Przed rozgrywką o medale napisałem, że w kwestii zdobycia złota sprawa jest jasna - wygrać musi KSSSE AZS PWSZ Gorzów. Wynik wszyscy znamy. Nie trafiłem również z prognozą brązowego medalisty. I dobrze - po raz kolejny okazało się, że koszykówka, a zwłaszcza koszykówka kobiet, jest sportem, w którym zdarzyć się może wszystko.
Ubiegłoroczny sezon ligi koszykówki kobiet zawodniczki CCC Polkowice zakończyły porażką w meczach o brązowe medale z Wisłą Can-Pack Kraków. Teraz, kiedy pokonały faworyzowane wiślaczki w pierwszej rundzie, droga do medalu stała otworem. Tyle, że Energa Toruń tę drogę zamknęła i to w dość bolesny sposób - dwukrotnie pokonując pomarańczowe różnicą jednego punktu.
Toruniankom należą się gratulacje za osiągnięcie największego sukcesu w historii klubu. Przez cały sezon prezentowały dobrą koszykówkę, a w półfinale - jak się później miało okazać – postraszyły Mistrza Polski 2010. Ponadto mają za sobą niezły występ w rozgrywkach pucharowych, w których zanotowały trzy zwycięstwa i trzy porażki. Biorąc pod uwagę przedsezonowe ambicje, to jeden z najbardziej wygranych zespołów ekstraklasy.
W Polkowicach nie powinno być minorowych nastrojów, lecz zapewne, zarówno zarząd, jak i same zawodniczki, odczuwają niedosyt - mogło być lepiej. Najbardziej mi żal Darii Mieloszyńskiej, świetnej koszykarki, której chyba do dziś śni się jedenaście spudłowanych rzutów (przy jednym trafionym) w czwartym starciu z ”Katarzynkami”. Cóż poradzić, nawet najlepszym zdarzają się dni, kiedy piłka nie chce wpaść do kosza. Oceniając polkowicki sezon nie zapominajmy, że obok Wisły Can-Pack Kraków, która zakończyła rozgrywki Euroligi Kobiet na czwartym miejscu, z polskich zespołów to właśnie CCC najdzielniej poczynało sobie na arenie międzynarodowej. Drużyna awansowała do fazy play-off Pucharu Europy, gdzie różnicą koszy odpadła z Botas Sporem. Łącznie, na osiem rozegranych meczów wygrała pięć.
Paradoksalnie, o wiele gorsze nastroje niż w środowisku związanym z czwartą drużyną ligi koszykówki kobiet mogły zapanować u srebrnych medalistek z Gorzowa. A biorąc pod uwagę fakt, że do chwili obecnej (3.03) na oficjalnej stronie klubu nie pojawiła się informacja o porażce z Gdynią, jest tak na pewno. Gorzowiankom nie można odmówić zaangażowania, woli walki i dobrej gry w meczach finałowych. Mimo to przegrały. Pokonany został zespół mający w lidze bilans 23-1 (m.in. złożyło się na niego dwukrotne ogranie Lotosu), a w fazie play-off - nie licząc finału - 5-0. To niespodzianka dużego kalibru i ogromne rozczarowanie dla wszystkich związanych z gorzowską koszykówką. Nie ma się nawet czym pocieszyć, gdyż AZS przegrał w rozgrywkach o Puchar Polski, zaś w Eurolidze Kobiet nie wyszedł z grupy, notując 3 zwycięstwa i 7 porażek. Do tej pory w roli największego przegranego widziano Wisłę Can-Pack Kraków, której jednak Euroliga uratowała twarz. Teraz ten smutny tytuł wędruje do Gorzowa.
Skoro była mowa o największym przegranym, to czas na największego wygranego. Brawa dla Lotosu Gdynia! Biorąc pod uwagę organizacyjne zawirowania w tej ekipie i słabą formę tuż przed playoffami, nie wierzyłem, że uda im się wejść do finału, nie mówiąc już o zdobyciu złotych krążków. Warto podkreślić, że jednocześnie Lotos przełamał ”przekleństwo” Pucharu Polski. Do tej pory ekipy triumfujące w tych rozgrywkach nie zdobywały później Mistrzostwa Polski. Trener Winnicki odpowiednio ustawił i zmotywował zespół, a zawodniczki zostawiły na parkiecie serce. Wykorzystały bezcenne zwycięstwo wyszarpane z gorzowskiego parkietu i zakończyły serię u siebie, zapobiegając piątemu meczowi, który rozegrałyby na wyjeździe. Kiedy nadarzyła się do tego pierwsza okazja, dobiły rywalki. Jak na prawdziwe Mistrzynie przystało.
Marcin Mochal
Dodaj komentarz