Czechy i Słowacja jadą na EuroBasket, Polska nie

Dodano: 11.02.2021, 10:54


Tegoroczne Mistrzostwa Europy odbędą się od 17 do 27 czerwca w Hiszpanii i Francji, gdzie podobnie jak w poprzednich turniejach zagra w nich 16 najlepszy drużyn w Europie. W tej stawce są Czeszki oraz Słowaczki, jednak po raz kolejny zabraknie Polek.




Dla drużyny Czeskiej prowadzonej przez Štefana Svitka, będzie to 14. udział w EuroBaskecie. Udało się tego dokonać po wysokich wygranych w ostatniej fazie kwalifikacji nad Rumunią oraz Danią, co dało bezpośredni awans. W całej fazie kwalifikacyjnej przytrafiła się tylko jedna porażka, a miała ona miejsce z kadrą Włoch.

Z awansu w bardzo wyrównanej grupie cieszyła także Słowacja, która... „wywaliła” z turnieju finałowego Węgry oraz Holandię. Drużyna prowadzona przez Juraja Suje i Petra Jankovica w „bańce” w Pieszczanach najpierw przegrała z Węgierkami, jednak w dalszym ciągu mogła wywalczyć awans. Aby tego dokonać potrzeba było wygranej nad Holandią różnicą minimum 10 „oczek” - ostatecznie uzbierało się ich...11!

Na 10 sekund przed końcową syreną, dwa celne rzuty wolne oddała Terézia Páleníková i było (62:50). Piłkę jednak miały rywalki, które za sprawą trafienia Laury Westerik mogły zmienić całkowicie wszystko i dać awans kadrze Węgier. Holenderka jednak chybiła i z awansu mogła cieszyć się Słowacja. W grupie H wszystkie trzy drużyny zakończyły rywalizację z bilansem 2/2 i o wszystkim zadecydowała tzw. „mała tabela”.

- To był wspaniały moment w moim życiu i ogromne przeżycie. Co prawda po raz trzeci udało mi się awansować na EuroBasket, jednak po raz pierwszy w tak dramatycznych okolicznościach. To wielki sukces dla całej koszykarskiej Słowacji, koszykówki kobiet i przede wszystkim dla wszystkich rodaków w tym bardzo trudnym czasie – powiedział Peter Jankovič.

Awansu nie wywalczyła kadra Polski, którą prowadzi doświadczony Maroš Kováčik. Polki do Rygi przeleciały z bagażem dwóch porażek i tylko cud mógł sprawić, że będą mogły liczyć się w walce o EuroBasket. Co wydawało się mało realne, stało się faktem już po pierwszym – wygranym meczu z Białorusią. Cała drużyna zagrała agresywnie w obronie i skutecznie w ataku, co całkowicie wytrąciło rywalki z gry. W rewanżowym meczu trzeba było jednak wygrać różnicą aż 28 punktów... co mając w pamięci pierwszy mecz, było realne. Niestety Białoruś od samego początku zagrała tak jak potrafi najlepiej i nie dała żadnych szans drużynie trenera Kováčika.

- Smutno kończymy te kwalifikacje, jednak z tak silnym rywalem można wygrać raz – a nie dwa razy z rzędu. Kwalifikacje czy też ten drugi mecz pokazały po raz kolejny gdzie jest problem, gdzie jest ten punkt zapalny. Nasi rywale mają dużo lepsze parametry, szczególnie pod koszem. My za to mamy zawodniczki gotowe do walki i poświęcenia się dla całej drużyny, jednak chodzi tutaj także o umiejętności indywidualne. Mam nadzieję, że w kolejnym losowaniu nie trafimy do tak silnej grupy kwalifikacyjnej – powiedział Maroš Kováčik.

To co dzieli kadry Czech i Słowacji, a Polskę – to w głównej mierze centymetry. W zespole trenera Svitka z powodzeniem pod tablicami rywalizuje grająca obecnie w lidze hiszpańskiej Julia Reisingerova czy też Kia Vaughn z Fenerbahce Stambuł. Na Słowacji jest natomiast Ivana Jakubcova, Sabina Oroszova, Alina Moravcikova czy też doświadczona Anna Jurcenkova. Niestety w kadrze Polski brakuje typowego „centra”, co widać z każdym rozgrywanym spotkaniu. Sporą nadzieje daje Kamila Borkowska, jednak przed nią jest jeszcze dużo pracy.