„W lidze ogrywamy wszystkie inne kadry” – mówi Justyna Żurowska-Cegielska z Wisły Kraków

Dodano: 04.02.2020, 13:37


Obecny sezon rozpoczęła u boku męża i córeczki Otylii, jednak już pod koniec stycznia rozegrała pierwsze minuty w barwach 25-krotnego Mistrza Polski Wisły Kraków. Wielokrotna medalistka Mistrzostw Polski i zdobywczyni tytułów MVP, uczestniczka Mistrzostw Europy i Meczów Gwiazd, brązowa medalistka Uniwersjady ponownie walczy o ligowe punkty z Białą Gwiazdą.



KoszykowkaKobiet.pl: 25 stycznia rozegrałaś pierwsze „15” minut w nowym sezonie ligowym, jak wrażenia z powrotu na parkiet po tak długim okresie czasu?

Czułam się jakbym kontynuowała poprzedni sezon. Towarzyszyły mi te same emocje co zawsze. Moja hala, moi kibice, znajome twarze sędziów boiskowych, stolikowych. Zaskoczyła mnie jedynie chwila podczas hymnu Wisły - zawsze uwielbiałam ten moment kiedy ostatnie 3 minuty rozgrzewki rozbrzmiewał hymn, a my biegałyśmy ostanie lay-upy. Tym razem stałyśmy po prezentacji do zakończenia hymnu na linii rzutów osobistych. Tego ostatniego ładowania baterii, tego pobudzenia - jakkolwiek to nazwać brakowało mi bardzo.

Planowałaś jeszcze wrócić do gry, gdyż dużo słyszy się o Twoim zacięciu do zostania trenerem i pójścia w ślady m.in. Magdaleny Leciejewskiej z MUSK Poznań czy też Eweliny Kobryn z KK UR Kraków?


Dziewczyny idą świetną drogą, każda z nas przeszła dobrą szkołę koszykarską i mamy sporą wiedzę - szczególnie, że pochodzi ona z parkietów europejskich. Każda z nas przez swoją karierę miała ciągłą styczność z koszykówką w najlepszym wydaniu, jak WNBA, Euroliga, EuroCup. Grałyśmy u świetnych trenerów i z najlepszymi zawodniczkami na świecie. Jest nas w Polsce więcej, które chętnie podzieliłyby się tą wiedzą, jednak to nie jest takie proste. Nikt nas nie ciągnie za rękę, nikt nie nakreśla planu na przyszłość. Same, krok po kroku musimy szukać swojego miejsca do podzielenia się tym co robiłyśmy przez całe życie. Mam rozpoczętych kilka projektów, które mam nadzieję będą wypełniały moją przyszłość. Szczególnie zależy mi na jednym, który jest ściśle związany z trenerem Kazimierzem Mikołajcem, nad nim skupiam się najbardziej.

15 minut gry – 15 sezon na koszykarskich parkietach, w tym czasie zdobywałaś wiele medali oraz nagród indywidualnych. Jest co wspominać i do czego wracać? Któryś sezon czy medal jest dla Ciebie szczególnie ważny?

Absolutnie każdy sezon jest w mojej pamięci wyjątkowy. Zaczynając od początku gdy przyszłam do Gorzowa Wlkp. od wspaniałego trenera Kazimierza Cieślaka trafiłam w wyjątkowe ręce trenera Dariusza Maciejewskiego. Każdego dnia uczył mnie i prowadził do wielkiej koszykówki. Zaczęliśmy w pierwszej lidze i w pierwszym roku zdobyliśmy Mistrzostwo Polski Juniorek (U18), a skończyliśmy w Eurolidze z workiem medali (nie tylko klubowymi -  m.in. brąz na Uniwersjadzie czy Akademickie Mistrzostwo Europy).

Marzyłam zawsze o Mistrzostwie Polski i to też się ziściło, w połączeniu z MVP tych finałów. Ten sukces dzielę włąsnie z Wisłą Kraków. Myślę, że szczególnie ważne w tych wszystkich sezonach było moje zdrowie,  zawsze przygotowywałam się z jednym trenerem, którym był Jerzy Chmielicki i zawsze czułam się mocna. Przerzuciłam tony ciężarów ale ten sposób pracy bardzo mi odpowiadał. Wspomnień i sukcesów mam masę i przy tym wielu wspaniałych ludzi, których poznałam na swojej drodze.

Biała Gwiazda to 25-krotny Mistrz Polski oraz wielokrotny uczestnik Euroligi, obecnie jednak nie jest tak kolorowo i miejsce w środku tabeli, nie jest tym miejscem do jakich przyzwyczaiła drużyna w ostatnich latach? Trochę szkoda, że tak utytułowany klub ma obecnie takie problemy…

Oczywiście, że szkoda takie sytuacji i bardzo mnie to boli, jednak w sporcie wielkie potęgi potrafią mieć słabsze momenty i tak jest aktualnie w Wiśle. Jest to klub z wielkimi tradycjami i obecne skupienie się na szkoleniu młodzieży uważam za właściwy kierunek.


Justyna Żurowska-Cegielska (górny rząd, czwarta od prawej) ostatni raz w Reprezentacji Polski zagrała w 2019 roku w kwal. do EuroBasketu

Na pewno podczas przerwy bacznie przyglądałaś się zmaganiom ligowym, gdzie nastąpiła w tym sezonie duża rotacja sił – na szczyt wróciła drużyna z Gdyni, mocny ponownie jest Gorzów Wlkp. a także Artego i CCC. Twoim zdaniem między tymi drużynami rozegra się walka o medale?

Włączyłabym jeszcze do tego drużynę z Lublina. Te pięć zespołów wygląda na najsilniejsze w całej lidze. Myślę, że Gorzów Wlkp. z Gdynią spotkają się w wielkim finale. Jednak najbardziej boli mnie fakt, że jak grają między sobą te zespoły to w pierwszych piątkach nie oglądam żadnej ze swoich koleżanek. Nasze zespoły nie podniosły się w rozgrywkach europejskich, a w lidze ogrywamy wszystkie inne kadry. Od lat obserwuję i porównuję inne ligi do naszej i stwierdzam, że jesteśmy wyjątkowo gościnnym krajem. Jeśli finał rozpocznie 10 zagranicznych osób to będzie dla mnie uderzająca chwila!

W drugim Twoim meczu 30 stycznia Wisła zmierzyła się z wicemistrzem Polski z Gorzowa Wlkp., nie był to łatwy mecz, jednak od samego początku walczyłyście tak jak tylko się dało i naszym zdaniem nie ma co narzekać na końcowy wynik?


Drużyna z Gorzowa Wlkp. zaczęła bardzo skutecznie i to była ich siła. Mają poważne „armaty” na każdej pozycji i gdy wszystkie wystrzelą to spokojnie mogą zdobyć w każdym meczu po 80 – 90 punktów. Gdy zespół trafia 70% rzutów to albo coś jest nie tak z obroną, albo są wyjątkowo dysponowane. Tak zaczynając mecz nie mogły go przegrać.

Obecny sezon będzie „TYM” ostatnim w Twojej karierze?

Na słowo „TYM” nie jestem gotowa. Mam jeszcze jedno marzenie do zrealizowania na parkiecie ale nie mam pewności czy jest realne do osiągnięcia, dlatego zaczęłam postrzegać koszykówkę troszkę szerzej. Nie tylko jako zawodnik, który całe swoje i życie swoich najbliższych pod nią podporządkowuje. Trenowanie, jedzenie, wideo, wypoczynek, sen… Realizuje swoje pomysły, projekty i działam.

siem/TŁ