"Orzełek" na piersi zobowiązuje - rozmowa z Joanną Czarnecką, koszykarką Super-Pol Tęczy Leszno i reprezentacji Polski
Dodano: 14.05.2011, 21:20
Joanna Czarnecka - skrzydłowa Super-Pol Tęczy Leszno - została powołana przez trenera Dariusza Maciejewskiego na trwające w dniach 8 - 16 maja zgrupowanie w Szczyrku, jeden z etapów przygotowań reprezentacji Polski do Mistrzostw Europy w koszykówce kobiet EuroBasket Women 2011.
Marcin Mochal: Joanna Czarnecka, - jak i pozostałe koszykarki Super-Pol Tęczy Leszno - ma za sobą ciężki sezon. Plaga kontuzji wymuszała grę wąską rotacją. Udało się wypocząć przed rozpoczęciem przygotowań do Mistrzostw Europy w koszykówce kobiet EuroBasket Women 2011?
Joanna Czarnecka: - Ja miałam trochę dłuższą przerwę niż koleżanki z kadry, które grały o medale. Miałam prawie cztery tygodnie przerwy, więc trochę się siły zregenerowały,wypoczęłam w tym czasie.
Na Mistrzostwach Europy nie będzie mogło wystąpić kilka koszykarek, które przy ustalaniu składu zapewne byłyby brane pod uwagę przez trenera Maciejewskiego. Zagracie może nie w eksperymentalnym zestawieniu, ale na pewno w przebudowanym.
- Zgadza się - nie ma paru dziewczyn, które bez wątpienia miałyby pewne miejsce w drużynie. Trzeba sobie radzić innymi sposobami. Zostało powołanych szesnaście koszykarek. Trener ma z kogo wybrać optymalną dwunastkę na Mistrzostwa - taką dwunastkę, która będzie w tym momencie najlepsza.
Trudniej gra się w stroju z napisem "Polska" niż w klubowych barwach?
- „Orzełek” na piersi do czegoś zobowiązuje. To dodatkowa motywacja. Jest to zupełnie inne granie niż w klubie. W lidze gra się przez cały sezon i jedna porażka o niczym nie świadczy. Można tę stratę odrobić w następnej kolejce lub liczyć na potknięcie innej drużyny. W reprezentacji nie ma co kalkulować! Każde zwycięstwo jest ważne i trzeba się piąć coraz wyżej, aby grać o medal.
Jak wyglądały przygotowania w Szczyrku?
- Jesteśmy już po dwóch sparingach z Węgierkami, w których trenerzy mogli sprawdzić wykonaną przez nas pracę. Skupiamy się na wszystkim: na ataku, na obronie, na zgrywaniu się ze sobą. Mamy mało czasu, a trzeba dużo zrobić. Trenerzy mają trudne zadanie, ale motywują nas, żebyśmy cały czas były skoncentrowane i robiły wszystko „na maksa”.
Czy byłoby dobrze, gdyby to Węgry okazały się trzecim grupowym rywalem Polski?
- Z dwóch meczów miałyśmy dodatni rezultat. Grało się nam z nimi całkiem dobrze, jak na pierwszy sprawdzian wspólnych umiejętności. Gdyby okazały się czwartym zespołem w grupie, byłoby to dla nas dobre rokowanie. Ale na razie nie ma się co nastawiać, przed nimi też jeszcze dużo meczów - po nich wszystko się rozstrzygnie.
Kto ma największe szanse na wywalczenie awansu do ME w barażach?
- Te zespoły, które „nie załapały się” wcześniej w eliminacjach są mocnymi drużynami. Ciężko wskazać zdecydowanego faworyta. Nie wiadomo. Myślę, że będzie wyrównana rywalizacja, a awansuje najlepszy. Dowiemy się o tym praktycznie przed samymi Mistrzostwami.
Jesteście gospodyniami, ale jak rozumiem na parkiecie gościnne nie będziecie...
- Granie u siebie to nasz atut. Mam nadzieję, że kibice dopiszą i będą naszym szóstym zawodnikiem. Bardzo na nich liczymy. Tanio skóry nie sprzedamy. Chcemy się pokazać z jak najlepszej strony. Będziemy walczyć "ile sił" o każdy kawałek parkietu, do samego końca.
Rozmawiał Marcin Mochal
/KoszykowkaKobiet.pl/
fot. GRZEGORZ RUTKOWSKI (www.fotorutkowski.pl)
<< Wracaj





Dodaj komentarz