Tu podaj tekst alternatywny Tu podaj tekst alternatywny Tu podaj tekst alternatywny

Ślęza Wrocław krok bliżej do złotego medalu. CCC Polkowice pokonuje Artego

Dodano: 19.04.2017, 21:08


Ślęza Wrocław zrobiła pierwszy krok w stronę zdetronizowania mistrza Polski i pokonała Wisłę Can-Pack 71:65. W meczu o brązowy medal, CCC Polkowice pokonało 80:63. Rewanże już jutro, o godz. 18:45 Ślęza - Wisła Can-Pack a o godz. 19:00 CCC Polkowice - Artego Bydgoszcz.


Pierwsze spotkanie w walce o tytuł Mistrza Polski, zdecydowanie lepiej rozpoczęły obrończynie tytułu, które szybkimi atakami już po 5 minutach gry prowadziły 12:3. W tym fragmencie gospodynie nie grały tak, jak przyzwyczaiły w tym sezonie swoim kibiców. Sytuacja zmieniła się w końcówce pierwszej kwarty, gdy trafienia Sklepowicz, Treffers oraz Rymarenko oraz przede wszystkim znacznie poprawiona obrona dały remis po 14. Gdy na zegarze wybiła 9 minuta spotkania, trafienie zza linii 6,75 Rymarenko dało prowadzenie  Ślęzy 19:18. W drugich 10 minutach gry, gospodynie trzymały się przy grze tylko w początkowej fazie kwarty. Seria 14:0 wciąż panującego mistrza Polski zmiażdżyła całkowicie gospodynie, które mogły tylko bezradnie rozkładać ręce, gdyż nie funkcjonowała zarówno obrona, jak i skuteczność. Strzelecką niemoc przerwały dopiero trafienia z rzutu wolnego Majewskiej, lecz było już wtedy 34:22. Ostatnie 180 sekund pierwszej połowy należało jednak do „żółto-czerwonych”, a konkretniej Sharnell Zoll (8 punktów), która wzięła ciężar gry na siebie i zmniejszyła stratę do 5 „oczek” – (30:35).

Po zmianie stron obraz gry zaczął się zmieniać. Wrocławianki podtrzymały dobrą passę z końcówki pierwszej połowy i choć Wiślaczki starały się utrzymać swoją przewagę i gra stawała się coraz gorsza. Marissa Kastanek oraz Agnieszka Skobel doprowadziły do remisu po 39 a chwilę później punktowała Zoll i gospodynie wyszły na prowadzenie, którego nie oddały do końca meczu. Obrończynie tytułu starały się odrobić stratę, jednak przewinienie techniczne trenera „Białej Gwiazdy” Jose Hernandeza dało kolejną szansę na powiększenie przewagi gospodyń. Na tablicach dominowała Agnieszka Majewska (14 zbiórek), punktowały Zoll, Kastanek oraz Rymarenko i zwycięstwo Ślęzy stawało się faktem. Choć nadzieję, swojej drużynie dała rzutem za 3 punkty Hind Ben Abdelkader, to przyjezdne nie zdołały pójść za ciosem i już w czwartek walczyć będą o wyrównanie stanu rywalizacji. Wrocławska Ślęza praktycznie przez całe spotkanie radzić musiała sobie bez Nikki Greene, która już w pierwszych minutach zeszła z parkietu z grymasem bólu na twarzy (kontuzja kolana) i jej występ w jutrzejszym spotkaniu stoi pod dużym znakiem zapytania. Drugie spotkanie zaplanowano na czwartek na godz. 18:45.

- Zaczęliśmy to spotkanie bardzo dobrze. Graliśmy dobrze w obronie, zwłaszcza w pierwszej połowie, przez 17 minut ta defensywa była fantastyczna. Czasami nasza rotacja w składzie jest bardzo słaba. Kiedy uruchamiamy zawodniczki rezerwowe, nasz wynik idzie w dół. Ciężko mi to zrozumieć, ale biorę odpowiedzialność za to na siebie. Czasami jest to wręcz niewyobrażalne. Powinniśmy mieć więcej potencjału na ławce rezerwowych. Kiedy zmieniam nawet jedną zawodniczkę, to jest zła sytuacja dla nas. Tak znów było dzisiaj. Trzecią kwartę zaczęliśmy fatalnie, zniknęliśmy z parkietu. Ślęza była bardziej agresywna w tym czasie. Ciężko mi było też zrozumieć niektóre decyzje sędziów. Ciężko nam się grało przy takim sposobie sędziowania. Arbitrzy natychmiast odgwizdywali faule przeciwko nam. Każdy kontakt zawodniczek to było przewinienie przeciwko nam. Ale to oczywiście nie jest wytłumaczenie. Winne porażki są nasze zawodniczki, które popełniały wiele błędów. Ślęza zasłużyła na zwycięstwo, bo była lepsza. Ale sędziowie śmiali się dziś nam w twarz, oni nie szanują nikogo, są najgorsi w polskiej lidze. Wiem, że ta moja wypowiedź obróci się przeciwko nam, ale to moja opinia. Tak samo było w ćwierćfinale i półfinale. Dziś zawodniczka z numerem 21 (Kourtney Treffers dop.red.) w Ślęzie miała chyba 20 fauli. Ciężki się gra, gdy jest taki poziom sędziowania - powiedział po meczu Jose Hernandez (trener Wisły Can-Pack).



- Wiedziałyśmy, że Ślęza będzie grać u siebie bardzo twardo. Pierwszy mecz finału był bardzo ważny dla obu drużyn. Zaczęłyśmy bardzo dobrze, ale pozwoliłyśmy Ślęzie odrobić straty. Ślęza jest groźna, jeśli pozwoli się jej grać. Miałyśmy te same problemy, które przytrafiły się nam w Bydgoszczy i Lublinie. To zdarza się nam przez cały sezon. To jest finał. Nie możemy popełniać takich prostych i głupich błędów. To nasza wina. Nie grałyśmy agresywnie w trzeciej kwarcie, rywalki były lepsze. Wrocławianki były bardziej agresywne, a my nie byłyśmy na to gotowe. Myślę, że w następnym meczu musimy się poprawić, musimy dać z siebie wszystko i zagrać tak agresywnie, jak Ślęza dzisiaj. To nie koniec wojny, mamy kolejne mecze. Możemy pokonać Ślęzę. Kolejny mecz już jutro, będziemy gotowe - Sandra Ygueravide (Wisła Can-Pack).

- To był ciężki mecz dla nas, szczególnie w pierwszej połowie, kiedy nie mogliśmy się przebić przez defensywę Wisły. Przegrywaliśmy trzynastoma punktami. Myślę, że ważny moment nastąpił w końcówce drugiej kwarty. Wróciliśmy na pięć punktów straty i można było zupełnie inaczej wejść do szatni i motywować zespół. Ciszę się z postawy zawodniczek z ławki. To jest coś, co nie szło nam w meczach z Polkowicami, bo czasami rezerwowe zdobywały tylko sześć punktów. Dziś rzuciły 32, także duży szacunek dla tych dziewczyn za to, że wyszły na boisko i nam pomogły. Po meczach z Polkowicami trener Maros Kovacik nauczył mnie jednej fajnej rzeczy. Krótka pamięć - to się liczy w play-offach. Jest 1-0, ale tak naprawdę to się dopiero zaczęło i zapominamy. Za chwilę robimy analizę i przygotowujemy się do kolejnego meczu - Arkadiusz Rusin (trener Ślęzy Wrocław).

Ślęza WrocławŚlęza Wrocław - Wisła Can-Pack KrakówWisła CP Kraków
71:65 (21:20, 9:15, 20:8, 21:22)
stan rywalizacji: 1-0

Wrocław: Zoll 18, Kastanek 16, Rymarenko 13, Treffers 8, Skobel 7, Majewska 4 (14zb), Sklepowicz 4, Kaczmarczyk 1
Kraków: Morrison 17, Ygueravide 13, Kobryn 13, Ben Abdelkader 10, Gidden 5, Simmons 2, Szott-Hejmej 1

***

Koszykarki CCC Polkowice odniosły pierwsze zwycięstwo w „Małym Finale” i są krok bliżej do zdobycia brązowego medalu Mistrzostw Polski. „Pomarańczowe” przed własną publicznością pokonały Artego Bydgoszcz 80:63. Do wygranej swój zespół poprowadziły dziś Walerija Musina oraz Weronika Gajda, które zdobyły po 17 punktów.

Choć gospodynie tego meczu zwyciężyły pewnie, wygrana nie przyszła im łatwo. Od początku spotkania bydgoszczanki starały się wysoko postawić poprzeczkę, a główna w tym zasługa Bernice Mosby, która w całym spotkaniu zdobyła 20 punktów. Podopieczne Tomasza Herkta mimo dobrego początku nie zdołały jednak utrzymać swojego rytmu gry i szybko straciły wypracowaną przewagę. W szóstej minucie spotkania polkowiczanki prowadziły już 20:9 i gdy wydawało się że kontrolują przebieg spotkania, w ich grze coś „zacięło się”. Błędy w obronie i brak skuteczności w ataku sprawiły, że przewaga gospodyń zaczęła topnieć. W kolejnych minutach punktowały jedynie koszykarki Artego i na 35 sekund do końca pierwszej kwarty na tablicy wyników było 20:20. Chwilę później zza linii trafiła Elżbieta Międzik i przyjezdne ponownie wyszły na prowadzenie (23:20). W odpowiedzi także „za trzy” trafiła Walerija Musina i pierwsza część meczu zakończyła się remisem po 23. Druga odsłona spotkania okazała się być najbardziej wyrównana. Obie drużyny punktowały kosz za kosz i nie zamierzały złożyć broni. Grającym jak zawsze dość wąskim składem bydgoszczankom sił wystarczyło jednak na 18 minut. Od stanu 36:35 dla zespołu Artego przewagę na boisku zaczęły ponownie wypracowywać gospodynie. Starsza z sióstr Musin oraz Gajda z pomocą młodszej z sióstr Musina, Raisy, a także Isabelle Harrison i Mariony Ortiz z każdą kolejną minutą powiększały swoją przewagę. Na najwyższe prowadzenie zawodniczki CCC wyszły w 39 minucie, kiedy na tablicy wyników było 76:59. W samej końcówce punktowały jeszcze Martyna Koc i Raisa Musina i spotkanie zakończyło się wynikiem 80:63.

„Pomarańczowe” w tym meczu meczu zdominowały walkę „na desce” (41/23 zbiórki), ale również częściej zdobywały punkty po szybkim ataku i wykorzystując punkty drugiej szansy. Nie bez znaczenia była również dłuższa ławka rezerwowych. W zespole CCC koszykarki „z ławki” zdobyły 22 punkty, zaś w zespole Artego jedynie 8. Kolejny mecz o 3. miejsce odbędzie się już w czwartek o godz. 19:00.


CCC Polkowice - Artego BydgoszczArtego Bydgoszcz
80:63 (23:23, 16:13, 19:9, 22:18)
stan rywalizacji: 1-0

Polkowice: W. Musina 17, Gajda 17, R. Musina 12, Ortiz 10, Harrison 10 (10zb), Gala 7, Leciejewska 4, Stankiewicz 3
Bydgoszcz: Mosby 20, Stallworth 12, Reid 11, Międzik 10, Koc 6, Suknarowska 2, Szybała 2

- Myślę, że dziewczyny z Polkowic wykorzystały swój potencjał. Mój zespół bił się do przerwy. W drugiej połowie gdy nasza podstawowa rozgrywająca musiała opuścić plac gry za piąte przewinienie nie mieliśmy za dużo do powiedzenia. Decydujące znaczenie miała dominacja CCC pod tablicami. Gospodynie zdobywały wiele punktów po ponowieniach i to było kluczowe – powiedział po meczu Tomasz Herkt (trener Artego Bdygoszcz).

- Zagraliśmy dziś dobry mecz. Dobrze broniliśmy i dominowaliśmy pod tablicami. To było kluczowe. Nie ustrzegliśmy się jednak błędów. 22 straty to zdecydowanie za dużo. Musimy to poprawić. Jutro chcemy zagrać jeszcze lepiej
– powiedział po meczu Sergi Voznyuk (II trener CCC Polkowice).

cid