"Poziom polskiej ligi, niestety nijak się ma do rozgrywek euroligowych” - mówi Aldona Morawiec

Dodano: 19.01.2021, 12:16


Pandemia COVID-19 zmieniła nie tylko euroligowy terminarz, lecz także formułę rozgrywek. VBW Arka Gdynia trafiła do ciężkiej grupy z zespołami z Pragi, Lyonu oraz Stambułu i zanotowała komplet porażek. Jak będzie w rundzie rewanżowej?



Bilans (14/0) w Energa Basket Lidze Kobiet i dobra gra, nie przeniosła się póki co na rozgrywki euroligowe. Tam niestety po pierwszej rundzie bilans wynosi (0/3), co znacznie oddala szanse na awans. Zespół z Pomorza przegrał kolejno (57:89) z ASVEL Lyon, (70:80) z Fenerbahce Stambuł oraz (76:85) z ZVVZ USK Praha. Szczególnie w tym pierwszym meczu widać było ogromną różnicę poziomów, jaka dzieli oba zespoły. Lepiej było w starciu z gospodyniami, jednak tam bardzo słabo grało Fenerbahce. Popełniane błędy oraz niska skuteczność, mogły dać nieoczekiwaną porażkę. Wtedy jednak “wynik” na siebie wzięła Satou Sabally i zapewniła swojej drużynie zwycięstwo. Walka nawiązana była także w meczu z mistrzem Czech, tam jednak o wszystkim zadecydowały dwie liderki - Brionna Jones oraz nieobecna w rundzie rewanżowej z powodu kontuzji Alyssa Thomas.

- Poziom polskiej EBLK niestety nijak się ma do rozgrywek euroligowych i zupełnie nie byłyśmy tego świadome. Na pierwsza rundę jechałyśmy w dobrych nastrojach, zmotywowane, a okazało się, że nasze tempo gry i fizyczność nieco odstaje od poziomu rozgrywek europejskich. Nie oznacza to jednak, że nie potrafimy szybciej i bardziej twardo grać. Po prostu polska liga nas lekko uśpiła i nie dała wyzwań - mówi Aldona Morawiec.

- Odkąd poznałyśmy swoje przeciwniczki w Eurolidze wiedziałyśmy, że awans z naszej grupy będzie dużym wyczynem. Mając w pamięci pierwsze spotkania myślę, że jesteśmy lepiej przygotowane do twardszej gry – dodaje. “Twarda gra” o jakiej wspomina była reprezentantka Polski, będzie kluczem do nawiązania walki w każdym z trzech spotkań. 



Ważne będzie także, jak cały zespół będzie funkcjonował na obwodzie. W Energa Basket Lidze Kobiet, drużyna w każdym meczu “daje pokaz” celnych rzutów zza linii 6,75. Tego także potrzeba w Eurolidze, gdzie póki co jest słabo (7/34 z ASVEL, 5/21 z Fenerbahce, 9/19 z USK). - W polskiej lidze nasza skuteczność za trzy jest nieco lepsza, dodatkowo kreujemy otwarte pozycje znacznie częściej. Euroliga to walka o każdy centymetr parkietu, a rzuty oddawane są często pod presją obrońcy. Liczę jednak, że w kolejnych spotkaniach zaprezentujemy świetną formę rzutową.

Kolejna “bańka” to kolejne testy i obostrzenia, które mają na celu wyeliminowanie przypadkowych zakażeń podczas zamkniętych turniejów. Taka forma Euroligi w tym sezonie ma jednak swoje plusy, a chodzi tutaj o mniejszą ilość dalekich podróży oraz “wchodzenie” w mecz z przysłowiowego “marszu”.

- Myślę, że nie ma co narzekać na warunki. Ostatnim razem spędziłyśmy tydzień w luksusowym hotelu ze świetnym jedzeniem i praniem przynoszonym do pokoju. Dla sportowca to raczej szczyt wygody. W zeszłym sezonie obserwowałam, jak dziewczyny radziły sobie z dwoma meczami tygodniowo, dalekimi wyjazdami i przyznam, że wyglądały na wycieńczone. Niedosypianie, przesiadywanie na lotnisku, poranne loty, setki godzin w busie - to na pewno nie ułatwia i tak trudnej regeneracji przy dwóch meczach tygodniowo. Minusem można jednak nazwać trzy mecze na najwyższym poziomie w ciągu zaledwie czterech dni. Dla organizmu jest to niesamowity wysiłek - opowiada dalej Morawiec.

Zespół z Pomorza powrotu z poprzedniej “bańki” w Stambule nie zaliczył do udanych, gdyż przyplątały się zakażenia koronawirusem. Wszystko to zablokowało możliwość treningów oraz rozgrywania ligowych spotkań. Pierwsze spotkanie na rozgrzewkę rozegrane zostało dopiero po około trzech tygodniach z GTK Gdynią. Powrót jednak do pełnej dyspozycji trwał dodatkowe kilkanaście dni, a celem było ustabilizowanie formy właśnie przed rewanżowymi spotkaniami w grupie B.

- Koronawirus w przypadku sportowców niesie niestety ze sobą przykre konsekwencje utraty formy, a także dużego osłabienia organizmu. Dziewczyny do teraz odczuwają jego skutki, a przecież na Euroligę jechały po koniec listopada w świetnej formie - kończy skrzydłowa drużyny z Gdyni.
siem