSKA Moskwa. Ekipa z Krakowa już w pierwszym wyjazdowym meczu zaszokowała koszykarski świat, pokonując faworyzowany Halcon Avenida. Grająca w tych rozgrywkach o niebo lepszy basket niż na ligowych podwórkach Wisła Can-Pack, poszła za ciosem. Co mecz to wygrana, wielu ekspertów przecierało oczy ze zdumienia. Siłą krakowianek jest mocny, wyrównany skład i ambitna gra do końca. Żaden inny zespół w tegorocznej Eurolidze nie wygrał tylu meczów, w których wynik wahał się do ostatnich minut. W trakcie rozgrywek wiele różnych zawodniczek brało ciężar gry na siebie i prowadziło do zwycięstwa, dlatego trudno było przed atakiem Wisły się obronić. Na pierwsze strony gazet i do witryn portali internetowych najczęściej dostawały się; znakomita środkowa Janell Burse (15.8 pkt, 10.3 zb), która niejednokrotnie popisywała się ponadprzeciętnym jak na centra zasięgiem rzutu oraz mogąca grać jako obrońca lub niska skrzydłowa Marta Fernandez (14.1 pkt, 3.9 as). „Marta była po prostu Martą” napisał po ostatnim meczu z Brnem Paul Nielsen, dzinnikarz zajmujący się Euroligą kobiet. Nie mógł już znaleźć komplementów dla gry Fernandez.
W jednym z wywiadów jeszcze przed ogłoszeniem organizatora Final Four Fernandez przyznała, że zawodniczki chciałyby grać w Walencji. Życzenie się spełniło i sęk w tym, że zapewne bardziej niż wiślaczki cieszą się z tego koszykarki Ros Casares oraz ich kibice, którzy w liczbie kilku tysięcy będą wspierać swój zespół. Skuteczna na wyjazdach w fazie grupowej Wisła zacięła się w play-off, ponosząc w Pecsu i w Brnie porażki. Do niedawna problemem Wisły była obrona, zwłaszcza przed rzutami z dalekiego półdystansu oraz dystansu. Ostatnio ten element wyraźnie się poprawił, choć i tak trudno wiślaczkom równo, dobrze bronić przez cały mecz. Jeśli w Walencji się „wyłączą”, Valdemoro jeszcze poprawi swój imponujący odsetek trafionych „trójek” i będzie po zawodach. Biję brawo wiślaczkom za ich historyczny wyczyn - osiągnęły więcej, niż ktokolwiek się po nich spodziewał.
Trzymam kciuki za finał, lecz obawiam się, że Ros Casares nie wypuści z rąk olbrzymiej szansy. Gra u siebie może okazać się czynnikiem decydującym i z ciężkim sercem typuję do awansu zespół hiszpański.
Marcin Mochal
<< Wracaj




