Będę walczyła o uznanie w oczach trenerów - rozmowa z Joanną Czarnecką, nową koszykarką Wisły Can-Pack Kraków
Dodano: 05.06.2011, 09:03
Dla Joanny Czarneckiej podpisanie umowy z Wisłą Can-Pack Kraków oznacza powrót pod Wawel. Koszykarka - mogąca występować na pozycji silnej skrzydłowej i środkowej - broniła barw "Białej Gwiazdy" od sezonu 2001/2002 do 2004/2005.
Marcin Mochal: Jak się czuje „nowa - stara” koszykarka Wisły Can-Pack Kraków?
Joanna Czarnecka: - Kilka dni temu jeszcze do mnie do końca nie docierało, że w przyszłym sezonie będę występować w Wiśle Can-Pack Kraków. Jestem szczęśliwa z tego powodu, ponieważ utożsamiam się z tym klubem. Mam nadzieję, że będzie to dla mnie udany sezon.
Czy z czteroletniej gry w Krakowie coś szczególnego utkwiło Pani w pamięci?
- Moja poprzednia przygoda z Krakowem zakończyła się bodajże sześć lat temu. Wisła grała wtedy na innym poziomie. Dopiero mój ostatni rok w Wiśle był sukcesem - zdobyłyśmy srebrny medal. Wtedy były inne oczekiwania wobec zespołu. Teraz Wisła Can-Pack Kraków jest bardzo dobrą drużyną - zarówno w Polsce, jak i w Europie. Są inne cele, więc nie ma co tego porównywać.
A pamięta Pani taki zakończony dogrywką mecz, w którym Pani celny rzut równo z końcową syreną zapewnił krakowiankom bardzo istotne w kontekście utrzymania w ekstraklasie zwycięstwo? Zdobyła Pani wtedy 27 punktów...
- To było spotkanie z ŁKS-em. Na trybunach była moja mama - czasami wspominamy to starcie. Pamiętam ten mecz dokładnie, to był mój jeden z najlepszych wyników punktowych w ekstraklasie i trafiłam cztery „trójki”. Mama musi częściej przyjeżdżać na moje mecze, bo gram wtedy dobre zawody.
Joanna Czarnecka: - Kilka dni temu jeszcze do mnie do końca nie docierało, że w przyszłym sezonie będę występować w Wiśle Can-Pack Kraków. Jestem szczęśliwa z tego powodu, ponieważ utożsamiam się z tym klubem. Mam nadzieję, że będzie to dla mnie udany sezon.
Czy z czteroletniej gry w Krakowie coś szczególnego utkwiło Pani w pamięci?
- Moja poprzednia przygoda z Krakowem zakończyła się bodajże sześć lat temu. Wisła grała wtedy na innym poziomie. Dopiero mój ostatni rok w Wiśle był sukcesem - zdobyłyśmy srebrny medal. Wtedy były inne oczekiwania wobec zespołu. Teraz Wisła Can-Pack Kraków jest bardzo dobrą drużyną - zarówno w Polsce, jak i w Europie. Są inne cele, więc nie ma co tego porównywać.
A pamięta Pani taki zakończony dogrywką mecz, w którym Pani celny rzut równo z końcową syreną zapewnił krakowiankom bardzo istotne w kontekście utrzymania w ekstraklasie zwycięstwo? Zdobyła Pani wtedy 27 punktów...
- To było spotkanie z ŁKS-em. Na trybunach była moja mama - czasami wspominamy to starcie. Pamiętam ten mecz dokładnie, to był mój jeden z najlepszych wyników punktowych w ekstraklasie i trafiłam cztery „trójki”. Mama musi częściej przyjeżdżać na moje mecze, bo gram wtedy dobre zawody.
Co chciałaby Pani wnieść do zespołu teraz?
- Będę walczyła o pozycję i o to, żeby w ogóle być na parkiecie. Wisła jest bardzo mocną drużyną. Ja jestem jedną z czterech wysokich, a kiedy Magda Leciejewska zakończy rehabilitację - będzie nas pięć (Milka Bjelica, Joanna Czarnecka, Ewelina Kobryn, Magdalena Leciejewska, Petra Ujhelyi - przyp. M.M.). Na pewno podejmę rywalizację o uznanie w oczach trenerów. Jeśli będę grała, postaram się jak najlepiej potwierdzać swoją przydatność do zespołu. Ciężko mi stwierdzić, jaka będzie taktyka. Będę się starała robić to, co umiem najlepiej i sprostać oczekiwaniom trenerów wobec mojej osoby.
Jakie nadzieje wiąże Pani z transferem do Wisły Can-Pack Kraków?
- Chciałabym przede wszystkim grać, ponieważ żadnej zawodniczce nie uśmiecha się przejść do nowej drużyny i cały czas siedzieć na ławce. Chciałabym obronić z Wisłą tytuł mistrza Polski, a w rozgrywkach Euroligi Kobiet zajść jak najdalej.
Rozmawiał Marcin Mochal
/KoszykowkaKobiet.pl/
/KoszykowkaKobiet.pl/
fot. GRZEGORZ RUTKOWSKI (www.fotorutkowski.pl)
<< Wracaj





Dodaj komentarz