"Możemy nawet podwoić tegoroczny budżet" - mówi Łukasz Czuku

Dodano: 25.03.2020, 20:33


Tak dobrego sezonu łódzki Widzew nie miał dawno, co być może dość dobrze wróży na przyszłość. Uporano się także z większością problemów, a co za tym idzie można jeszcze bardziej skupić się na sprawach boiskowych. Co czeka drużynę w nowym sezonie? – miejmy nadzieję, iż jeszcze większy Boom na kosza!



KoszykowkaKobiet.pl: Sezon przedwcześnie zakończony na 9. miejscu – trochę szkoda?

Łukasz Czuku (wiceprezes zarządu MUKS Widzew Łódź):
Pewnie, że szkoda - po to startuje się w rozgrywkach by to sportowa rywalizacja zadecydowała o końcowej kolejności. Szkoda, gdyż sport przegrał z wirusem, ale z drugiej strony dobrze, że rozgrywki zostały zakończone. Tutaj rozsądek wygrał z nieodpowiedzialnością. Nie wyobrażam sobie gry w obecnych warunkach panujących w Polsce - chyba każda zawodniczka miała w głowie myśli związane ze zdrowiem i  bezpiecznym powrotem do domu, co mogłoby rzutować na boiskową dyspozycję. Mieliśmy szansę awansować do czołowej ósemki i tego, że się nie udało, można żałować - zespół całkowicie na to zasłużył. Ale z drugiej strony po pierwszej rundzie 9. miejsce bralibyśmy w ciemno.

Pierwsza część sezonu była dość słaba, dużo zmieniło się po Nowy Roku – gdzie ogromną niespodzianką była wygrana we Wrocławiu?

Mimo osiąganych wyników nie uważam, że runda była słaba w naszym wykonaniu. Brakowało nam dłuższej ławki by dowieźć do końca korzystny wynik, który utrzymywaliśmy przez trzy kwarty. Długo nie decydowaliśmy się na zagraniczne wzmocnienia ze względu na wiszącą nad nami groźbę nie przyznania dotacji z Urzędu Miasta Łodzi od stycznia 2020. O tym, że miasto rozważa zaprzestanie dotowania sportu dowiedzieliśmy się w lipcu - już po zakontraktowaniu zawodniczek i zgłoszeniu do EBLK. Z budżetu potencjalnie wypadła nam spore kwota, dlatego czas do grudnia był dla nas istną drogą przez piekło. Mimo tego, że zespół czasem nie miał dziesiątki do treningu, zawodniczki trzymały się świetnie i właściwie tylko w Lublinie nie podjęliśmy walki (doszły tutaj także kłopoty zdrowotne). Gdy tylko pojawiła się szansa na transfery - dokonaliśmy ich by pomóc drużynie. Postanowiliśmy sobie w grudniu, że oczyszczamy głowy przez święta i wracamy do gry zresetowani. I tak było - stąd zwycięstwo we Wrocławiu.

Kolejne dwa mecze, to również wygrane i Widzew z pozycji walki o utrzymanie powoli patrzył na fazę play-off? 

Tak było i wydaje mi się, że zbudowaliśmy mocną ekipę, trener Wojciech Szawarski umiejętnie dobrał charakterologicznie zawodniczki. Jedyne czego nam było trzeba, to sukcesu. Zwycięstwo nad Ślęzą dodało nam wiary i pewności siebie, a kolejne wygrane tylko nas umacniały. Zaczęliśmy się napędzać i rozkręcać z każdym następnym meczem. Dlatego szkoda, że nie dowiemy się jakby się to skończyło. Ten zespół zasłużył na grę w play-offach!

Jeszcze lepiej było po wygranym meczu z bezpośrednim rywalem do 8. miejsca z Gdańska, były też przy tym większe nerwy?

Myślę, że koszykarki uwierzyły w swoje umiejętności, uwierzyły w koleżanki z zespołu. Ta maszyna zaczęła coraz lepiej funkcjonować, a poza tym bardzo chcieliśmy awansować do ósemki. Dlatego też nie z nerwami, a dużą determinacją podeszliśmy do spotkania z Politechniką Gdańską. Zwycięstwo nie było nawet na moment zagrożone, co tylko potwierdza moje słowa.

Wygrane były możliwe dzięki sprowadzonym w trakcie sezonu Taylor Emery oraz Jazmine Davis, a także Katarinie Vucković i Ewelinie Gali, która po dłuższej przerwie ponownie może być przydatna?

Wygrane były możliwe dzięki świetnej zespołowej grze całości teamu. Nie mamy gwiazd i Taylor Emery nie byłaby tak skuteczna, gdyby nie asysty Julii Drop, Jazmine Davis nie rozpoczęłaby swoich indywidualnych akcji, gdyby nie waleczność w obronie Klaudii Gertchen, Katarina Vucković nie mogłaby powalczyć pod koszem, gdyby nie wsparcie Moniki Jasnowskiej czy Eweliny Gali. Chciałbym docenić trud całego zespołu, bo nie mieliśmy gwiazd. Oceniam za to, że stworzyliśmy najmocniejszy polski skład i to była nasza przewaga w sezonie 2019/20.

„Boom na kosza” w Łodzi trwa nadal? Doszedł Totalizator Sportowy, jak i mniejsi sponsorzy. Są też kibice.

W Łodzi stworzył się fajny klimat na koszykówkę żeńską. Kibice Widzewa docenili walkę i nieustępliwość koszykarek. Wraz z naszym zwycięstwem ze Ślęzą, hala wypełniała się kibicami z każdym meczem coraz bardziej. My nakręcaliśmy kibiców, kibice nakręcali nas. Dodatkowo coraz lepiej współpracuje nam się z sekcją piłki nożnej - znalazłem wspólny język z nową panią prezes Martyną Pajączek, która doskonale wie, w jaki sposób powinny współdziałać ze sobą sekcje jednego klubu. Boom na kosza pochłania coraz to większe rzesze ludzi, a w tym sezonie udaje nam się przekonywać do hasła "kosz = emocje". Tak właśnie wyglądał cały nasz sezon, a duża w tym zasługa blogera Pana Jakuba - autora tych akcji promujących koszykarki Widzewa. Pokazywał koszykówkę z jak najlepszej strony.

Jeśli chodzi o sponsorów, to praca z nimi wygląda coraz lepiej. Z klubem związało się kilka nowych firm, które są zaangażowane w tworzenie Widzewkosza. Rzeczywiście jesteśmy dumni ze współpracy z Totalizatorem Sportowym - jedną z głównych marek, które są z nami w tym sezonie. Mam gorącą nadzieję na przedłużenie tej współpracy po sukcesach z ostatnich dwóch sezonów.



Z Miastem Łódź udało się dogadać?

W Łodzi mieliśmy sporo zmian na samej górze, a po wspomnianych kłopotach nie ma już śladu. Wiceprezydentem Łodzi ds. sportu została Joanna Skrzydlewska, która doskonale zna problemy klubów, dlatego szybko udało nam się pokazać nasze problemy i spotkaliśmy się ze zrozumieniem nowego szefa sportu. Poprawiły się też nasze relacje z MOSiR Łódź. Wszystko zaczyna powoli się normować, ale nadal nie wiemy czy w drugim półroczu 2020 roku miasto będzie dotować sport. Dowiemy się o tym na przełomie marca i kwietnia i to będzie dla nas bardzo ważna informacja. Nie ma co ukrywać, że bez wsparcia samorządów mało który klub żeńskiej koszykówki stać na występy w EBLK.

A jak wygląda sprawa z halą? W dalszym ciągu będzie to obiekt przy Parkowej, czy w grę będzie wchodzić inna hala np. nowoczesna Łódź Sport Arena?

Mamy pewien pomysł by przystosować obecny obiekt do naszych potrzeb. Władze miasta wystąpiły o dofinansowanie zakupu koszy i zegara do hali przy Małachowskiego. My chcemy przedstawić nasz plan brandingu obiektu by bardziej kojarzył się kibicom z Widzewem, był bardziej schludny, a przez to atrakcyjniejszy dla sponsorów. Gra w Sport Arenie raczej nie wchodzi w grę ze względu na tereny, na której znajduje się hala - mocno kojarzone z naszym lokalnym rywalem. W tym roku rozważaliśmy rozegranie meczu ligowego w Atlas Arenie - z okazji 110-lecia klubu i 55-lecia sekcji koszykówki. Niestety, plany pobicia rekordu frekwencji na żeńskim meczu basketu w Polsce musimy odłożyć na później.

Wiele klubów nie jest pewne tego co będzie w przyszłym sezonie, a jak wygląda to w Widzewie?

Sytuacja z koronawirusem nie sprzyja jakimkolwiek rozmowom ze sponsorami. Same firmy nie wiedzą na czym stoją i jaka czeka je przyszłość. My oprócz niewiadomej z miejskimi dotacjami, mamy jeszcze znak zapytania związany z kończącą się dwuletnią umową z LOTTO. Prowadzimy natomiast rozmowy dotyczące sponsora tytularnego z jedną dużą firmą i jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, możemy nawet podwoić tegoroczny budżet. Nie chcę myśleć o pesymistycznej wersji, jednak w obliczu szalejącej pandemii, żadnego rozwiązania nie można wykluczyć.

kub