"Wina leży po stronie sponsorów i stąd wynika problem finansowy klubu i zaległości w stosunku do zawodniczek"

Dodano: 05.05.2020, 14:31


Katarzyna Trzeciak mogła już dawno zakończyć koszykarską przygodę, lecz najpierw „uratował” ją Teodor Mollov – a obecnie robi to Stefan Svitek. Zakończony sezon to gra w najbardziej utytułowanej drużynie w Polsce z Krakowa oraz ponowna walka o wynagrodzenie.



KoszykowkaKobiet.pl: Twój szósty sezon na parkietach ekstraklasy to gra w najbardziej utytułowanej drużynie z Krakowa i 25 - krotnym Mistrzem Polski oraz wielokrotnym uczestnikiem Euroligi. Mimo znacznie słabszych obecnie wyników, gra w tak WIELKIM klubie to jednak było duże wyzwanie?

Katarzyna Trzeciak: Gra w tak utytułowanym klubie to wielka sprawa i mimo znaczącego obniżenia budżetu, co wiązało się z zaprzestaniem grania na europejskich parkietach gra była sporym wyzwaniem. Kibice Wisły są przyzwyczajeni do sukcesów drużyny i na pewno ciężko się przestawić i pogodzić, że ukochana drużyna nie jest już na szczycie, a walczy o przetrwanie. Dlatego nie tylko dla siebie ale również dla kibiców, chciałyśmy grać jak najlepiej i wygrywać mecze. Przez sytuację w kraju niestety nie było okazji, zakończyć z nimi tego sezonu. Chcę im podziękować w imieniu całej drużyny, bo byli dla Nas wielkim wsparciem na meczach.

Droga do Krakowa prowadziła od rodzinnego Lublina, przez Ostrów Wlkp., Siedlce i w ostatnim roku Toruń – trochę grania było i wydaje się, że przełomem w Twojej karierze były Siedlce i gra pod wodzą Teodora Mollova?

Zdecydowanie tak. Chciałam się rozwijać i mieć szansę grania oraz uczenia się nie tylko podczas treningu, ale przede wszystkim podczas meczów. Dlatego podjęłam decyzję o opuszczeniu rodzinnego Lublina i spróbowania sił w Siedlcach. Trener Mollov mi to umożliwił - dostałam minuty, które były dla mnie najważniejsze i z sezonu na sezon coraz bardziej je wykorzystywałam. Była to bardzo dobra decyzja, potrzebowałam zmiany i uwierzenia we własne możliwości. Myślę, że gdybym nie podjęła wtedy takiej decyzji to już bym nie grała w koszykówkę.



Wtedy również pokazałaś się z dość dobrej strony w Reprezentacji Polski, która była odmładzana i byłaś jednym z filarów tej odbudowy.

To prawda, trafiłam na dobry moment w swojej karierze i dobre miejsce. Lecz jak się czesto mówi "Nie wystarczy znaleźć się w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu, trzeba jeszcze umieć i być gotowym wykorzystać sytuację". Ja to po prostu zrobiłam, byłam zdeterminowana, nastawiona na walkę, a przede wszystkim ograna. To wszystko dawało mi większą pewność siebie na boisku.

Od tamtego czasu sytuacja Polek w lidze uległa poprawie Twoim zdaniem?

Ciężko na to odpowiedzieć. Są kluby, które opierają grę w znacznym stopniu na zawodniczkach przyjezdnych ale są i takie, które grają polskimi zawodniczkami w większym wymiarze czasowym. Niektóre z nich stawiają na młodzież, a zatrudnione zawodniczki zagraniczne mają im pomóc w rozwinięciu się - to jest super. Również część klubów zapewne z racji mniejszego budżetu nie może pozwolić sobie na zatrudnienie większej ilości zagranicznych koszykarek, wtedy pojawia się szansa dla Nas - Polek. W większości to od Nas zależy jaki klub wybierzemy i czy dana rola nam odpowiada. Osobiście uważam, że przepis "Open" nam nie pomógł, ale nie ma złotego środka i to nie jest sport dla słabych. Każdy musi walczyć i ważne, żeby ta walka dla wszystkich była równa.

Przedwcześnie zakończony sezon 2019/2020 to ponowne spotkanie ze Stefanem Svitkiem, pomogło to w „wejściu” w drużynę?

Myślę, że wejście w drużynę to nie jest dla mnie żaden problem. Jestem osobą kontaktową, otwartą i pozytywnie nastawioną do życia, więc nie mam problemów z zawieraniem znajomości. Nie uprzedzam się do ludzi, których poznaję pierwszy raz. Może z racji tego, że sama nie wyglądam na boisku na miłą i uprzejmą jak to naprawdę jest w życiu codziennym (śmiech).

Z Magdą Ziętarą znamy się od lat kadr młodzieżowych, a nawet czasów turniejów Pivot Piastów (czyli pewnie już z 15 lat), Anię Jakubiuk poznałam kilka lat temu na zgrupowaniach, podobnie było z Justyną. Wiedziałam także, że będą w nowej drużynie znajome twarze. Gdy jednak podpisywałam kontrakt w Wiśle, trener Svitek nie był jeszcze zakontraktowany. Wiedziałam natomiast, że jest w kręgu zainteresowań klubu przed podpisaniem kontraktu. Rozmawiałam również z innymi kandydatami na to stanowisko, każdy z nich przedstawił mi moją rolę w drużynie i ta rola mi bardzo odpowiadała. W związku z tym nie miałam żadnych wątpliwości z podjęciem decyzji i związaniem się kontraktem z zespołem z Krakowa. Oczywiście cieszyłam się na współpracę z trenerem Svitkiem, ponieważ sezon w Toruniu był bardzo dobry w moim wykonaniu. Dostałam o wiele więcej grania, niż się tego spodziewałam na samym początku. Trener dał mi szansę rozwoju, obdarzył zaufaniem, podobał mi się styl jego pracy, wizja zespołu i dobrze nam się współpracowało.



Wisła nie miała gwiazd, jednak miała liderki w postaci Chloe Wells i Krystal Vaughn.

Zespół został stworzony na miarę możliwości finansowych. Faktycznie, gwiazd nie było, ale jak to w każdej drużynie zawsze klarują się liderki zespołu. Po to są także kontraktowane zagraniczne zawodniczki. Chloe Wells dość dobrze wywiązywała się ze swojej roli, a jeżeli chodzi o Krystal Vaughn to była bardzo fizycznym i silnym graczem. Potrzebowaliśmy jej i to tylko ona wie jaki był prawdziwy powód jej odejścia.

Niestety ta druga wykruszyła się po kilku spotkaniach i trzeba było na szybko łatać dziurę pod koszem, to było dość trudne i potrzebna była szybka reorganizacja?

Nasza sytuacja była trudna po odejściu Krystal, na palcach jednej ręki można policzyć treningi w których miałyśmy możliwość grania 5x5. Przez znaczną większość sezonu była nas dziewiątka, a bywały także treningi gdy przez drobne urazy bywało jeszcze mniej. Z racji tego przeorganizowaliśmy grę i zmuszeni byliśmy do grania przez większość spotkań, czteroma obwodowymi zawodniczkami i jedną podkoszową.

Doszła doświadczona Justyna Żurowska-Cegielska, to pomagało na treningach i w meczach?

Oczywiście, że tak. Mieliśmy dziurę na pozycji numer 4, a to jest pozycja Justyny. W tym momencie odzyskaliśmy pewien schemat i złapaliśmy nową jakość, z kolei Gabija (Meskonyte – przyp. red.) mogła wrócić na swoją nominalną pozycję na skrzydle na której było widać, że się znacznie pewniej czuje.

Trener Svitek tak poukładał drużynę, że z dobrej strony pokazała się właśnie 21-letnia Litwinka Gabija Meskonyte czy też niewiele starsza Estonka Kadri-Ann Lass – dobrze się współpracowało na parkiecie z nimi?

Zgadza się, trener wykonał tutaj niesamowitą pracę, mimo małego budżetu poukładał tak zespół, że sprawiłyśmy niejedną niespodziankę i byłyśmy trochę nieprzewidywalne dla przeciwnika. Liderką była Wells, lecz mecze wygrywałyśmy jak dobrze grało kilka zawodniczek. Gabija i Kadri to młode zawodniczki, które pierwszy raz wyjechały ze swoich krajów i trafiły do mocnej ligi oraz drużyny w której musiały brać ciężar gry na swoje barki. Uważam, że mogą być zadowolone z tego sezonu. Mi osobiście świetnie się z nimi współpracowało na boisku jak i poza nim.

A jak wygląda sprawa wypłacalności w Wiśle? Krąży dużo informacji o zaległościach w Wiśle…

Niestety muszę to potwierdzić, z tym, że w Wiśle sytuacja wygląda nieco inaczej. Wina leży po stronie sponsorów, którzy nie wywiązali się z umów sponsorskich z klubem i stąd wynika problem finansowy klubu i zaległości w stosunku do zawodniczek. Nie ma co upatrywać tutaj wpływu epidemii, bo ta pojawiła się dopiero praktycznie pod koniec sezonu, więc może być jedynie "znalezieniem powodu". Mam nadzieję, że sytuacja się wyjaśni i sponsorzy wywiążą się z umów, a my otrzymamy swoje wynagrodzenia. Takim zachowaniem nie pomagają tak utytułowanemu wielkiemu klubowi jakim jest Wisła Kraków stanąć na nogi, a wręcz przeciwnie. Niestety.

A teraz trudniejsze pytanie – co dalej z przyszłością? Obecna sytuacja nie napawa optymizmem?

Bardzo chciałabym znać odpowiedź na to pytanie. Sytuacja niektórych klubów jest dramatyczna. Wierzę, a raczej chcę wierzyć, że sytuacja się unormuje i przyszły sezon będzie wyglądał jak każdy poprzedni. Do pewnych rzeczy człowiek może się przyzwyczaić, ale nie wyobrażam sobie grania przy pustych trybunach.

siem