"Jestem osobą ambitną i nie odpuszczam, a miejsce na parkiecie mogę sobie wywalczyć tylko ciężką pracą i determinacją" - mówi Katarzyna Trzeciak

Dodano: 20.11.2018, 12:17


Jest rodowitą lublinianką, przygodę z profesjonalną koszykówką rozpoczęła… w Lublinie. Były także występy w zespołach z Ostrowa Wlkp. oraz Siedlcach, gdzie została zauważona przez ówczesnego trenera #KoszKadra Teodora Mollova i znalazła się w kadrze. Jest tam do dnia dzisiejszego i w ostatnim meczu z Turcją była jedną z najskuteczniejszych zawodniczek na parkiecie.



KoszykowkaKobiet.pl: Nie można zacząć inaczej, niż od meczu kwalifikacyjnego z Turcją. Dobra pierwsza połowa i potem „zeszło” z Was powietrze?

Katarzyna Trzeciak (Energa Toruń): Zgadza się, pierwsza połowa była bardzo wyrównana, a to zasługa naszej dobrej postawy w obronie. Gdybyśmy do tej obrony dołożyły lepszą skuteczność w ataku, wynik do przerwy mógłby wyglądać inaczej i nawet być na naszą korzyść. Druga połowa niestety była jak zderzenie ze ścianą. Turcja pokazała swoją klasą i skrzętnie wykorzystała to,  że skupiłyśmy swoją obronę na strefie podkoszowej, otwierając obwód  a tak doświadczone zawodniczki dzieliły się piłką trafiając z wolnych pozycji.


Od I ligi przez ekstraklasę do Reprezentacji Polski oraz grę w EuroCup – stałaś się nagle rozpoznawalną koszykarką. Dobre decyzje i dobra droga aby zajść wyżej?

Każdy sportowiec ma jakieś cele i marzenia. Ja staram się je realizować krok po kroku, bez zbędnego pośpiechu. Z każdego klubu w którym grałam i od każdego trenera z którym współpracowałam wyniosłam sporo nauki. Uważam, że żaden sezon nie był sezonem straconym, a decyzję które podjęłam, aby stopniowo podnosić poprzeczkę są dobre i zmierzam w dobrym kierunku.

Przed przejściem do Energi nie martwiło Cię jednak, iż może to być początek końca twojego grania i będziesz daleko na ławce?

Oczywiście przenosiny do Torunia wiązały się z myślą o tym, że moje minuty na parkiecie mogą się drastycznie zmniejszyć, lecz byłam przekonana, że warto podjąć to ryzyko, aby iść do przodu. Potrzebowałam zmiany i nowego impulsu do ciężkiej pracy oraz radości z gry. Jestem osobą ambitną i nie odpuszczam, a miejsce na parkiecie mogę sobie wywalczyć tylko ciężką pracą i determinacją. W dalszym ciągu mam wiele do poprawy, ale grając w takim zespole jak Energa Toruń z takimi zawodniczkami i sztabem mam się od kogo uczyć i to jest dodatkowo motywujące.


Od lewej: Roksana Schmidt, Katarzyna Trzeciak oraz Angelika Stankiewicz - wszystkie trzy, występują w tym sezonie w Enerdze Toruń

Obecnie cała Twoja drużyna gra dobrze, była walka z mistrzem Polski, wygrana ze słynnym Galatasaray Stambuł. Można powiedzieć, iż jesteście już kompletnym zespołem?

Cały nasz zespół jest waleczny i ambitny.  Mamy sporo utalentowanych zawodniczek i każda z nich może być liderem zespołu w danym meczu. Po wynikach widać, że drzemie w nas bardzo duży potencjał, ale na pewno jeszcze nie prezentujemy tak dobrego poziomu jakiego od siebie oczekujemy i jakiego oczekują od nas trenerzy. Mamy nad czym pracować, ale myślę, że to kwestia czasu.

Ogromna w tym zasługa Nirry Fields, która stała się liderką drużyny. Jest także Laura Svaryte.

Nirra faktycznie bierze na siebie w dużej części ciężar gry w ataku, a Laura robi świetną robotę pod koszem po obu stronach boiska walcząc o każdą piłkę, lecz aby nasza gra była kompletna nie możemy zapominać o tym, że jest to sport zespołowy i cały zespół musi dobrze funkcjonować abyśmy odnosili zwycięstwa z zespołami z czołówki.

W środę mecz z Estonią, tam również ma kto walczyć pod koszem oraz kto straszyć z dystansu (Koster, Pokk czy Anderson). Jak zagrać aby zakończyć kwalifikacje w dobrym stylu i z nadzieją na lepszy kolejny turniej?

Myślę, że nie ma co porównywać siły rażenia Turcji z Estonią. Plan na środę jest jeden, zagrać dobrą koszykówkę, wygrać i zakończyć te nieudane dla nas kwalifikacje w mimo wszystko pozytywnych nastrojach. Owszem, nie można ich lekceważyć, bo mimo wszystko, iż w lutym wygrałyśmy sporą różnicą to mecz wcale nie był tak łatwy i przyjemny jakby mogło się wydawać. Estonki też będą chciały wyjść z twarzą z tych kwalifikacji. Kluczem jest obrona, jeżeli włożymy w nią tyle siły co w meczu z Turcją, a do tego wyeliminujemy błędy i poprawimy atak, wtedy powinnyśmy wyjść z tego meczu zwycięsko.

siem