Mamy potencjał! - rozmowa z Justyną Żurowską, zawodniczką reprezentacji Polski koszykarek - cz. I
Dodano: 13.06.2011, 16:24
- Mamy potencjał i myślę, że nasz wynik na turnieju będzie kwestią dnia. Jeśli będziemy odpowiednio nastawione i trafimy na moment, w który kilka zawodniczek będzie miało tak zwany „dzień konia”, możemy zwyciężać - zapewnia koszykarka reprezentacji Polski Justyna Żurowska przed rozpoczynającymi się w sobotę Mistrzostwami Europy w koszykówce kobiet EuroBasket Women 2011.
Damian Juszczyk: Start Mistrzostw Europy koszykarek EuroBasket Women 2011 zbliża się wielkimi krokami. Powoli wyobraża sobie Pani dzień inauguracji? Przychodzą już do głowy myśli związane z tym, jak może wyglądać mecz z Czarnogórą?
Justyna Żurowska: - Jasne, już od pewnego czasu żyję tym meczem. Zastanawiam się jak wielu kibiców przyjdzie, jak będzie przygotowana hala i jaka będzie otoczka wokół tego meczu, ponieważ to pierwsza impreza tego typu w Polsce, w której będę występować, więc nie mogę się już doczekać. Przede wszystkim jednak skupiam się na tym, by jak najlepiej się przygotować - fizycznie, ale także mentalnie odpowiednio nastawić się przed tymi spotkaniami.
Grą w klubie i ciężką pracą podczas okresu przygotowawczego wypracowała sobie Pani mocną pozycję w kadrze. Po sezonie ogłosiła Pani, że czas odejść z Gorzowa. Trudno było podjąć tę decyzję?
- Byłam w Gorzowie dziewięć lat, rozwijałam się z tym klubem od samego początku aż do czterech medali, które zdobyłyśmy. Odejście z takiego klubu jest bardzo trudne, ale decyzja została już podjęta. Teraz się nad tym nie zastanawiam. Skupiam się na tym, co przede mną. Bardzo dobrze znam trenera, więc jest mi łatwiej. Często mogę coś podpowiedzieć dziewczynom, kiedy wykorzystujemy rozwiązania znane mi z klubu. Bardzo dobrze czuję się na boisku.
Wielu kibiców, także tych gorzowskich, zastanawia się, gdzie będzie Pani występować w następnym sezonie. Czy coś już wyjaśniło się w tej kwestii?
- Są pewne propozycje, ale ostateczna decyzja nie jest jeszcze podjęta. Jest mi trudno ją podjąć ze względu na Mistrzostwa Europy - tylko to mam teraz w głowie i nie potrafię się rozproszyć, myśląc o tym, co ma mnie czekać w przyszłości. Jestem cierpliwa. Wiem, że na pewno ten klub będzie, ale jaki - na rozstrzygnięcia musimy jeszcze poczekać.
Rzeczywiście w grę wchodzi tylko kierunek zagraniczny?
- Na ten moment, na pewno na przyszły sezon będzie to opcja zagraniczna.
Najpierw jednak przed nami wielkie święto, czyli Mistrzostwa Europy koszykarek EuroBasket Women 2011. Za Paniami wiele sparingów z mocnymi rywalami, z którymi będą Panie walczyć o medale. Jak ocenia Pani potencjał swojej drużyny na tle pozostałych zespołów, biorących udział w turnieju?
- Nie w każdym meczu grałyśmy do końca zgodnie z naszymi oczekiwaniami i nie zawsze byłyśmy zadowolone. Są pozytywy i rzeczy, z których możemy się cieszyć, ale były też porażki. Jednak co jest optymistyczne - nie przegrywamy dwudziestoma-trzydziestoma punktami, a małymi niuansami w ostatnich minutach czy sekundach. Z jednej strony szkoda tych porażek, ale z drugiej - świadczy to o tym, że naprawdę mamy potencjał i myślę, że będzie to kwestia dnia. Jeżeli trafimy na dzień, kiedy w głowach będziemy dobrze nastawione, a kilka zawodniczek będzie miało lepszy moment - tak zwany „dzień konia” - to możemy zwyciężać. Choć na pewno jeśli te zwycięstwa będą, to będą odnoszone na granicy paru punktów.
Rozmawiał Damian Juszczyk
/redaktor naczelny portalu KoszykowkaKobiet.pl/
Wkrótce II część wywiadu.
fot. JAKUB SKOWRON (www.ansver-theblackmamba.blogspot.com)
<< Wracaj





kiedyśwsadzałem - 13.06.2011, 16:54
Nie lubię Żurowskiej, nie wiem dlaczego, ale zawodniczki Gorzowa są najmniej sympatyczne z całej ligi, a i swą grą potrafią cieszyć chyba tylko najwierniejszych kibiców z Gorzowa. Nie lubię Gorzowa ogólnie za styl gry, widać to było szczególnie w minionych play off w serii z Lotosem, gdzie wygrały tylko tego, że Lotos już nie miał kim grać. A jak patrze na skład reprezentacji, to tylko mogę się uśmiechnąć pod nosem, no i jeszcze ta szopka Żurowskiej z tortem na zakończenie sezonu, sam tort byłby jeszcze ok, ale zmartwieniem zawodnika nie powinno być,l to że klub nie jest w stanie wybudować hali, czy zdobyć kibiców. Dla mnie Żurowska, to taki LeBron James ze swoimi najgorszymi cechami, nie mógł zdobyć mistrzostwa w Cleveland, to sobie poszedł do Miami, i jak to się skończyło, to wszyscy, którzy śledzą rozgrywki NBA, powinni wiedzieć. Bo Żurowskiej do np. Dirka Nowitzkiego, który cierpliwie czekał tyle lat na swój pierwszy tytuł w jednym zespole, na pewno podrównać się nie da.
al - 13.06.2011, 21:19
Drogi "jestemnanie"
Przeczytaj swój tekst raz jeszcze i zacznij się leczyć z kompleksów.
Adres dobrego psychologa i psychiatry znajdziesz w internecie.
Pozdrawiam i życzę powrotu do zdrowia. Życzliwy - al
kiedyśwsadzałem - 14.06.2011, 00:35
Drogi al, Twoja siła argumentów mnie nie przekonała. Jedynie co można wyczytać z Twojej wypowiedzi, to że jesteś w przeciwieństwie do mnie fanem Żurowskiej, takie Twoje prawo, tak samo jak i moje, jej nie lubić, tylko ja przejawiam tą odrobinę kultury i nie każe ci się z tego leczyć. Zresztą świat byłby nudny, gdyby byli tylko sami miłośnicy Gorzowa i Żurowskiej , tak jak i jej przeciwnicy.
Więc jeśli Twoja wiedza i czucie koszykówki ogranicza się do znajomości psychologicznych przypadków, to niestety nie będziesz moim autorytetem w dziedzinie koszykówki. Jeśli nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi, to przeczytaj ją sobie jeszcze raz.
Dodaj komentarz