Final Six Pucharu Polski - półfinały

Dodano: 30.01.2016, 18:27


Po pełnym dramaturgii spotkaniu Ślęza Wrocław pokonała Wisłę Can - Pack Kraków i awansowała do finału Pucharu Polski. W drugim półfinale ensacyjnie Pszczółka AZS UMCS pokonała osłabione brakiem kontuzjowanej Amishi Carter Artego Bydgoszcz.


Wisła CP KrakówWisła Can-Pack Kraków - Ślęza WrocławŚlęza Wrocław
65:71 (10:27, 18:11, 20:14, 17:19)

Kraków: Szott - Hejmej 15, Ouvina 14, Żurowska - Cegielska 12, Turner 10, Nicholls 9, Ziętara 4, Misiuk 1

Wrocław: Zoll 18, Leciejewska 12 (11zb), Śnieżek 11, Sulciute 9, Linkeviciene 8, Shegog 7, Krężel 6

W pierwszym półfinale Final Six Pucharu Polski zmierzyły się zwycięzca wczorajszego meczu ćwierćfinałowego - Ślęza Wrocław oraz obrońca Pucharu Polski sprzed roku - Wisła Can Pack Kraków. Spotkanie pomiędzy pierwszą a trzecią drużyną w tabeli TBLK dostarczyło wiele emocji a po 40 minutach z awansu do finału sensacyjnie cieszyły się wrocławianki.

Ci, którzy spodziewali się łatwej wygranej krakowskiej Wisły od pierwszych minut mogli być bardzo zaskoczeni. Przez pierwsze 4 minut spotkania wrocławianki zdecydowanie zdominowały walkę na parkiecie i dzięki mocnej obronie oraz skutecznej grze w ataku wyszły na prowadzenie 13:0. Główna w tym zasługa Agnieszki Śnieżek (5 punktów), Sharnee Zoll (4) oraz Chay Shegog (4).  W drużynie z Krakowa jako pierwsza niemoc rzutową przełamała Yvonne Turner. Jej dwa punkty dały koleżankom z drużyny sygnał do ataku. Mimo, to wrocławianki wciąż kontrolowały przebieg spotkania oraz systematycznie powiększały swoją przewagę. Ich największa prowadzenie w pierwszej połowie wyniosło 19 punktów (26:7).

Od tego momentu wiślaczki wzięły się w garść i robiły wszystko by zniwelować stratę i nawiązać wyrównaną walkę z przeciwnikiem. Do zdobywania punktów włączyły się Agnieszka Szott-Hejmej oraz Cristina Ouvina, skuteczna była również Turner. Ich skuteczna gra w ataku w połączeniu z mocniejszą obroną sprawiły, że w 18 minucie meczu wrocławianki prowadziły już jedynie 2 punktami (30:28). Gdy wydawało się, że wiślaczki w pełni przejmą inicjatywę, przez ostatnie 2 minuty ponownie nie oddały celnego rzutu i po 20 minutach przegrywały (28:38).

Po przerwie gra na boisku wyrównała się. W zespole Ślęzy skuteczna była Magdalena Leciejewska, zaś po stronie krakowskiej Wisły punktowały Justyna Żurowska-Cegielska oraz Laura Nicholls. Drużyna Josego Hernandeza popełniała również mniej wymuszonych błędów oraz zaczęły lepiej grać na desce, dzięki czemu ich strata do rywalek systematycznie malała.  Gdy sześć punktów tuż przez zakończeniem III kwarty dołożyła Ouvina, na tablicy wyników było już tylko (52:48) dla Ślęzy. "Rywalki zaczęły zdecydowanie lepiej od nas. Bardzo trudno wrócić do takiego meczu. Wygrywałyśmy siedmioma punktami, ale byłyśmy zmęczone. To nie jest usprawiedliwienie, ale taka były prawda. Dla nas granie tutaj zaraz po Eurolidze nie jest łatwe. Nie miałyśmy czasu na dobre przygotowanie się" - powiedziała Cristina Ouvinia (Wisła Can-Pack).

Zgodnie z oczekiwaniami w meczu na szczycie o zwycięstwie zadecydować miała ostatnia kwarta. Ją lepiej rozpoczęły podopieczne Hernandeza. Punktowały Nicholls oraz Żurowska - Cegielska i na tablicy wyników po raz pierwszy w tym spotkaniu był remis po 52. Nie trwał on jednak zbyt długo, gdyż prowadzenie dla swojego zespołu odzyskała Zoll. Po chwili jednak dwa razy skuteczna z linii rzutów wolnych była Szott - Hejmej, a zza linii 6,75 punktowała Magda Ziętara i w 33 minucie meczu Wisła Can Pack Kraków po raz pierwszy wyszła na prowadzenie (57:54). Celnymi rzutami powiększały je Ouvina oraz Szott - Hejmej i z każdą kolejną minutą to wiślaczki były bliższe awansu do finału. Po kilkuminutowym przestoju za trzy trafiła Katarzyna Krężel, po jednym punkcie z linii rzutów wolnych dodały Leciejewska oraz Shegog i prowadzenie Wisły Can - Pack zmalało do zaledwie dwóch oczek na niespełna trzy minuty do zakończenia spotkania (59:61). Po niespełna 10 sekundach celnym rzutem z wyskoku do remisu po 61 doprowadziła Zoll, choć po chwili punktowała Szott - Hejmej, to swój zespół na prowadzenie kolejną trójką wyprowadziła ponownie Krężel (64:63).

Ostatnie 1,5 minuty na parkiecie hali w Lublinie dostarczyło zebranym kibicom mnóstwo emocji. Choć po stronie Wisły trafiła jeszcze Turner, to ostatnie słowo należało do zespołu Ślęzy. Wpierw za trzy trafiła  Linkeviciene, a następnie trzykrotnie z linii rzutów wolnych Zoll i to wrocławianki cieszyły się ze zwycięstwa (71:65) i awansu do meczu finałowego Final Six Pucharu Polski 2016! "Nie byliśmy wystarczająco agresywni w pierwszej kwarcie. Ślęza była bardziej głodna zwycięstwa. Później poprawiliśmy obronę, ale to nie wystarczyło. To był dla nas trudny mecz. Musimy teraz zapomnieć o Pucharze Polski i skupić się na kolejnych meczach" - powiedział po meczu Jose Hernandez (trener Wisły Can-Pack Kraków).

***

AZS UMCS LublinPszczółka AZS UMCS Lublin - Artego BydgoszczArtego Bydgoszcz
71:65 (10:22, 27:9, 20:19, 21:8)

Lublin: Metcalf 16, Makowska 14, Dorogobuzova 12, Mingo 10, Player 9, Szumełda-Krzycka 5, Owczarzak 4
Bydgoszcz: Reid 23, Morris 19, McBride 10, Pawlak 8, Koc 5

W drugim meczu półfinałowym zmierzyły się ze sobą drużyny Artego Bydgoszcz oraz gospodarz turnieju Pszczółka AZS UMCS Lublin.

Choć wydawało się, że wyżej notowane koszykarki z Bydgoszczy nie powinny mieć większych problemów z odniesieniem zwycięstwa i awansem do Finału Pucharu Polski, to gospodynie nie zamierzały łatwo się poddać i oddać zwycięstwa.

W pierwszej połowie meczu podopieczne Krzysztofa Szewczyka, głównie dzięki skutecznym Agnieszce Makowskiej oraz Katerynie Dorogobuzovej wypracowały w 8 minut nawet 14-punktowe prowadzenie (22:8). Mimo dobrze zapowiadającego się początku gospodyniom nie udało się jednak utrzymać tak wysokiej przewagi i za sprawą niezwykle skutecznej Reid, Morris oraz McBride bydgoszczanki nie tylko doprowadziły do remisu, ale również wyszły na prowadzenie. Po 20 minutach na tablicy wyników było (37:31) dla Artego.

Po zmianie stron lublinianki zaczęły grać zdecydowanie pewniej i systematycznie odrabiały stratę. W 23 minucie spotkania po 5 punktach Makowskiej gospodynie zdołały doprowadzić do remisu po 39. Szybko odpowiedziały jednak ich rywalki i po punktach  Koc oraz Morris na tablicy wyników było (46:39). Tuż przed zakończeniem trzeciej kwarty bydgoszczankom udało się wyjść jeszcze na najwyższe, 9-punktowe prowadzenie (57:48).

Gdy wydawało się, że nic nie jest w stanie odebrać bydgoszczankom zwycięstwa, sytuacja na boisku zmieniła się diametralnie. Dzięki mocniejszej obronie, która wymuszała błędy przeciwniczek lublinianki rozpoczęły ostatnią część meczu od prowadzenia 10:0, dzięki czemu nie tylko odrobiły stratę, ale również wyszły na prowadzenie. W decydujących momentach punktowały Metcalf, Mingo oraz Player i ku radości zebranych kibiców na minutę przed zakończeniem spotkania to gospodynie były bliższe awansu do finału. Choć w samej końcówce Reid oraz Morris robiły co mogły to ich zdobycze nie wystarczyły by zniwelować stratę. Wynik z linii rzutów wolnych ustaliła Player i dzięki wygranej 71:65 do finału awansowały koszykarki z Lublina. "Byliśmy w trudnym położeniu przed tym meczem. Dzisiaj wypadła nam ze składu zawodniczka podkoszowa, czyli Amisha Carter. Graliśmy więc szóstką zawodniczek. Moim zdaniem zrobiliśmy wszystko, żeby ten mecz wygrać. W dużej mierze o wyniku zadecydowały przegrane przez nas zbiórki. Jestem zadowolony z tego, ze dziewczyny podjęły walkę. Mecz stał na dobrym poziomie. Kibice mogli zobaczyć dużo szybkiego ataku, co mogło się podobać" - Tomasz Hekrt (trener Artego Bydgoszcz).

finał
Ślęza WrocławŚlęza Wrocław - Pszczółka AZS UMCS LublinAZS UMCS Lublin
31.01.2016 17:45

aNs