"Odpowiedzmy sobie na pytanie – ile nowych twarzy pojawiło się w tym roku? Jedna." - mówi Arkadiusz Rusin

Dodano: 14.05.2018, 10:51


Czy obecna w Zakopanem „14”, to przyszłość drużyny narodowej? Jakie będą zmiany na czerwcowe mecze towarzyskie oraz czy kluby w Polsce są „niewolnikami” przepisu o jednej Polsce? O tym i nie tylko w poniższym wywiadze.


KoszykowkaKobiet.pl: Zakopane, Wałbrzych oraz Cetniewo, do tego dochodzą mecze towarzyskie i mamy bardzo intensywny okres w drużynie narodowej. To wszystko już teraz może nam pokazać, jaka będzie przyszłość zespołu odnośnie kolejnych kwalifikacji i turniejów?

Arkadiusz Rusin (selekcjoner Reprezentacji Polski): Myślę, że miejsce w jakim jesteśmy pokazały nam już mecze kwalifikacyjne. Widać  w nich było problem z jakim się borykamy w Polsce. Pamiętajmy, że przegrywamy z dobrymi zespołami ale również z drużynami, które przechodzą zmianę pokoleniową. Turcja bardzo odmłodziła skład, Białoruś w ostatnim meczu postawiła na nogi wszystko co miała i okazało się, że również jest dla nas za silna. Tu nie przyjdzie nagle pięć zawodniczek, które odmienią całą drużynę. Te dziewczyny, które pukają do pierwszego składu muszą cały czas podnosić swoje kwalifikacje indywidualne. Bez tego nie ma szans na to aby zrobić progres. Dotyczy to także tych, które zagrały już i wypadły raz lepiej a raz gorzej.

14 obecnych tutaj zawodniczek to całkowite odmłodzenie składu. Skąd taki a nie inny wybór i ile mamy obecnie koszykarek, które są brane pod uwagę przy doborze szerokiej kadry?

Przede wszystkim obligowała nas do tego sytuacja terminowa. Te dziewczyny, które grały już w kwalifikacjach są nam dobrze znane i wiemy czego możemy się po nich spodziewać. Docelowo mają się one pojawić na zgrupowaniach w Wałbrzychu oraz Cetniewie. Kolejna rzecz dotyczyła nałożenia się terminów półfinałów oraz finału Energa Basket Ligi Kobiet, gdzie grały podstawowe reprezentantki. Z góry sobie już w grudniu założyliśmy planując te zgrupowania, że tych dziewczyn grających w decydującej o medalach fazie ligi nie będziemy na to pierwsze zgrupowanie powoływać. Jedyny taki przypadek, to była Karolina Puss z którą rozmawiałem indywidualnie. Sama zadeklarowała, że jeśli nie będzie jej nic przeszkadzać to się stawi. Myślę, że te zawodniczki jakie się tutaj pojawiły to są jedne z najlepszych w Polsce. Część z nich miała już także możliwość być w szerokiej „12” i poczuć smak walki o punkty w Europie. Tutaj nie odkryjemy nowych nazwisk, możemy sięgnąć jeszcze po dziewczyny ze Stanów Zjednoczonych będące na uniwersytetach. Jednak ich przyjazd w takich a nie innych terminach nie jest możliwy.

Taki skład będzie także podczas kolejnych zgrupowań i zagra mecze towarzyskie?

W tej chwili z zespołów z pierwszej czwórki ligowej plus Paulina Misiek i Agnieszka Skobel, to dowołaliśmy jeszcze dziewięć zawodniczek, które mają się stawić 23 maja na badaniach w Warszawie. Te, które pozytywnie przejdą badania zaczną zgrupowanie w Wałbrzychu a z tej czternastki, którą tutaj mamy będziemy kompletować pozostałe miejsca na Wałbrzych. Być może będziemy jeszcze szukać jednej czy dwóch zawodniczek, które nie były brane wcześniej pod uwagę. Nie ma co się okłamywać – potrzebujemy trochę wzrostu.

Jest także szeroka kadra w koszykówce 3x3 i jest tam Kamila Podgórna, Anna Jakubiuk czy Katarzyna Trzeciak. Tu i tam nie mogą być…

Sytuacja jest do rozwiązania. Katarzyna Trzeciak zostanie z nami dalej i będzie brała udział w kolejnych zgrupowaniach, jak i będzie brana pod uwagę w grach z Portugalią oraz Irlandią. Nie po to dostawała szansę w meczach z Estonią oraz Białorusią, aby nagle zmieniać jej preferencje i dyscyplinę. Ja będę dążył do tego aby była i uczestniczyła w tych zgrupowaniach a nie w koszykówce 3x3. Co do pozostałych dwóch dziewczyn, ich przydatność do zespołu ocenimy na tym zgrupowaniu i podejmiemy  decyzję w rozmowach z Federacją co będzie najlepszym wyjściem.


Reprezentacja Polski podczas zgrupowania w Zakopanem

Dużo mówi się już kolejny rok o tzw.  Lidze „OPEN” – jeśli ten przepis wejdzie czy to na nowy sezon czy później, będzie to dobry krok dla drużyny narodowej?

Ja nie wiem co jest dobrym pomysłem. Tak naprawdę, cały czas borykamy się z sytuacją, że ciężko jest dobrać do wszystkich zespołów takie zawodniczki, które będą prezentowały określony poziom. Zgodzę się z tym, że może jest tak, iż sięgamy po zawodniczki z Europy w nadmiarze. Tylko tutaj proszę sobie zadać pytanie – która z polskich zawodniczek chce się rozwijać, podnosić swój poziom i udowadniać to później na parkiecie ligowym? Każdy przepis, który ma być sztucznym przepisem niczego nie poprawi. Był przepis, że miały grać dwie Polki przez kilka sezonów. I teraz powołując kadrę po tym przepisie to stajemy przed ogromnym problemem – gdzie są te zawodniczki? Gdyż nadal prym z lidze wiodą te, które zdobywały medale młodzieżowe w Europie. Są to jednak koszykarki  z rocznika ‘82. Bardzo dobrze gra Elżbieta Międzik, Agnieszka Szott-Hejmej, powracająca na ostatnie 3 miesiące Agnieszka Majewska. Super, że one są. Powinny być jednak wzorem dla młodszych i nie zapominajmy jak zdobywaliśmy brązowy medal w Serbii (2011 rok – przyp. Red.) i ile nazwisk obecnie funkcjonuje w lidze. To jest bardzo niepokojące, gdzie te dziewczyny teraz są? Gdzie leży problem? Moim zdaniem, to nie jest problem przepisu, gdyż każdy przepis sztucznie wprowadzany nic dobrego nie przynosi.

Gdzie i kiedy młode polskie koszykarki mają kreować swoje kariery, rozwijać umiejętności, skoro nie otrzymują szans od klubowych włodarzy?
To jest bardzo skomplikowane i bardziej głębszy problem niż się wydaje. To nie jest tylko danie szansy danej zawodniczce. Jak rozmawiam z doświadczonymi koszykarkami, które są już bliżej końca kariery niż jej kontynuacji, to one często wracają do tego i mówią o tym. One debiutowały w lidze mając lat 17-18 i nie jest to jednostkowy przykład. Wtedy były też inne czasy, inne założenia ligowe, nie było tylu zawodniczek zagranicznych. Dzięki temu wszystko szło w inną stronę. Tamte dziewczyny w tym wieku prezentowały zupełnie inny, wyższy poziom niż te, które teraz próbują pukać do bram ekstraklasowych. I nie jest to ważne czy chodzi o topowe kluby czy też te, które walczą o utrzymanie. Odpowiedzmy sobie na pytanie – ile nowych twarzy pojawiło się w tym roku? Jedna. Zafunkcjonowała tylko Ania Makurat z pierwszej ligi. Wdarła się do pierwszego składu zespołu z Gdyni i zadebiutowała w Reprezentacji Polski. I co dalej?

A może dobrym pomysłem, byłoby stworzenie silnej I-ligi a ekstraklasie grałyby tylko zespoły mające dobre budżety i rywalizujące w Europie?

Pomysł dobry, lecz znowu ma on kilka znaków zapytania. Pytanie też, co by było lepsze z perspektywy trenera drużyny narodowej czy Federacji? Wszystkie tez kluby, które startują w Ekstraklasie mają pewne założenia. Jeden dostanie dotację jak będzie grał na najwyższym poziomie, drugi będzie miał sponsora jak będzie grał z tylko z najlepszymi. Inny  będzie miał pieniądze na grę, jak będzie grał na arenie europejskiej i tam będzie się dobrze prezentował. Nie znam w tej chwili dobrego rozwiązania czy też recepty na to aby było lepiej. Tak naprawdę jako trener powinienem zajmować się tylko i wyłącznie szkoleniem tych zawodniczek i poprawą ich umiejętności. Ile zespołów, jakie kształty powinna mieć liga, kto w niej powinien grać a kto nie, to działka zarządzających Federacją aby znaleźć złoty środek na to. Spójrzmy na wspomnianą I-ligę, ile zawodniczek może wejść do składów czołowych drużyn ekstraklasowych? Czy klub, który wygrywa I-ligę jest przygotowany na to aby grać na najwyższym poziomie? Na takie pytania należy znaleźć odpowiedzi. To będą jednak trudne pytania i jeszcze trudniejsze odpowiedzi. Problem leży w ilości polskich zawodniczek. Nie ma tak, że tutaj sprawdzimy czternaście koszykarek a na kolejnym zgrupowaniu sprawdzimy następne czternaście zupełnie innych i będziemy mieli bazę porównawczą z prawie 30 nazwiskami i z tego wybierzemy dziesiątkę, która dołączy do podstawowej dziesiątki z kwalifikacji. My tego nie mamy i trzeba to zrozumieć. Można policzyć w chwili obecnej ile w Polsce jest zawodniczek gotowych na taki poziom. Ja nie mówię tutaj o poziomie kadry Polski, mówię o poziomie Europy. Wyjeżdżają do klubu europejskiego, są w szerokim składzie, następnie przebijają się dalej aż wchodzą do pierwszej piątki. To właśnie daje obraz Reprezentacji jako zespołu. A czy liga daje taki obraz? Tutaj możemy dawać przykład Serbii, jako reprezentacji i jako ligi, gdzie praktycznie wszystkie zawodniczki reprezentacyjne grają poza swoim krajem. To samo dotyczy Słowenii, gdzie liga nie jest mocna i najlepsze Słowenki grają poza granicami. Natomiast wszystkie młode zawodniczki są w Celje, tam się rozwijają, tam jest z nimi cały czas trener kadry i takim programem rozwoju idą. Jest też Hiszpania, jednak tam od pięciu lat jest trochę inna skala porównawcza. Kiedyś to była bardzo mocna liga, gdzie drużyna z Walencji zdobywała Euroligę. W tej chwili są dwa zespoły, które walczą dość dobrze na europejskich parkietach z Salamanki i Girony. A wszystkie Hiszpanki, które są znaczącymi zawodniczkami w kadrze narodowej grają poza swoim krajem. Nie ma czegoś takiego, że zrobimy bardzo mocną ligę i to nam da mocną reprezentację. Zawodniczki muszą być przygotowane na grę na europejskim poziomie czy to w reprezentacji czy danym klubie. Jeśli nasze rodzime zawodniczki zaczną być na celowniku klubów z Europy, to będą się rozwijać. Wtedy też skorzysta na tym oczywiście drużyna narodowa. Jak do tego doprowadzić? Jak to zmienić aby tak było? To znowu są trudne pytania i jeszcze trudniejsze odpowiedzi.



Kluby są „niewolnikami” przepisu o jednej Polsce?

Ok. Jednak mamy przykłady z tego sezonu, gdzie w serii finałowej CCC – Artego oba kluby zaczynały mecze z dwoma Polkami w składzie. My, jako Ślęza grając o brązowe medale, aż do momentu kontuzji Agnieszki Kaczmarczyk też praktycznie graliśmy z dwiema Polkami. To nie jest wychodzenie ponad przepis, lecz zdrowo rozsądkowe patrzenie kto w danej chwili jest w dobrej dyspozycji. Powiem o sobie – zawsze będę korzystał z tych zawodniczek, które będą prezentowały się najlepiej a nie tylko z tych jakie mam do dyspozycji z zagranicy. A to jak się meczu toczy i jakie zmiany chce się zrobić, to też decyduje dyspozycja dnia. Myślę, że nie do końca jesteśmy „niewolnikami” tego przepisu. Trzeba się w to zagłębić i spróbować znaleźć rozwiązanie. Musimy spróbować nie mówić o przepisie a o jakości polskiej zawodniczki. Zacznijmy się zastanawiać jak podnieść poziom rodzimych graczy a nie jaki przepis wprowadzić! Przepis choćby nie wiem jaki, nie pomoże aby dana zawodniczka się zaczęła lepiej prezentować. A jak ma podnosić swój poziom jak nie gra w meczach? Trzeba się zastanowić dlaczego nie gra. Czy jest to wina trenera, że korzysta ciągle z zagranicznych zawodniczek czy tez temu, że dana polska zawodniczka nie ma predyspozycji do tego aby coś sobą prezentować.

Patrząc na to wszystko co się dzieje, ma Pan plan oraz pomysł wraz z Polskim Związkiem Koszykówki odnośnie kolejnych lat?

Myślę, że nie jestem osobą która ma na to złoty środek. Problem jest bardzo głęboki i leży w szkoleniu grup młodzieżowych. Nie ma czegoś takiego, że trener kadry U18 czy U20  ma możliwości sprawdzenia 20 bardzo dobrych zawodniczek. Nie ma takiego ciągu, aby to było naturalne. Pisząc materiał na konkurs trenerski, miałem taką koncepcję  żeby z kadry U20 był przepływ dziewczyn do seniorskiej. Obecnie jest to jedno nazwisko, które może uczestniczyć w treningach z nami i prezentować jakiś poziom – Ania Makurat. To pokazuje głębie problemu, że nie ma kontynuacji. Dwie, trzy zawodniczki kończą przygodę z kadrą, gdyż w kolejnych kwalifikacjach nie będziemy mogli z nich korzystać ze względu na zdrowie czy też wiek. To na ich miejsce powinna już być grupa 19-20 latek, które pukają do pierwszej reprezentacji. Nie ma prezentowania na arenie międzynarodowej dobrej koszykówki reprezentacyjnej. Brakuje środków na szkolenie klubowe a jak są, to też nie do końca działa to dobrze. Następnie jest brak przepływu danej zawodniczki do pierwszego zespołu i to nie jest problem od 2,3 lat, lecz od 10-12. Kolejne mecze i kolejne kwalifikacje pokazują, że to się pogłębia.

say