"Z wielką chęcią bym popracował z tym zespołem w następnym sezonie" - mówi Dariusz Maciejewski

Dodano: 21.03.2020, 14:50


Przedwczesne zakończenie sezonu nie dało jasnej odpowiedzi na co stać w tym sezonie ubiegłorocznego wicemistrza z Gorzowa Wlkp. Drużyna z Kahleah Copper, Chridene Green, Laurą Juskaite czy też Jasmine Thomas mogła stworzyć niesamowitą serię finałową z Arką Gdynia…, a tak być może trzeba będzie na to poczekać kolejny rok.


KoszykowkaKobiet.pl: Przedwcześnie zakończony sezon Energa Basket Ligi Kobiet i wyłonienie Mistrza Polski to dobra decyzja Polskiego Związku Koszykówki?

Dariusz Maciejewski (trener PSI Enea Gorzów Wlkp.): Była to jedyna słuszna decyzja w tej wyjątkowej sytuacji, dodatkowo podjęta szybko i jednoznacznie. Dająca czas na działania logistyczne, które pozwoliły na spokojne powroty zawodniczek zagranicznych do swoich bliskich. Było to także w momencie kiedy granice były jeszcze pootwierane a większość lotów odbyła się o czasie. Ja odetchnąłem z ulgą, dopiero kiedy wszystkie zawodniczki napisały mi, że są już bezpieczne w swoich domach. Zakończenie sezonu odbyło się jednak tak szybko, że jeszcze do mnie nie dotarło, że to już koniec ligi i niestety tej drużyny. Z wielką chęcią bym popracował z tym zespołem w następnym sezonie. Tym bardziej, że nie dokończyliśmy swojej roboty. To był super dobrany pod względem osobowościowym i umiejętności koszykarskich zespół. Praca z tymi dziewczynami była dla mnie wielką przyjemnością.

Czy sportowo jest Pan zadowolony z brązowego medalu?

Pod względem sportowym został spory niedosyt, gdyż w budowę zespołu włożyliśmy bardzo dużo czasu, energii i pieniędzy. Zespół zbudowaliśmy na walkę o najwyższe laury, a wszystkie zawodniczki były starannie dobrane pod względem charakteru i umiejętności. Po dojściu Jasmine Thomas czuliśmy swoją siłę, która rosła z każdym treningiem i meczem. Szanując wszystkich jednocześnie nie baliśmy się nikogo. Zespół z Gdyni był mocny, ale czuło się, że to nie jest taki „dream team” jak zeszłoroczne CCC. Uważam, że można byłoby z nimi skutecznie powalczyć, ale żeby była jasność - Arka Gdynia zasłużyła na to złoto.

Drużyna grała równo przez całą rundę zasadniczą i nie przegrała meczu, więc w tych okolicznościach złoto im się należało jak nikomu innemu. Serdecznie im gratuluję tego - zawodniczkom, trenerom i działaczom, gdyż wykonali fantastyczną robotę. Gratuluję również drużynie z Bydgoszczy, która zajęła 2. miejsce. Był to również zespół, który grał bardzo fajną dla oka i poukładaną taktycznie koszykówkę, gdzie grały zawodniczki wybitne. Uważam, że liga ponownie była silna, a sześć - siedem drużyn prezentowało naprawdę wysoki poziom. Marzy mi się żeby poziom sportowy ligi w przyszłym sezonie był choć trochę zbliżony.  

W tym sezonie zdecydowaną liderką drużyny była Kahleah Copper, która rzucała średnio ponad 24 punkty – miała być liderką i była?

Kontraktując ją do zespołu wiedzieliśmy czego od niej oczekiwać. Znaliśmy ją z polskiej ligi, ale też śledziliśmy jej grę w WNBA. Jedyną niewiadomą było jaką jest osobą. Po rozmowie z nią, jej trenerem i agentem podczas pobytu w USA wiedziałem, że jest to osoba, którą chcę mieć w zespole i nie tylko jako punktowego lidera. Kiedy myślę o KC (Kahleah Copper – przyp. red.) to widzę jej uśmiechniętą twarz i niesamowite akcje 1 na 1. Jak była w pełni zdrowa to była nie do zatrzymania, to taki Jordan w spódnicy. Super, że mogłem z nią pracować!

Młode zawodniczki miały to szczęście, że grając przeciwko niej na treningach mogły się rozwijać. To stąd wziął się duży postęp Wiktorii Keller, gdyż ona nigdy jej nie odpuszczała i w każdej akcji chciała jej dorównać. Bardzo mi się to podobało i stąd coraz większa ilość minut jej gry w lidze.

Fajne jest też to, że jako zespół nie byliśmy "Coppero-zalężni". Potrafiliśmy wygrywać również bez niej lub bez jej gry na 100%, w momencie kiedy borykała się z urazami. Siłą tego zespołu było to, że były w nim również inne charakterne zawodniczki o dużych umiejętnościach koszykarskich. Ale czuliśmy też, że jak chcemy walczyć o najwyższe cele ona jest nam niezbędna. Dlatego tak bardzo dbaliśmy o jej zdrowie w końcówce rundy zasadniczej.


Kahleah Copper liderka zespołu z Gorzowa Wlkp. i taki "Jordan w spódnicy" jak mówi trener Maciejewski

Grę Laury Juskaite oraz Chridene Green także można również zaliczyć na plus?

Laura to osoba z którą bym chciał pracować przez wiele lat. Niesamowicie sprawna fizycznie i przesympatyczna dziewczyna o wielkich koordynacyjnych możliwościach. Dodatkowo bardzo szybko ucząca się nowych elementów. Na meczach, a szczególnie na treningach wprawiała nas wszystkich w osłupienie, kiedy zagrała jakąś niewyobrażalną jak na kobietę akcję. Ona bawi się koszykówką i nawet dostała ode mnie ksywkę "Cirkus" bo niektóre z jej akcji nadawały się prosto do koszykarskiego cyrku, czyli Harlem Globetrotters. Żeby być kompletną zawodniczką musi jednak intensywnie pracować nad obroną indywidualną, gdyż to jest jej słabością. Ale po tym sezonie i moich okrzykach "Laura defense" myślę, że już o tym nie zapomni...

Chery to również zawodniczka, która wniosła bardzo dużo pozytywów do naszego zespołu. Niesamowicie silna fizycznie o wielkich umiejętności sytuacyjnych, jak i gry pod koszem. Rzuty prawą, lewą ręka, przodem, tyłem, bokiem do kosza to jej największy atut. Również duże inklinacje do zbiórki piłki z atakowanej tablicy. Między innymi dzięki niej byliśmy niesamowicie groźni w zbiórkach w ataku. Ma wielkie szansę na grę w WNBA, zwłaszcza, że dostaliśmy wiele próśb o jej wybrane mecze z tego sezonu z różnych klubów tej ligi. Życzę jej żeby spełniło się to jej marzenie.

Ale nie tylko one były na plus w tym sezonie. Każda z zawodniczek wniosła dużo pozytywów w nasz zespół. Po raz kolejny Kasia (Dźwigalska – przyp. red.) sprawdziła się jako super kapitan, trzymając ten zespół w ryzach i w pełnej gotowości do walki. Annamaria (Prezelj – przyp. red.) zrobiła kolejny duży postęp i krok naprzód w wielki basket, a jest to niesamowicie ambitna i charakterna dziewczyna. Taki prawdziwie bałkański wojownik.

Agnieszka Kaczmarczyk po zeszłorocznej kontuzji, która skończyła się operacją potrzebowała czasu żeby dojść do pełni formy. I muszę tutaj przyznać, że w ostatnich tygodniach szła ona w górę. Dzięki temu też wywalczyła sobie miejsce w wyjściowej piątce w ostatnich meczach. U Zosi (Zhosselina Maiga – przyp. red.) było widać, że ostatnich kilka sezonów przesiedziała na ławce. Stąd mimo wielkiej siły fizycznej i naprawdę dużych koszykarskich umiejętnościach nie do końca potrafiła to wszystko zaprezentować w grze. Ale wszystko przed nią, gdyż to młoda dziewczyna, która musi dokonywać mądrych wyborów, żeby dużo grać.

Słowa pochwały dla naszej utalentowanej młodzieży. Dzięki nim mieliśmy zawsze mocne i dobre treningi. Kilka z nich w nagrodę zadebiutowało w ekstraklasie a Wiki (Keller – przyp. red.) i Karola (Karolina Matkowska – przyp. red.) to już zawodniczki, które mocno walczyły o swoje minuty gry.

Na początku stycznia pożegnana została Chloe Jackson, która nie miała tej „mocy” co sprowadzona w jej miejsce doskonale znana Jasmine Thomas?

U Chloe potwierdziło się to czego się najbardziej obawiałem. Czy jako pierwszoroczniak w zawodowej koszykówce, poradzi sobie jako osoba prowadzącą grę w zespole grającym o medale? I niestety mając naprawdę duże umiejętności techniczno - taktycznie nie potrafiła tego należycie "sprzedać" na boisku. Stąd wymiana jej na bardziej doświadczoną i znającą realia ligi Thomas. Wiedząc, że Jasmine miała kilka miesięcy przerwy od gry po zakończeniu WNBA i wierząc w jej doświadczenie i umiejętności koszykarskie, dostała ona ode mnie czas na spokojne zapoznanie się z zawodniczkami z zespołu, ze mną i stylem gry, który preferujemy. Nie było nerwów tylko spokojna konstruktywna praca nad jej optymalną formą sportową na etap play off, który właśnie dziś by się rozpoczął. Wierzę, że poprowadziłaby nas do wielkich rzeczy, lecz niestety tego się już nie dowiemy. A prywatnie zarówno Chloe jak i Jazz to super osoby, przy czym ta druga to wyjątkowa profesjonalistka.


Jasmine Thomas szykowana była na decydującą walkę o medale EBLK

Ostatnie ligowe spotkania rozegrane zostały przy pustych trybunach, trochę dziwne i nowe doświadczenie?

Bardzo dziwne. Szczególnie w Gorzowie Wlkp. gdzie hala jest zawsze w pełni wypełniona kibicami i bardzo głośna. A tu przez cały mecz była kompletna cisza. U nas nawet na sparingach na trybunach zasiadało po 200-300 kibiców. Powiem krótko, mecze bez kibiców kompletnie nie mają sensu i wierzę, że to już nas nigdy nie spotka w przyszłości. Dlatego tak ważny jest powrót do normalności.  

W lutym został Pan najlepszym trenerem w 2019 roku w województwie lubuskim – nagroda całkowicie zasłużona!

Fajne w tym wszystkim jest to, że to już moja czwarta taka nagroda w karierze. A pierwszą otrzymałem w 1998 roku i widać, że to nie przypadek. To daje poczucie, że to co robię ma sens. To nagroda za ciężką pracę, wytrwałość i profesjonalne podejście do zawodu. Ale dla mnie najcenniejsze jest to, że koszykówka cały czas mnie cieszy, że to cały czas jest moją wielką pasją i to zarówna to dorosła jak i dziecięca. Uwielbiam patrzeć na nasze najmłodsze zawodniczki, które z wielką radością poświęcają się swojej ulubionej dyscyplinie sportu, które z taką chęcią przychodzą na seniorskie mecze. A do tego wszystkiego, wygranie w województwie Lubuskim z żużlem też ma swoją wartość. Tym razem wygraliśmy podwójnie bo drużyną roku został nasz zespół.

Niedokończony sezon to także „ból” przede wszystkim klubowego portfela, jest bardzo źle czy ponownie będziemy mogli od września widzieć silny gorzowski AZS?

Sport w tej kryzysowej sytuacji zszedł na plan dalszy. On zawsze jest fajnym dodatkiem do rzeczy dużo ważniejszych, a priorytety wraz z wkroczeniem do naszego kraju tego bardzo groźnego dla ludzkiego życia wirusa mocno się zmieniły. Na pewno odczujemy to w każdej dziedzinie, w sporcie również. Sytuacja jest o tyle trudna bo niespodziewana. Wszystko potoczyło się tak szybko, że nikt nie był przygotowany na taki scenariusz jakie przygotowało nam życie. Dziś trudno cokolwiek wyrokować co do przyszłości sportu jako takiego, a tym bardziej kobiecej koszykówki w naszym kraju.

Nikt nie wie kiedy skończy się problem i kiedy nastąpi poprawa w gospodarce. A od tych czynników jesteśmy bardzo zależni. Musimy być przygotowani na różne scenariusze. Optymistyczny, czyli powoli się odbudowujemy i myślimy o mocnym zespole znów grającym o wysokie cele, ale zbudowanym za mniejsze pieniądze. I ten gdzie połączymy dwa nasze zespoły I ligi i zagramy naszą młodzieżą wzmocnioną 3 - 4 doświadczonymi zawodniczkami. Oba są dla mnie do przyjęcia. W obu projektach zaangażuje się na 100% i najważniejsze, że mamy plan, ale życie napisze do niego i tak swój scenariusz. Nikt z nas natomiast nie dopuszcza myśli żeby koszykówka zniknęła w naszym mieście. To już ponad 60 lat tradycji i prawdziwe sportowe przedsiębiorstwo.

Wiadomo już coś o tym kto zostaje? Priorytetem będzie zatrzymanie Copper?

Może to zabrzmi dziwnie, ale pierwszy raz cieszę się, że po skończeniu sezonu pokończyły nam się wszystkie zawodowe kontrakty. Budując w tym roku zespół grający o wysokie cele w większości były one wysokie. Tak więc chociaż tym nie musimy się dziś martwić. Na dzień dzisiejszy nikt z nas nie myśli o podpisywaniu nowych, ponieważ jest zbyt dużo niewiadomych.

Jak mocno koronawirus odbije się na sporcie? Jaka będzie liga? Kiedy wystartuje? Które kluby przetrwają? Za jakie pieniądze podpisywać kontrakty? Na dziś mamy pozamykane granice i walczymy z czymś co codziennie udowadnia, że jest bardzo groźne. W Gorzowie Wlkp. zawsze podpisywaliśmy umowy z zawodniczkami w oparciu o realny budżet. A i tak dzisiejsza sytuacja kompletnie od nas niezależna, mocno skomplikowała nam życie i mamy problem, żeby dopiąć budżet zakończonego sezonu. Więc musimy być cierpliwi i czekać na rozwój sytuacji. Musimy wierzyć, że wszystko w miarę szybko wróci do normalności.

Cierpliwości i przede wszystkim zdrowia nam wszystkim życzę. Postarajmy się bo tak dużo teraz zależy od nas. Od naszej mądrej i odpowiedzialnej postawy. Myśl pozytywnie ale # ZOSTANWDOMU.

kub