Nie zawieść kibiców - rozmowa z Anną Kuncewicz, koszykarką Tęczy Leszno
Dodano: 07.10.2011, 14:16
Zeszły sezon był dla leszczyńskiej skrzydłowej Anny Kuncewicz pechowy. Z powodu odniesionego już na początku rozgrywek 2010/2011 poważnego urazu kolana wystąpiła zaledwie w dwóch meczach. Po operacji i rehabilitacji w tym sezonie wróciła na parkiety, ponownie w barwach zespołu MKS Tęcza Leszno.
Marcin Mochal: Jak się Pani gra po długiej przerwie wymuszonej kontuzją kolana?
Anna Kuncewicz: - Czuję się rewelacyjnie, czekałam na ten sezon cały rok, a czekanie, kiedy możemy jedynie przypatrywać się z boku, naprawdę się dłuży. Bardzo cieszę się, że liga już wystartowała.
Czuje się już Pani w pełni sił?
- Fizycznie jestem w pełni sił i czuję, że jestem dobrze przygotowana do gry. Pierwsze dwa mecze przypomniały mi jednak, że rok przerwy to naprawdę długi okres. Wiem, że potrzebuję jeszcze czasu, żeby lepiej poczuć grę, bo czasami checi nie wystarczają. Czuję jednak, że z każdą minutą grania jest mi latwiej, dlatego tym bardziej tak cieszą mnie minuty, które spędziłam na placu w minionych meczach. Sądzę, że wiem nad czym powinnam pracować i jestem naprawdę dobrej myśli.
Czy uraz nie pozostał gdzieś „w głowie”? Nie ma strachu to kolano?
- Na początku trochę się tego obawiałam, ale Leszno stworzyło mi świetne warunki do rehabilitacji i solidnie przepracowałam ten okres. Czuję, że operowana noga jest mocna. To już przeszłość, a strachem o kolano mogłabym jedynie sobie zaszkodzić. Mimo że kontuzja, której doznalam była poważna, to nie byłam pierwszą, którą to spotkało. Jest mnóstwo zawodniczek, które były niestety w podobnej sytuacji, a obecnie grają na świetnym poziomie. To dodaje wiary.
Jak ocenia Pani potencjał leszczyńskiej drużyny w tegorocznych rozgrywkach?
- Uważam, że mamy potencjal, a sport bywa nieprzewidywalny, dlatego mam nadzieję, że sprawimy niejedną niespodziankę.
Trudno było wygrać w Brzegu?
- Zwyciestw nie dzielę na trudne i latwe, bo za każdym razem staramy się zostawić serce na parkiecie. Tak było rownież w Brzegu. Do trzeciej kwarty grałyśmy w zasadzie punkt za punkt, ale udało sie odskoczyć i utrzymać przewagę.
Decydujący wpływ na rezultat miała trzecia kwarta, w której pozwoliłyście rzucić Odrze tylko cztery punkty. Chyba możecie być zadowolone ze swojej postawy w defensywie w tym spotkaniu.
- W przypadku wyrównanych spotkań, często jest tak, że przebieg trzeciej kwarty decyduje o wyniku meczu. W Brzegu kluczem do wygranej okazała się obrona strefowa.
Po meczu z Energą Toruń, w przeciwieństwie do starcia z Odrą, drużyna Tęczy Leszno oraz jej sympatycy raczej nie mieli szczęśliwych min. Torunianki wygrały i rzuciły Wam aż 85 punktów. Były tak dobre w ataku, czy u Was coś się "zacięło"?
- Trudno mi to teraz analizować. Pewne jest to, że nie zrealizowałyśmy założen tak jak powinnyśmy, a straconych 85 punktów daje do myślenia, że z obroną faktycznie było słabo. Wiemy jednak co było źle, więc teraz najważniejsze jest, żeby tych błędów nie powielać w następnych meczach.
Przegrana pierwsza kwarta 9 - 22 w pewnym sensie ustawiła mecz na Waszą niekorzyść. Nie przestraszyłyście się "Katarzynek"?
- Myślę, że o strachu nie było mowy, bo podeszłyśmy do spotkania przygotowane. Wiedziałyśmy czego się spodziewać, a mimo wszystko niestety nie stawiłysmy takiego oporu jak powinnyśmy. Nie wiem co bylo tego powodem.
Dużą "krzywdę" wyrządziła Wam Bridgette Mitchell - rzuciła 27 punktów i miała 13 zbiórek. Czy postawa nowej toruńskiej zawodniczki Panią zakoczyła?
- Zaskoczyła? Nie. Może bardziej zasmucił mnie fakt, że nie potrafiłyśmy jej zatrzymać. Grając z każdym zespołem powinno się spodziewać, że każda z przeciwniczek może zagrać bardzo dobrze, więc o zaskoczeniu nigdy nie ma mowy.
Kolejnym rywalem będzie KK ROW Rybnik, który po zupełnie nieudanym zeszłym sezonie, w bieżących rozgrywkach zanotował dwa kolejne zwycięstwa. Jak jest Pani prognoza na mecz MKS Tęczy Leszno z rybniczankami?
- Do każdego meczu chciałabym podchodzić z wiarą w zwycięstwo, bo nie lubię ustawiania się z góry na przegranej pozycji. Również tym razem zrobimy wszystko, żeby wygrać. Gramy pierwszy w tym sezonie mecz we wlasnej hali, a to dodatkowo motywuje. Postaramy się nie zawieść kibiców.
Rozmawiał Marcin Mochal
KoszykowkaKobiet.pl
fot. GRZEGORZ RUTKOWSKI (www.fotorutkowski.pl)
<< Wracaj





Dodaj komentarz